08.02.2014

Coś ciekawego - Zapowiedź



"Historia Hanki – młodej dziewczyny, która dopiero co ukończyła studia i przeprowadziła się do odziedziczonego po ciotce mieszkania w Warszawie. Na nieszczęście, mieszkanie owo znajduje się w sąsiedztwie agencji towarzyskiej „Syrenka”, co jest dla Hanki przyczyną niejednego kłopotu. Właściciel agencji, Alek, próbuje wykurzyć Hankę z mieszkania, aby dzięki temu powiększyć swój lokal. Dziewczynę ratuje przyjaźń z Rychem, ochroniarzem z „Syrenki”. Hanka w poszukiwaniu pracy rozsyła swoje CV po licznych korporacjach. Zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do agencji reklamowej. Szczęśliwa dziewczyna pędzi na spotkanie, na którym okazuje się, że przez nieuwagę aplikowała na stanowisko sprzątaczki. Sytuacja finansowa zmusza ją do przyjęcia oferty. Praca przez dwie godziny z samego rana pozwala jej jednocześnie zajmować się wytwarzaniem biżuterii artystycznej, którą później sprzedaje handlarkom na targu. Nowy pracodawca Hanki z wyglądu bardzo przypomina znanego aktora. Okazuje się, że dorabia on sobie, bywając na różnego typu spotkaniach towarzyskich, podczas których podszywa się pod aktora. Proponuje Hance, aby towarzyszyła mu weekendami podczas tych spotkań, ponieważ nie wypada, aby „celebryta” pojawiał się samotnie. Wyjazdy te zapewniają Hance dodatkowe pieniądze, jednak..."

Będę miała okazję przed premierą przeczytać książkę Michaliny Kłosińskiej-Moedy pt.  "Kota lubi szanuje". Premiera zaplanowana jest na 18 lutego 2014 roku. Za niecałe 10 dni przekonacie się, dlaczego akurat koty grają tutaj pierwsze skrzypce.
Za możliwość przeczytania „Kota lubi szanuje” dziękuję wydawnictwu Replika.

Opis zaczerpnięty z portalu Lubimy Czytać

#29 Recenzja: Wyspy Legerdy. Tom I. Żelazny Łuk



Tytuł: Wyspy Legerdy. Tom I. Żelazny Łuk

Autor: Kamil Kasprzak
Wydawnictwo: Poligraf
Ocena: 7/10

Historia zaczyna się niewinnie, w domu ciotki Kate Woderforst. W tym miejscu przebywa rodzeństwo Reivonsów – Agran i Aulina – oraz ich liczne kuzynostwo. Jednak spokojny odpoczynek zostaje zakłócony przez napaść wściekłych wilkołaków. Okazuje się, że Kate Woderforst przepadła jak kamień w wodę, a całe kuzynostwo budzi się w obcym świecie – Legerdzie. Błąkających się po lesie wędrowców, spotyka król krainy zwanej Titor, który pragnie, aby odnaleźli legendarny i zapomniany Żelazny Łuk. Podania głoszą, że jest to artefakt, dzięki któremu można przenieść się na ziemie poza Legerdą. Czeka na nich wiele niebezpieczeństw i pułapek, ale też sprzymierzeńców, którzy przybędą im z pomocą. Nikt nie łudzi się, że będzie to łatwa misja. A jednak wierzą w to, że gdzieś na tajemniczej Wyspie Diabelskiej spotkają ostatniego właściciela Żelaznego Łuku.

Książka „Wyspy Legerdy. Żelazny Łuk” nie grzeszy objętością, lecz nie oznacza to, że jest niekompletna czy wybrakowana. Zacznę od wykreowanego przez autora świata. Widać, że Kamil Kasprzak czerpał z różnych wierzeń i kultowych powieści fantastycznych. Nie mam mu tego za złe, gdyż, choć niektóre rzeczy są mi znajome, to jednak całość jest jego wytworem. Opisy nie były zbyt długie, ani też za krótkie, więc bez problemu mogłam wyobrazić sobie poszczególne miejsca. Wyspy i krainy, przez które podążają Wędrowcy, z jednej strony baśniowe, lecz czasami czytelnik natknie się na mroczne momenty. Słodkości tutaj nie uświadczymy, lecz dla horroru także nie ma w „Żelaznym Łuku” miejsca. Według mnie to właśnie świat i wyobraźnia autora są najmocniejszymi stronami powieści.

Bohaterów jest wielu, nawet jeśliby popatrzeć tylko na głównych. Samo kuzynostwo liczy sobie kilka osób. Przez całą książkę przewija się mnóstwo postaci drugoplanowych, które są bardzo barwne i ciekawe. Niestety nie zżyłam się z żadnym bohaterem powieści, gdyż było ich za dużo. A szkoda, gdyż z chęcią przyjrzałabym się chociażby rodzeństwu Reivonsów, które moim zdaniem nie było należycie przedstawione.

Akcja nabiera tempa już od samego początku. Na Obrońców czeka mnóstwo niebezpieczeństw, a autor nie oszczędzał bohaterów „Żelaznego Łuku”. W każdym rozdziale coś się dzieje, a historia nie jest monotonna i jałowa. Znajdziemy też momenty względnego spokoju, kiedy to możemy przypatrzeć się bohaterom, lecz jest ich stosunkowo mało. Ta książka została zdominowana przez wartką akcję, co działa na jej korzyść.

Język i styl bardzo mi odpowiada – nie jest trudny ani zawiły. Niektórzy bohaterowie wyrażają się wręcz baśniowo. Jeśli weźmiemy do ręki jakąkolwiek starą baśń, to od razu możemy zauważyć, że to nie jest typowa, współczesna proza. Niektóre słowa są przestawione lub zamienione na bardziej uroczyste wyrazy. Wyobraźnia autora znowu daje się we znaki za sprawą różnych pieśni czy wierszy, a wiele ich naliczyłam. Powieści Kasprzaka nadaje to osobliwego uroku. Niestety są też i zgrzyty, np. w nadmiernym używaniu nawiasów. Z powodzeniem mogłyby one być zastąpione przez przecinki albo też można by było też stworzyć kolejne zdanie.

Po raz kolejny przekonałam się, że polscy autorzy nie są gorsi od zagranicznych pisarzy. Dodam, że jest to debiut Kamila Kasprzaka, lecz bardzo udany. Połączenie tradycyjnego fantasy, horroru, baśni oraz kryminału zdało egzamin na piątkę z plusem. Książka kończy się w kulminacyjnym momencie, więc z niecierpliwością czekam na kolejny tom „Wysp Legerdy”.

Za możliwość przeczytania „Wyspy Legerdy. Żelazny Łuk” dziękuję autorowi.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)