23.12.2018

Święta Święta z ....

Najważniejszy czas to ten, który  jest przed nami, ten który możemy dzielić z naszymi bliskimi. Jest on co roku dla nas czymś wyjątkowy. Nasze kochane autorki pozwoliły opublikować mi to jak one spędzają święta. Każde są inne, wyjątkowe. Mam nadzieję, że ta forma Wam się spodoba. Czekamy na opinie. Czas Bożego Narodzenia to magiczny czas, na który co roku czekają wszyscy, czas magii. Kłótnie i złe emocje są odkładane  , wtedy liczy się tylko czas miłości, zrozumienia. Każda autorka opisała to tak cudownie, że nie można się oderwać od lektury… Więc w ten wigilijny wieczór zapraszam. Spędzimy go razem z Sabiną Waszut, Anną Klejzerowicz,Izabelą Frączyk,Anitą Scharmach , Jolantą Kosowską, Mariolą Sternahl



Ważne jest to, co niezmienne 


Odkąd pamiętam święta Bożego Narodzenia były dla mnie czasem magicznym i niezwykle radosnym. W domu, z którego pochodzę pielęgnowało się tradycje i obyczaje. Chyba właśnie ta powtarzalność pewnych czynności, rytuały, które towarzyszą Bożemu Narodzeniu są dla mnie najważniejsze.
Teraz, gdy sama jestem mamą, staram się, aby właśnie w taki sposób zapamiętały ten czas moje dzieci. Pewne rzeczy są niezmienne i takimi powinny pozostać.
Choć tradycyjnie choinkę stroiło się dopiero w wigilijny poranek, my dekorujemy dom już kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Jest to jedna z moich ulubionych, przedświątecznych czynności. Jeżdżę do sklepów, wybieram, zamawiam i sama robię dekoracje. Potem siadam w fotelu i jak dziecko zachwycam się bombkami i stroikami.
W worku z naszymi świątecznymi zwyczajami są też coroczne odwiedziny katowickiego rynku, podziwianie dekoracji na jarmarku i skosztowanie piernika z tamtejszej kawiarni. Udział w „Świątecznej Paczce” to dla nas również ważny element Świąt.
Ponieważ Boże Narodzenie spędzamy najczęściej u moich rodziców, menu wigilijne nie zmieniło się od czasów, gdy sama byłam dzieckiem. Jest zatem zupa rybna z kaszą manną i grzankami, karp z ziemniakami, kapusta z grochem, makówki (czasem makowiec) i oczywiście ulubiony kompot z suszonych owoców. Mój maż wprowadził na nasz wigilijny stół barszcz z uszkami.
Co prawda karp nie pływa już w wannie, ale akurat z tej zmiany wszyscy jesteśmy zadowoleni.
Nietypową tradycją naszego domu, jest dzielenie się opłatkiem dopiero po kolacji wigilijnej. Całkiem niedawno, zbierając materiały do „Rozdroży”, odkryłam, że zwyczaj ten wywodzi się z regionu pszczyńskiego, a właśnie tam moja babcia mieszkała i pracowała podczas wojny. Widocznie, z jakiegoś powodu postanowiła ten obyczaj kultywować.
Wigilijny wieczór jest dla nas czasem bardzo uroczystym. Przygaszone światło, wyłączony telewizor i radio, odświętne ubiory. Obie z mamą staramy się, aby ten jedyny wieczór w roku, był po prostu piękny.
Na Śląsku prezenty pod choinkę przynosi Dzieciątko. Kiedyś dzieci zostawiały dla niego odrobinę cukru na parapecie. Dziś wystarczy, że najmłodsi będą nasłuchiwać dźwięku dzwoneczków.
Prezentów pod choinką jest dużo. Wszyscy się wzajemnie obdarowujemy.
Choć ostatnio tyle się mówi o walce z konsumpcjonizmem, w grudniu daję sobie zezwolenie na drobnę szaleństwa. Uwielbiam przedświąteczną atmosferę. W te dni czerpię przyjemność nawet ze świątecznych piosenek płynących z głośników galerii handlowych.
Z całą pewnością jesteśmy rodziną, która kocha Święta. Zarówno te nieco kiczowate i rozkrzyczane, których pełne są ulice, jaki i spokojne i nieco zadumane w naszym domu. To czas, który budzi we mnie najpiękniejsze wspomnienia, dbam oto, aby moja rodzina również miała ich mnóstwo.

