13.12.2013

#15 Recenzja: Drużyna. Pościg



Tytuł: Drużyna. Pościg
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10

„Pościg” to ostatni tom trylogii „Drużyna” autorstwa Johna Flanagana. Książka ta wieńczy serię, która  opowiada o przygodach młodych skandyjskich żeglarzy.

Drużyna „Czapli” nadal ściga podstępnego Zavaca. Czaple mają tylko jeden cel – odzyskać skradziony skarb, Andomal, tak ważny dla całej społeczności Hallasholm. Niestety sprzymierzeńcy pirata nie dają za wygraną i uciekają się do podstępów, aby zatrzymać „Czaplę”. Kiedy Hal, kapitan skandyjskiej łodzi, zdaje sobie sprawę, że nie uda mu się przeżyć otwartej walki z piratami, decyduje się na ryzykowny krok. Drużyna postanawia przeprawić się przez Dzikie Bystrze, które także nie nastraja żeglarzy optymizmem. Czy Halowi, Stigowi, Thornowi i innym członkom drużyny uda się odnaleźć Andomal i powrócić do rodzinnego Hallasholm w glorii i chwale? Czy wręcz przeciwnie, ich wyprawa zakończy się fiaskiem?

Flanagan kolejny raz serwuje czytelnikom serię o młodych chłopakach, którym nie do końca poszczęściło się w życiu. Przyznaję, że jest to nieco oklepany motyw, ale pisarz zgrabnie wybrnął z kącika ‘to już było, ale i tak skopiuję ten pomysł’. Flanagan nie pisze o nieszczęściu Hala i załogi drużyny, ale skupia się na fabule i akcji, która pędzi jak rwący, górski potok. W „Pościgu” czytelnik nie znajdzie zbędnych rozmyślań i kontemplacji, ani też ckliwych opowiastek. Niektórzy mogą odczuwać niedosyt wyrażanych emocji, ale według mnie tej powieści niczego nie brakuje.

Autor już nie raz pokazał, że umie budować napięcie. Ciekawość czytelnika nie zostanie zaspokojona, dopóki nie przeczyta książki. Ostatnie zdania rozdziału, wywołują u odbiorcy emocje, które sprawiają, że chcemy kontynuować czytanie. I tak jest do ostatnich stron powieści. Dlatego też tak trudno oderwać się od „Pościgu”.

Przez pierwsze dwie części serii czułam się nieco zagubiona, czytając „Drużynę”. Język Flanagana nie zmienił się – nadal można uznać go za prosty i przystępny. Problemem natomiast były terminy i pojęcia żeglarskie. Mimo że autor starał się je jakoś wytłumaczyć, to wciąż miałam problemy ze zrozumieniem niektórych słów. Z morzem mam tyle wspólnego, co nic, więc tym bardziej nie wiedziałam, co do czego. Myślę, że dobrym pomysłem byłby mały słowniczek, który wyjaśniałby niektóre niezrozumiałe terminy. Niestety takiego nie znalazłam.

Ci, którzy czytali „Zwiadowców”, inną serię Johna Flanagana, mogą doszukać się wielu podobieństw w „Drużynie”. Chociażby same postacie Hala, Stiga i Thorna mają swoje odzwierciedlenie w „Zwiadowcach”. Nie powiem, że mi się to podobało. Jednakże charakter bohaterów zmienia się i z każdym rozdziałem, coraz mniej to raziło.

Na początku recenzji napisałam, że jest to ostatnia część trylogii. Muszę przyznać, że nieco skłamałam. Początkowo „Drużyna” miała być 3-tomowym cyklem, jednak, jak to zwykle bywa, autor zdecydował się dopisać kolejne części. Mimo wszystko jest w tym ziarnko prawdy, ponieważ perypetie Czapli zostały zakończone i Flanagan równie dobrze mógł nie dopisywać kolejnych ksiąg. Dlatego też czytelnik może zakończyć swoją przygodę z dzielnymi Skandianami na „Pościgu”. Natomiast tym, którzy są zainteresowani kontynuacją serii, mogę powiedzieć, że w 2014 roku czeka nas jeszcze przynajmniej jeden tom serii.

„Pościg” to godne zakończenie trylogii, która spodoba się nie tylko dużym dzieciom, ale też nastolatkom, którzy kochają powieści przygodowe. Zapewniam, że przeczytacie całą serię z wypiekami na twarzy.

Recenzja napisana przez Zuza B (Gumiguta)

3.12.2013

#14 Recenzja:Arisjański Fiolet.Cisza

#14 Recenzja:Arisjański Fiolet.Cisza


Tytuł: Arisjański Fiolet Cisza
Autor: Pola Pane
Wydawnictwo: WFW– Wydawnicza Firma Warszawska
Ocena: 7/10

Są książki, o których nie da się zapomnieć, gdyż zapadają w pamięć raz na zawsze. Są też takie, które nigdy nie powinny się skończyć. Taką powieścią jest” Arisjański fiolet”. Ostatnie strony sprawiły, że popadłam w zadumę i nie zapragnęłam, aby ta książka miała jeszcze kilka dodatkowych stron.

