31.08.2014

Recenzja: Blask wieczności

Tytuł: Blask wieczności
Autor: Anna A. Swoboda
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poligraf
Ocena: 4/10


„Kiratea Brand jest jednym z astylijskich Okai, wojowników walczących na chwałę krwawego bóstwa Ottana. Pewnego dnia dziewczynie ukazuje się bóg i wyjawia jej prawdę o niej samej. W parze z boskością idzie też miłość, która ma swoje miejsce nawet w bezlitosnym świecie zabójców. Jednak nie wszyscy Okai wypełniają swoje powołanie. Zbliża się bunt śmiertelników przeciw samemu bogu. Ottan wyznacza Kiratei zadanie, które zaważy na losach świata. Czy wojowniczka podejmie właściwą decyzję bez względu na konsekwencje?”

Kiedy zaczynałam przygodę z „Blaskiem wieczności” byłam zarówno ciekawa, jak i zdystansowana do tej powieści. Z jednej strony opis przedstawiał mi książkę, która wydawała się interesująca, lecz z drugiej nieco odstraszał mnie młody wiek autorki. Rzadko kiedy byłam zadowolona z dzieł bardzo młodych pisarzy. Czytając, widziałam, że mam do czynienia z osobą (jeszcze) niedoświadczoną, która nie liczy sobie dużo wiosen. Język i warsztat nie powala, lecz nie jest także odstręczający. Gdyby patrzeć na sam styl, książkę naprawdę czytałoby się lekko i przyjemnie.

Jednakże na książkę składa się nie tylko styl, ale i fabuła oraz bohaterowie. Zacznijmy właśnie od postaci, które niestety nie powalały na kolana. Główna bohaterka nie jest sierotą, co bardzo rzadko się zdarza ostatnimi czasy w literaturze, a wpływową pannicą z bogatego rodu. Jak przystało na taką damulkę, stała się rozwydrzonym, małym i nieletnim człowieczkiem. Narzeka na rozpieszczonych ludzi, którzy ją otaczają, a sama nie jest w niczym lepsza od nich. Kiratea to taka złota rączka w wydaniu fantasy – czego nie dotknie, to naprawi i jeszcze dołoży wszelkich starań, aby wszystko naokoło było „perfekt”. Naciągany, ostry charakterek, nieciekawa osobowość i denerwujące (również często niewytłumaczalne i najzwyczajniej w świecie niemądre) zachowanie nie przypadły mi do gustu, a tym samym Kiratea nie zdobyła mojego serca.

Reszta postaci również nie została należycie wykreowana. W „Blasku wieczności” pojawia się relacja uczeń-mistrz, którą uwielbiam praktycznie pod każdą postacią i rzadko kiedy na nią narzekam. Niestety w dziele Anny Swobody została ona bardzo nieudolnie przedstawiona. Agaton, owy mistrz Kiratei, popada w dziwne zmiany nastrojów, często zachowuje się, jakby jeszcze był nieposłusznym uczniakiem i w ogóle nie przypomina literackiej figury nauczyciela. Pozostałe drugoplanowe postaci zachowują się tak, jakby byli ulepieni z jednej, niskogatunkowej gliny. Nie ważne, czy bohater był mężczyzną czy kobietą, osobowość zawsze była taka sama (nudna), a poczynania przewidywalne.

Opis z tyłu okładki naprowadza czytelnika na właściwe aspekty fabuły i akcji. Jednakże, co mnie negatywnie zaskoczyło, przez dużą część powieści autorka skupiała się na pobocznych ścieżkach i ani myślała przejść na główną trasę. Kiratea wałęsa się po dworze, spotyka z amantami i przyjaciółmi (którzy swoją drogą pojawiają się zawsze wtedy, gdy ich potrzebuje) oraz popełnia różnorakie morderstwa, które nie mają wiele wspólnego z docelową akcją. Pierwszy raz doświadczyłam przeniesienia fabuły na drugi plan, a przy tym wysunięcia niepotrzebnych wątków dodatkowych.

Czy polecam „Blask wieczności”? Łatwo można wydedukować, że to nie jest mój literacki faworyt i nie mieści się nawet w kategorii przeciętnej książki. Mrocznie nie było, tajemniczo także nie, a postaci irytowały niemiłosiernie. Odstawiona w kąt fabuła także nie sprawiła, że powieść zyskała na wartości. Być może za kilka lat Anna Swoboda stworzy coś zupełnie innego, coś, co będzie zasługiwać na miano „dobrej książki”. W tej chwili jednak „Blask wieczności” na pewno na takie miano nie zasługuje.