Wesołych Świąt.
Sabina Waszut



W naszym domu święta są tradycją świecką, rodzinną. To jedyna okazja w roku, kiedy możemy spotkać się wszyscy razem, w najbliższym gronie, aby wspólnie próbować wspaniałych wigilijnych potraw, rozmawiać i słuchać dobrej muzyki - nie tylko kolęd, choć te są piękne. Potrawy przygotowujemy z podziałem na role, moją specjalnością jest bigos i sałatka. Nie szalejmy za bardzo, na stole znajdą się jeszcze dwa barszcze – czerwony i grzybowy na kwaśno, z uszkami – poza tym ryby, sery, makowiec, pierniki, pomarańcze i marcepany. Wystarczy, by stworzyć świąteczny nastrój.
Choinka symboliczna, płonący kominek, do tego tradycyjnie prezenty książkowe. Wszyscy dużo czytamy. Zwierzaki świętują razem z nami, a jest ich w naszej rodzinie wiele. Ludzkim głosem mówią zawsze, więc nie oczekujemy od nich tego  wyłącznie o północy. Gdy sypie śnieg – obowiązkowy wieczorny spacer, potem dobra lektura. Magiczny czas, cieszmy się nim. Radosnych Świąt!


Anna Klejzerowicz


Iza: Wiesz co? Właśnie włączył mi się przedświąteczny stres. Zawsze tak mam, że na kilka dni przed świętami zaczynam odczuwać niepokój.

Jagna: Z czym konkretnie?

Iza: Że nie zdążę, w sensie, że przy gotowaniu mi coś nie wyjdzie, że czegoś zapomnę, choć się to nigdy nie zdarzyło, że coś jeszcze w międzyczasie zawalę i że komuś prezent nie siądzie. Starczy?

Jagna: Wcześnie Cię z tym stresem naszło w tym roku :)

Iza: To wszystko przez faceta z warzywniaka, w którym zawsze robię zakupy. Sprezentował mi dziś susz na wigilijny kompot. Wiesz jak ja nie cierpię tego kompotu?! Taki mętny i ciepły…, i te sflaczałe owoce. A fuj!  Aż mnie potelepało na samą myśl.

Jagna: To po co go robisz?

Iza: Bo Zbysiu uwielbia :) A ja uwielbiam zapach tego suszu. To mój ulubiony świąteczny zapach. A ty masz jakiś ulubiony? Z czym najbardziej kojarzą Ci się święta?

Jagna: Z czym najbardziej kojarzą mi się święta? Ha! Trudne pytanie, ale podejrzewam, że nie będę oryginalna, jeśli powiem, że ze świątecznym jedzeniem. Od najmłodszych lat miałam tak, że gdy tylko napłynęły pierwsze zapachy bigosu, to pchałam się do kuchni i nie dawałam się mamie ścierą przepędzić. Kulminacyjnym punktem kuchennej okupacji było oczywiście wylizywanie łopatek od miksera z kremu, który mama szykowała do wigilijnego tortu makowego. Czasy były, jakie były, słodyczy jak na lekarstwo, więc trudno się specjalnie dziwić 😀

Jednak nie to było najważniejsze. Najważniejsze na świecie były wigilijne pierogi z kapustą. Kiedyś z kuzynem (a mieliśmy może po 10 lat) zrobiliśmy zawody, które z nas zje ich więcej. Gdzieś po piętnastym straciliśmy rachubę, po czym ja opadłam na krzesło i myślałam, że zaraz pęknę, a on spokojnie zaatakował śledzie. Konsumował dłuższy czas, po czym nagle zzieleniał i poleciał truchtem do łazienki. W pewnym sensie można powiedzieć, że wygrałam, bo kuzyna z konkursu wykluczył niedozwolony doping w postaci śledzi 😀

Iza: Nie no, takich jazd to u mnie nie było :) Ale generalnie pierwsze skojarzenie to karp po żydowsku. Mniej więcej w co drugiej mojej książce bohaterka przyrządza go na Wigilię. No i oczywiście barszcz z uszkami, choć barszcz sam w sobie na naszym stole gości dość często, ale komu by się chciało lepić uszka w lipcu? Choć jestem osobą zapobiegliwą i już w wakacje obmyślam, co komu kupić pod choinkę  :) A tak na marginesie, kiedy przestałaś wierzyć w Mikołaja?

Jagna: Ty wiesz? Dokładnie nie pamiętam, więc to musiało być wcześnie. Mam w głowie jedynie taką migawkę, że tuż przed Wigilią zadzwonił telefon. Pamiętam go. Taki żółciutki i oczywiście z tarczą :) Mama mnie zawołała mówiąc, że Mikołaj dzwoni. I w telefonie rozległ się tubalny głos, którego się tak przestraszyłam, że mało w gatki ze strachu nie narobiłam. W ten sposób sąsiad (o czym dowiedziałam się długi czas po tej rozmowie) zapisał mi się w głowie traumą telefoniczną 😀

A jak było u Ciebie? Ej, a tak mi się skojarzyło, w Krakowie to pod choinkę Aniołek prezenty przynosi?

Iza: Ja zawsze zaliczałam się do tych łatwowiernych i naiwnych, więc wierzyłam dość długo. Nie pomogły nawet sensacyjne doniesienia od koleżanek, przedwcześnie uświadomionych przez starsze rodzeństwo. Ja wiedziałam swoje i z wypiekami na twarzy co roku układałam na parapecie list i grzecznie czekałam na prezenty. Do myślenia dało mi dopiero pewne zdarzenie u mojego kolegi, którego pewnej nocy z piątego na szóstego grudnia obudziły przekleństwa i hałas. Jak się okazało, przed snem nie odstawił tornistra na miejsce, a jego ojciec idąc po omacku z prezentami, potknął się o tornister i jak długi runął na podłogę. Przy okazji facet złamał sobie rękę i zmiażdżył część prezentów. Tak więc następnego roku postanowiłam sprawdzić, co jest grane z tym Mikołajem i nic nikomu nie mówiąc napisałam list i jak zwykle położyłam go na parapecie. Zazwyczaj znikał po kilku godzinach, tym razem leżał kilka dni. Znikł dopiero wtedy, gdy mama wyraziła swoje „zaniepokojenie” i zapytała czy napisałam już list. Powiedziałam, że list leży i czeka od tygodnia. No i cała   sprawa się rypła, bo list wyparował w pół godziny :) Później wystarczyło już tylko sprawdzić szafki.

A w temacie Aniołka, to niby kto ma przynosić prezenty pod choinkę? Mikołaj przychodzi 6 grudnia, więc to nie może być w kółko jeden i ten sam gość.  Choć z dwojga złego zawsze to lepsze niż jakiś Gwiazdor :)

Skoro już jesteśmy przy świątecznych regionalizmach, to jaką w Warszawie jada się zupę w Wigilię? Dasz krótki przepis?

Jagna: W Warszawie trwa odwieczna walka czerwonego barszczu i grzybowej :) U nas w domu rozwiązało się sprawę tak, że w Wigilię podajemy jedno i drugie. Czerwony barszcz oczywiście z uszkami a grzybową z makaronem. Barszcz jak barszcz, ale grzybowa musi być esencjonalna i czarna jak smoła. Już od sezonu grzybowego zbieramy na nią tzw. „smak”. Oznacza to po prostu tyle, że po każdych gotowanych grzybach koncentruje się pozostały wywar i mrozi. W przeddzień Wigilii się te wszystkie zapasy wyciąga, wrzuca do gara, dolewa wody, dodaje przemysłowe ilości suszonych grzybów oraz cebulę i dość długo gotuje. I to właściwie, po pierogach, jest moją ulubioną potrawą. Co nie znaczy, że gardzę barszczem z uszkami 😀

Chociaż i tak najważniejsze są prezenty i w cywilizowanych miejscach przynosi je Mikołaj, a nie żaden Aniołek 😀

A pamiętasz swój prezent marzeń? Taki, że aż Cię zatkało wrażenia? U mnie to był chomik, konspiracyjnie przechowywany u sąsiadów. Myślałam, że się posikam z radości jak znalazłam go pod choinką. Autentycznie zatkało mnie z radości. Mojego kota też 😀

Iza: To były narty, ale przy tej okazji zatkało mnie na dłużej z innego powodu… Miałam wtedy może 3-4 lata, gdy przyszedł do mnie św. Mikołaj z obstawą w postaci diabła i anioła. Mikołaj był prawdziwy. Biskup jak trzeba, nie jakiś pajac z koncernu. Anioł był cudowny, miał prawdziwe skrzydła i blond włosy, ale najlepszy z tej trójki był diabeł.  Na rogach miał mrugające czerwone lampki. Cały czas chodził po przedpokoju. Jedną ręką kręcił młynki ogonem, drugą potrząsał brzęczącym łańcuchem.  Dałabym głowę, że miał nawet kopyta! Tak mnie zamurowało z wrażenia, że wypuściłam powietrze dopiero jak wyszli. Po latach dowiedziałam się, że byli to aktorzy z teatru Bagatela, zatem pełna profeska.  Dorosły by się nabrał :) Pamiętam tego diabła, wymarzone narty, które wtedy dostałam i konsternację Mikołaja, jak na jego standardowe pytanie, czy byłam grzeczna, uczciwie powiedziałam, że nie za bardzo, i że nadal obgryzam paznokcie :)