Recenzja napisana przez: Gumiguta B
Udostępnij ten wpis

30.08.2014

Recenzja: Kroniki ciemności. Łowca Demonów



Tytuł: Kroniki ciemności. Łowca Demonów
Autor: Agnieszka Michalska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Ocena: 9 /10

 „Kroniki ciemności. Łowca Demonów” opowiada ciekawą historia młodej łowczyni demonów, która stoi przed trudnym wyborem. Czy podjąć się zadania polowania na straszliwe stwory, czy może jednak zostanie ze swoją rodziną i przyjaciółmi? Choć Katy jest sprytną i zaradną dziewczyną, to czy zdoła pogodzić walki z demonami oraz relacje między najbliższymi? „Kroniki ciemności. Łowca Demonów” wprowadza czytelnika w fascynującą przygodę na podstawie kultowego serialu „Czarodziejki”.

Agnieszka Michalska skupiła się na ukazaniu różnic między dobrem a złem. Kontrasty między nimi są bardzo wyraźne. Obok prawości i szlachetności pojawiają się fantastyczne, lecz mroczne stwory takie jak demony i inne obleśne kreatury. Książka wciąga odbiorcę w inny świat, przez co nie mogłam choć na chwilę oderwać się od niej.

Autorka nie przedstawiła swoich bohaterów jako mroczne i niedostępne osoby. Wprawdzie zmagają się z wieloma trudami, lecz starają się być pozytywnie nastawieni do życia. Zostali ciekawie wykreowani i każda postać jest inna. Natomiast nie podobało mi się zachowanie Katy, gdyż przez pewien czas była niezwykle niestabilna i niezdecydowana. Drugoplanowe postaci i wszelkie demony także byli interesujący, choć na swój własny sposób.

Uczucia podczas czytania powieści Agnieszki Michalskiej zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz przechodziły przeze mnie ciarki, a czasem łza zakręciła się w oku ze smutku. Autorka stworzyła klimat, dzięki któremu nie podchodziłam do jej książki obojętnie. Zgrabnie ukazała emocje, które targały bohaterami.

Książka jest na swój sposób bardzo ciekawa i bardzo tajemnicza. Trzeba przenieść się w świat wykreowany przez Agnieszkę Michalską i samemu przekonać się, czy wywrze na nas pozytywne wrażenie.

Za egzemplarz dziękuję autorce książki, Agnieszce Michalskiej.
Udostępnij ten wpis

04.08.2014

Stosik sierpniowy

Jak wiadomo, w wakacje książki niestety nie wyrastają jak grzyby po deszczu. Wręcz przeciwnie, często nie można trafić na ciekawe nowości i trzeba czekać na lepsze czasy lub też zaopatrzyć w starsze wydania innych powieści. Nie oznacza to jednak, że u mnie nastąpiła posucha! Udało mi się wygrzebać co nieco, a z każdej książki jestem niezmiernie zadowolona.

Zacznijmy od góry:
- "Opowieści o pilocie Pirxie" - Stanisław Lem
- Wakacje w małym miasteczku u babci wcale nie muszą być bezowocne. Babcia polonistka, babcia czytająca, to i książki ma w domu. A że fantastyki jako takiej nie czyta, to odstąpiła wnusi Lema. 
- "Prawo Caine'a" - Matthew Woodring Stover - Promocja była obłędna, zapłaciłam niecałe 8 złotych za piąty tom przygód Caine. Właśnie tej części brakowało mi do szczęścia!
- "Aposiopesis" - Andrzej W. Sawicki - Egzemplarz od literatura.juventum.pl. Ledwo co zdołałam wyrwać ją mojej ciotce, która przyssała się do niej jak glonojad do szyby akwarium. To znaczy, że książka może być naprawdę dobra, zważywszy na to ile przeczytała w tak krótkim czasie i że nie przepada za jakąkolwiek fantastyką. 
- "Ujarzmienie" - Jeff VanderMeer - Naprawdę miło jest mieć w domu drugą część serii, ale jeszcze milej by było, gdybym posiadała również i pierwszą. Lecz cóż zrobić, skoro bierze się udział w konkursach i chwyta w swe łapy co popadnie. Słyszałam jednak, że powieść jest naprawdę godna uwagi, więc nie omieszkam tego sprawdzić. :)
- "Klasyczna baśń w nowoczesnym wydaniu - antologia tekstów konkursowych" - Wrocławskie Dni Fantastyki 2013 - Do "Ujarzmienia" dołączona została ta niewielka antologia. Są to prace wybrane przez jury podczas konkursu literackiego Smoki 2013. Idealna pozycja na jeden wieczór. :)

Zuza B (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.