Drugim, niestety już nie tak miłym, wspomnieniem pozostaje w mej pamięci widok prezentów pod choinką w Wigilię, w stanie wojennym. Mama stanęła wtedy na głowie i skądś wytrzasnęła prezenty, ale nie miała ich w co zapakować, więc zapakowała wszystko w wymięty szary papier i w gazety.  Może właśnie dlatego teraz godzinami ślęczę przy pakowaniu prezentów, choć dziś najlepiej kupić ozdobne torby i załatwić sprawę w kilka minut.  Ciekawe, jak u Was? Papier czy ozdobna torebka? Łatwizna, czy męka dla bliżej nieokreślonej idei? 😀

P.S. Jakoś strawię tę aluzję, w tym słabo zawoalowaną dyskredytację Krakowa oraz Aniołka. W końcu idą Święta i należy być dobrym dla bliźnich. Na szczęście nie przychodzi do nas Dziadek Mróz i z tego należy się cieszyć

Jagna: Tu się zgadzam. Dziadek Mróz niech w Rosji siedzi 😉 A z tym pakowaniem prezentów to różnie u mnie bywa.  Z natury jestem estetką i lubię rzeczy ładne, ale przed świętami jest tyle do roboty, że czasami ratuję się torbami. Gazet w każdym razie, jak żywo, nie pamiętam

Poza tym wyznaję zasadę, że wstążeczka zawsze ratuje sytuację. W zeszłym roku się zawzięłam na piękne pakowanie. Spędziłam nad tym parę godzin, ale efekt był imponujący: ładny papier, piękne wstążki i nawet gałązki choinkowe. Normalnie żałuję, że zdjęć nie porobiłam :)

A jak już tak temat choinki wypłynął, to muszę Ci powiedzieć, że absolutnie nie uznaję sztucznej. I nawet nie o wygląd chodzi, tylko o ten zapach. Jeśli w domu nie pachnie choinką, to tak, jakby świąt nie było. I pewnie sobie naiwnie teraz pomyślałaś, że skoro jestem zamiłowaną estetką, to i moja choinka się elegancko prezentuje. Otóż nic bardziej błędnego. Moja choinka to totalny bazar obwieszony bagażem sentymentalnym 😀

Czego tu nie ma! Koślawe łańcuchy z kolorowego papieru produkowane przez kolejne pokolenia dzieci, zabawki choinkowe rodem z PRL-u i nawet papierowy paw, którego z pomocą mamy skleiłam, gdy miałam z pięć lat. Jest tak obleśny, że przez całe święta toczymy z mężem wojnę. Ja pawia montuję na samym froncie a Piotrek po cichu go wrzuca na tył choinki. No to ja go znów na widok wystawiam. I tak przez całe święta aż do dnia rozebrania choinki, gdy ów koszmarny paw ląduje na kolejny rok w kartonie z bombkami 😀

Niech zgadnę! U Ciebie jest elegancko i choinka posiada konkretny zestaw kolorystyczny, zgadłam? :)

Iza: Niezupełnie. Posiada kilka zestawów kolorystycznych :) Co roku kto inny decyduje w jakim kolorze lub zestawie kolorystycznym ubrana będzie choinka, więc co roku jest inaczej. Odnośnie samej choinki, to niestety ostatnimi laty mamy sztuczną. Po pierwsze, od wielu lat wyjeżdżamy na narty już w pierwszym dniu świąt, więc zawsze po powrocie do domu już w styczniu, zastawaliśmy zasuszonego drapaka. Swoje dołożyły również zwierzęta. Psu tak pachniało ogrodem i lasem, że nieraz potrafił się zapomnieć i centralnie choinkę obsikać, ale to jeszcze pół biedy. Najbardziej w kość dają koty. Szajbie kilka razy zdarzyło się choinkę przewrócić, bo się na nią wdrapała. Wprawdzie ostatnio na zimę tyje i przybiera formę kulistą, więc już nie za bardzo jej się chce latać po drzewach, ale kto ją tam wie. Natomiast Kapsel, na widok choinki i ozdób, dostaje kompletnego świra. Przy nim żadna choinka by nie przeżyła, gdyby moja córka nie doznała olśnienia, że koty nie lubią zapachu cytrusów. Ususzyłam zatem w piekarniku plastry pomarańczy i udekorowaliśmy nimi choinkę. Patent zadziałał, bo koty obraziły się na amen i nawet do niej nie podeszły, więc w tym roku znów będzie u nas cytrusowe drzewko :)

Pomału będę już kończyć, bo kuchnia mnie wzywa i trzeba ruszyć do garów,  Wam oraz wszystkim naszym wspaniałym czytelnikom i sympatykom złożyć życzenia zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

ZRODŁO
http://swiezonapisane.pl/swieta-swieta/?fbclid=IwAR2ztCczd7MfotbihOXqHmnjYI2xtZLhR6Rdg65nuz5Z0Shgb3PUPn1RgMY

Izabela Frączyk

Jest to świąteczny felieton udostepniony za zgodą Autorki


Kiedy byłam dzieckiem Wigilię Świąt Bożego Narodzenia obchodziło się w domu rodzinnym mojego Taty.  Babcia, Dziadek i my, nasza czwórka, rodzice, brat i ja. Magia Świąt w oczach dziecka…  W kominku iskrzył się ogień a za oknami sypał śnieg. Choinka ubrana w ususzone plasterki cytryny, pierniki i kolorowe wstążki. Cała pokryta włosem anielskim, wspaniale błyszczała.  Stół pokryty wymaglowanym, śnieżnobiałym obrusem przystrojony był stroikiem, na środku którego znajdowała się świeca. Siedem talerzy z porcelanowej zastawy Babci, przykrytych było haftowanymi przez Babcię Ulę chusteczkami. Obok nakrycia błyszczały wypolerowane sztućce.
W niewielkim domu dominował zapach zupy grzybowej… Całymi swoimi zmysłami chłonęłam tę chwilę. Ciepło kominka, widok choinki i zapach zupy.
Od tego czasu minęło wiele lat. Nie ma już z nami ani Babci ani Dziadka, ani też mojego Brata, jednak zawsze są wspomnienia.  Teraz, kiedy z moim mężem, dziećmi, rodzicami moimi jak i rodzicami mojego męża siedzimy przy Wigilijnym Stole w naszym domu, wymieniamy imię mojego brata. Żyje we wspomnieniach, w naszych sercach. Moja córka kiedyś zapytała mnie, dlaczego stawiamy dodatkowe nakrycie. Wyjaśniłam jej, że to dla zbłąkanego wędrowca, choć dawniej wolne miejsce było zostawiane dla zmarłych. A ja mocno wierzę, że tą zbłąkaną duszą może być mój brat. Może patrzy na nas i cieszy się, że choć na chwilę może być z nami.
Dużo pracy wkładam w ustrojenie stołu. Staram się odtworzyć ten stół z domu dziadków. Oczywiście nie mam tak pięknie haftowanych chusteczek, w ich miejsce stawiam porcelanowe aniołki, które są „trzymadłem” do serwetek. W moim domu są to jednorazowe chusteczki z akcentem świątecznym. Zastawa też nie jest babcina, ale kiedy wybierałam swoją w sklepie, starałam się dobrać taką, która najbardziej ją przypominała.
Po przełamaniu się opłatkiem i spożyciu wigilijnej wieczerzy, dzieci zacierają ręce do otwierania prezentów, które już czekają ułożone pod choinką. Uśmiech ciśnie się na usta na samo wspomnienie. Czasami staranne rozpakowywanie, czasem rwanie papierów i ten zachwyt (szczególnie u młodszych dzieci), serce robi zdjęcie i zatrzymuje tę chwilę na zawsze. Wspólne śpiewanie kolęd, Ci bardziej uzdolnieni niekiedy solo, jeszcze inni zachęceni przez rodzinę, biorą w ręce instrumenty i tak w naszym domu rozbrzmiewają skrzypce, gitara a i cymbałkom się czasem poszczęści.
To magiczne chwile, pełne wiary na lepsze jutro. I tak jak kiedyś sama chłonęłam wigilijny czar, teraz widzę z jakim przejęciem na tę chwilę czekają moje dzieci. Mimo upływu czasu, dzieci nie siedzą przed komputerami a ich telefony komórkowe głęboko schowane są do szuflady czekając na swój czas. Tak jak kiedyś ja ze swoją mamą, tak teraz moje dzieci ze mną pieką ciasteczka, dbają o ład i porządek w swoich pokojach. Razem stroimy drzewko, razem wypisujemy kartki swoim bliskim.  Razem też dbamy o bezdomne zwierzęta i to nie tylko w okresie Bożonarodzeniowym. W tym roku szyłyśmy nakrycia na poduchy do kocich domków. Już są nimi ładnie obłożone, a kocie istoty, już zagrzewają na nich miejsca.
Korzystając z okazji chciałabym złożyć życzenia Państwu zdrowych, wesołych Świat Bożego Narodzenia, dużo empatii i uśmiechu. Zadbajmy o to, aby sąsiad obok miał z kim podzielić się opłatkiem. Tylu wokół samotnych ludzi…
Wesołych Świąt
 Anita Scharmach


Od wielu już lat moje Święta rozpoczynają się w pewnym sensie z pierwszą niedzielą Adwentu, kiedy w oknach rozświetlają się łuki adwentowe, choinki kuszą w ogrodach różnobarwnymi lampkami, a w wielu miejscach w Dreźnie rozpoczynają się Jarmarki Bożonarodzeniowe. Wszyscy zaczynają życzyć sobie wszystkiego najlepszego na każdą kolejną niedzielę Adwentu.  Jarmarków jest kilka. Zależnie od nastroju można odwiedzić Striezelmarkt, Jarmark Augusta, Jarmark Średniowieczny, Jarmark Romantyczny… Zewsząd dobiegają kolędy, w powietrzu unosi się zapach prażonych orzechów i karmelu, pierników i grzanego wina… Stragany kuszą szklanymi aniołkami, kolorowymi gwiazdami, olbrzymimi bombkami, bożonarodzeniowymi piramidami z drewna… Tysiące świateł, setki barw, zapach świec i kadzidełek, unosząca się w powietrzu radość.  W Saksonii radość oczekiwania jest bardzo ważna. Dla prawdziwych Saksończyków ten okres przedświąteczny jest najważniejszy. Na Starym Mieście koncertują szkolne chóry, w kościołach rozbrzmiewają pieśni bożonarodzeniowe, wszędzie królują olbrzymie choinki. Nagle, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszechobecna staje się życzliwość i radość. Rozpoczyna się Bescherung, okres
podziękowań i bożonarodzeniowego obdarowywania. Piernikowe serduszka, własnoręcznie zrobione kartki świąteczne, domowe ciasteczka, pudełeczka, serwetki, drewniane aniołki, listy bożonarodzeniowe… Każda z tych rzeczy to mnóstwo ciepła, serca i wzruszeń.  Tak jest w Adwencie. Adwent spędzamy w Dreźnie. Na Święta jedziemy zawsze do Polski. Nie wyobrażam sobie inaczej. Niestraszne są nam kilometrami ciągnące się korki na autostradzie. Polacy z całej Europy, podobnie jak my, ciągną na Święta do ojczyzny. W tym roku jechaliśmy w strumieniach ulewnego deszczu. Deszcz rozmazywał światła samochodów. Wydawało się, jakby ciągnęła się przed nami niekończąca się czerwona wstęga  złożona z  setek samochodowych świateł. Do
rodzinnego Wrocławia dotarliśmy po wielu godzinach.  My spędzamy Święta tradycyjnie. W gronie rodzinny i przyjaciół, z choinką, z tradycyjną wigilią, z dwunastoma potrawami, z dodatkowym nakryciem na wigilijnym stole, z modlitwą, życzeniami, kolędami i pasterką, z prezentami pod choinką… Nie zapominamy też o naszych zwierzętach.  Czas nagle zwalnia, życie przestaje pędzić, w powietrzu unosi się zapach pierników i choinki, wokół jest ciepło od miłości, a my czujemy się szczęśliwi jak dzieci, czekając na Nowonarodzonego Jezusa.Życzę Wam kawałka nieba, które przyniesie Nowonarodzony Jezus.



Jolanta Kosowska


Święta Bożego Narodzenia



Cały rok czekamy na ten dzień,  kiedy do naszych drzwi nareszcie  puka Mikołaj. Wtedy już wiemy:  to już, już się zaczyna.  To właśnie od tej chwili każdy dzień wypełniony jest setkami kartek z życzeniami świątecznymi, a więc i setkami podpisów, bo przecież każda kartka do naszych partnerów handlowych oraz Klientów musi być własnoręcznie podpisana. Do tego  dochodzi pakowanie setek kalendarzy, dostarczanie ich na pocztę, kolejki i przerażone oczy Pani w okienku, która musi to wszystko przyjąć , zarejestrować i zadbać aby trafiło do adresatów. Jak widzicie w naszej Manufakturze w tym wyjątkowym okresie przedświątecznym praca wre jak w ulu a my czujemy się jakbyśmy byli małymi pomocnikami Świętego Mikołaja. Tyle prezentów trzeba przygotować, spakować i wysłać. Tyle serc trzeba uradować! A kiedy wszystko już wysłane i do Manufaktury nareszcie znowu powraca porządek i codzienna praca biurowa, wtedy czas dla rodziny.
Rodzina to wartość najwyższa jaką dane nam było od życia dostać a doświadczamy tego najbardziej podczas Świąt Bożego Narodzenia. Nasze dzieci wyniosły z domu tradycję, umiłowanie do zwyczajów wspólnego świętowania i co najważniejsze wiarę w cuda bożonarodzeniowe. Bo uwierzcie mi cuda istnieją.  Doświadczamy ich każdego dnia, i to niekoniecznie tylko w Święta. Jak zwykła mawiać moja Śp. Babcia: „Niech te święta trwają przez cały rok”. Dobrze wiedziała o czym mówi.
A teraz przejdę może już do całej organizacji naszych świąt i otaczającej je atmosfery. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale w tym okresie czuję to wyjątkowe bicie  serca, przepełnionego ogromną  ilością szczęścia, którą trudno ująć w kilka słów. W tym miejscu należałoby rozpocząć pisanie epopei. No dobrze, ale pomimo tej wyjątkowej aury muszę funkcjonować i wszystko zorganizować. Ale i ja ( nie tylko Święty Mikołaj ) mam wspaniałych pomocników i wszystko funkcjonuje jak  w starym, dobrym szwajcarskim zegarku.
Mniej więcej tydzień przed Wigilią Claus Senior oraz Claus Junior jadą po choinkę. Żywą. Jakżeby inaczej. Dom na Święta musi pachnieć „żywą”, „świeżą” sosną lub jodłą.  Inaczej cały czar pryska. Co roku z niecierpliwością czekam na ich powrót i co roku ( jeszcze się nigdy nie zawiodłam ) choinka jest jeszcze ładniejsza od poprzedniej. Nie wiem jak to działa ale działa. Do 23.12. drzewko stoi grzecznie na balkonie i czeka. Dzień przed Wigilią kiedy mama  przygotowuje 12 dań, albo i więcej,  na uroczystą kolację wigilijną, tata z synami zajmują się ustawieniem choinki w salonie i zamontowaniem  na niej światełek.
Nasze ozdoby choinkowe zbieramy od lat do skrzyń i do tej pory zrobiła się z tego bardzo oryginalna kolekcja, co roku wzbogacana o kolejne niezwykłe banieczki, zawieszki i takie tam różne drobiazgi 😊.

W tych skrzyniach znajdziecie aniołki i łańcuchy robione jeszcze własnoręcznie przez nasze dzieci, imbirowo – goździkowe  serce ze szkolnego kiermaszu świątecznego, szklane mikołaje, sarenki, krasnale, pajacyki, grajka ze skrzypcami, szklany bucik kopciuszka i szklane banieczki w różnych kolorach, anioły w różnej postaci, to jest: szklane, słomiane, dziergane na szydełku, porcelanowe i … papierowe, tak to te robione przez nasze dzieci w szkole. 
Ileż wspomnień związanych jest z tymi ozdobami, z każdą zawieszaną banieczką. Ubieranie drzewka trwa wiele godzin, choinka ma zawsze powyżej 3 metrów i zapełnienie jej ozdobami trwa wiele godzin. Później lameta, łańcuchy i nareszcie jest gotowa. Wtedy, to już cały dom pachnie świerkiem lub jodłą. Jeszcze szopka postawiona pod jedną z dolnych gałązek i anioł z pięknymi skrzydłami jako szpic.
Rozpoczyna się wielogodzinne oglądanie przystrojonej choinki a  salon nabiera zupełnie  innego klimatu. Tak jest co roku. Na to czekamy cały rok. I jest. Nareszcie jest. Ubrana, świecąca, pachnąca i pięknie przystrojona: świąteczna choinka.
Jak zwykle, wyjątkowo piękna i niepowtarzalna.
W międzyczasie w kuchni powstają pyszne tradycyjne dania: barszczyk z uszkami, pierogi z kapustą, kapusta z grzybami, karp w galarecie,  pstrąg w sosie miodowo-żurawinowym, sos grzybowy, kutia, sałatka jarzynowa, kilka rodzajów śledzi, ryba po grecku, buraczki z chrzanem i  chrzan ze śmietanką. Nie może zabraknąć pierników, makowców i serniczków z rodzynkami.
Kiedy zaczyna się robić ciemno, wszyscy już wypatrują pierwszej gwiazdki i wtedy siadamy do odświętnie przystrojonego stołu. Wedle starej tradycji polskiej przy stole wigilijnym nie może zabraknąć miejsca dla niespodziewanego gościa oraz sianka pod obrusem.
Kolację wigilijną rozpoczynamy tradycyjnym podzieleniem się opłatkiem i złożeniem sobie życzeń, które poprzedzone jest czytaniem Biblii. Na stole, na samym środku biała świeca adwentowa przypomina nam o wyjątkowości tego momentu, tej chwili, a Pan Jezus w żłóbeczku na sianie, symbolizuje każdego człowieka, który w tym dniu nie miał takiego szczęścia jak my, i nie dane mu będzie cieszyć się kolacją wigilijną. Solidaryzujmy się z takimi osobami, zauważmy je i podarujmy im chwile szczęścia i chwile miłości. Zastanówmy się, czy w naszym życiu jest chociaż jedna taka osoba, której moglibyśmy  pomóc?
W tym dniu wszystko jest wyjątkowe i tak samo wyjątkowo smakuje barszczyk wigilijny z uszkami i grzybami. Tego smaku, tego zapachu nie uzyskamy w  żaden inny dzień roku. Równie wyjątkowo smakują wszystkie kolejne potrawy.
W ten wieczór przepełniony dźwiękami kolęd, zapachem grzybów, ciast i pieczonej ryby czas płynie szybko, a dzieci co chwilę spoglądają w kierunku choinki, pod którą gwiazdor dla każdego z nas zostawił miły prezent.
I teraz wszyscy przenoszą się w inne miejsce, bliżej choinki. Co roku wybieramy inną osobę do rozdawania prezentów i co roku, mamy wspaniałą zabawę, ponieważ po rozdaniu, każdy musi otworzyć swój prezent i pokazać innym.
W domu unosi się atmosfera ciepła rodzinnego, radości, spokoju i szczęścia. Wspólnie spędzany czas przeplatany jest spożywaniem pysznych posiłków, tak starannie przecież wcześniej przygotowywanych, wspomnieniami o tych, którzy już od nas odeszli, wspomnieniami ciekawych momentów z całego roku, śmiechem i  radością. To czas wyjątkowy, który otwiera nas na innych ludzi, otwiera nasze serca na  ich problemy.  Postarajmy się aby taki wyjątkowy piękny dzień miłości był każdego dnia.


Mariola Sternahl - MST - www.emeste.eu

23 komentarze:

  1. To naprawdę wyjątkowy post. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam magię świąt zapach pierników i mandarynek. Wszyscy się zjeżdżają szkoda, że brakuje jedenj osoby ☹️ Fajnie, że piszesz jak spędzają święta autoeki. Super post i zdjęcia
    Wesołych świąt 😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Ci za ten tekst. Bardzo poprawił mi samopoczucie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały post! Pełen ciepła i pięknych przemyśleń o istocie świąt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny i czasochłonny post ;) Kocham Święta i wszystkie zapachy z nim związane 😍
    Bardzo ładne zdjęcia 😊 Pozdrawiam cieplutko 🙂

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja właśnie kocham zapach bigosu którego nauczyła mnie babcia gotować i sama go robię co roku. Śledzie w słoiku też z babci przepisu bo to ona nauczyła mnie je robić. I choinka w złocie i czerwieni bo z tym mi się kojarzą święta. Super wpis i piękne zdjęcia mają takiego ducha świąt.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z przyjemnością czytało mi się Twój wpis :)
    Świetne zdjęcia! Pozdrawiam!
    wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny tekst za takim świątecznym, łagodnym klimatem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny, wyjątkowy, ciepły, domowy wpis <3 Ja również uwielbiam święta i szkoda tylko, że tak szybko mijają :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ach jak cudnie napisane i czuć w tym wpisie magię świąt ja uwielbiam ten czas i żałuję tylko jednego że święta tak szybko przemijają.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo klimatyczne fotki wybrałaś i wstawiłaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo klimatyczny i magiczny post :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Święta to magiczny i cudowny czas :) Ciesze się, że przybliżyłaś go trochę tym postem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawy pomysł na świąteczny wpis i przybliżenie tradycji i magii świąt wg polskich autorkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie święta są cudownym czasem, kiedy każdy z nas może poświęcić czas najbliższym i pomóc drugiemu człowiekowi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo piękny tekst o magii świąt:) Ale niestety już po świętach;/

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale super wpis, fajnie się dowiedzieć czegoś o Świętach u innych!

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakoś w tym roku praktycznie nie poczułam tej całej magii, jednak czas spędzony z rodziną był bezcenny

    OdpowiedzUsuń
  19. W tym roku totalnie nie czułam świat, wydaje mi się że to wiek sprawia że z roku na rok jesteśmy starsi i coraz rzadziej nas dopada magia świąt.

    OdpowiedzUsuń