Pola Pane opisała niesamowite wydarzenia w życiu Emily. Dziewczyna wyszła na wolność po 10 latach przebywania w schronie. Wreszcie uwolniła się i zasmakowała wolności. Ale czy potrafi ona ponownie zaaklimatyzować się w nowym świecie? Czy codzienne czynności jej nie przerosną? Co czeka ją na powierzchni?
A widok Ziemi nie był zachęcający – martwe rośliny i zwierzęta, wszystko pokryte grubą warstwą pyłu wulkanicznego. Emily zaczyna zastanawiać się, czy na tym pustkowiu żyją jeszcze jacyś ludzie… Czy jej poszukiwania spełzną na niczym?

Nie spodziewałam się takiej mieszanki. W książce mamy połączenie miłości, antyutopijnej wizji świata i dystopii. Te gatunki były mi obce, więc nie wiedziałam, co mnie czeka. Postanowiłam, że czas to zmienić i myślę, że „Arisjański fiolet” był dobrym wyborem, aby przełamać lody.

Nie jest to powieść idealna, bez żadnych wad. Nie polubiłam postaci Rudej. Jej charakter kompletnie mi nie pasował – była strasznie przemądrzała. Najzwyczajniej w świecie jej nie znosiłam. Natomiast Emily czasami była zbytnio wylewna. Niby była skrzywdzoną dziewczyną, która nie ma łatwych kontaktów z ludźmi, a jednak angażuje się w związki i rozpowiada o swojej niedoli. Co do Arisjan, to myślę, że autorka trochę przesadziła z brakiem uczuć. Wydawali się sztuczni i nienaturalni, w złym tego słowa znaczeniu.

Czytając, czułam dziwny dreszczyk emocji, którego nie da się opisać. To trzeba przeżyć. Książka jest na tyle dobrze napisana, że nie zważałam na godzinę i potrafiłam zapomnieć o bożym świecie. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, który być może okaże się lepszy od pierwszej części.

2.12.2013

Wyniki Konkursu!!

Wyniki Konkursu!!


Wyniki Konkursu!

Tak jak mówiłam, wylosowałam trzech szczęśliwców. Chciałabym wszystkim podziękować za udział w konkursie. Może uda wam się kolejnym razem, jak nie dziś, to w następnym konkursie. Dziękuję wam za wszystkie zgłoszenia. Szkoda że tylko 3 osoby mogły wygrać.

Oto to zwycięzcy
8.martucha180 - "W kajdankach namiętności"
12. mapeks - "W kajdankach namiętności"
agido16 - "W kajdankach namiętności"
Zwycięzców proszę o wysłane danych adresowych na recezjenadine@gmail.com

Macie tylko 3 dni na poinformowanie mnie. Jeśli tego nie zrobcie, to wylosuję kolejną osobę.

1.12.2013

#13 Recenzja: Baśniarz

#13 Recenzja: Baśniarz

Tytuł: Baśniarz
Autor: Antonia Michaelis
Wydawnictwo: Dreams
Ocena: 9/10

‘Dreams’ to młode wydawnictwo i na początku nie pałałam chęcią do czytania ich książek. Pojawiało się wiele „dziewczyńskich” powieści z elementami fantasy, które skupiały się na uczuciach młodej dziewczyny do przystojnego chłopaka. A musicie wiedzieć, że nie jestem wielbicielką paranormal romance. Wszystko się zmieniło, kiedy na stronie wydawnictwa zauważyłam zapowiedź „Baśniarza”. Jednakże nadal był on promowany jako „Historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości”. Dlatego też długo zastanawiałam się nad przeczytaniem dzieła Antonii Michaelis. W końcu zaryzykowałam i sięgnęłam po 400-stronicową współczesną baśń.

Abel – samotnik i indywidualista, polski handlarz pasmanterii oraz nałogowy wagarowicz.
Anna – przykładna uczennica, młoda flecistka, której życie jest zaplanowane od początku do końca.

Nic nie wskazuje na to, że tych dwoje będzie łączyć coś więcej niż tylko wspólna szkoła i ławka w sali języka niemieckiego. Czekając na kolejne zajęcia, Anna znajduje szmacianą lalkę, która prawdopodobnie należy do kilkuletniego dziecka. Nastolatka przeprowadza małe dochodzenie, podczas którego natrafia na Abla. Okazuje się, że chłopak ma wiele tajemnic, a jedną z nich jest jego młodsza siostra, Michi. Anna zaczyna delikatnie ingerować w życie rodzeństwa, nie zdając sobie sprawy, jakie skutki może to za sobą pociągnąć.

Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to okładka. Teoretycznie nie ocenia się po niej powieści, ale nie oszukujmy się – większość z nas to wzrokowcy, więc pierwsze wrażenie jest bardzo ważne.  Mimo że „Baśniarz” został wydany w miękkiej okładce ze skrzydełkami, to książka nie niszczy się szybko, a sama grafika sprawia, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad jej symboliką.

Z początku myślałam, że „Baśniarz” będzie książką fantastyczną. Myliłam się, choć czytając, nadal miałam wrażenie, że elementy fantasy w końcu pojawią się i zawładną fabułą. Tak się jednak nie stało. To w pełni realistyczna powieść osadzona we współczesnym, niemieckim miasteczku. W takim razie, o co chodzi z tytułem?  To już musicie sami rozgryźć, kim jest tajemniczy baśniarz i jakie historie opowie czytelnikowi.

Wydawałoby się, że autorka skupi się na uczuciach Anny, ale zaskoczyło mnie to, że nie pozostawiła na pastwę losu Abla, Michi i innych ważnych bohaterów książki. Żadna postać nie jest pominięta i mamy szansę wgłębić się w ich, niekiedy złożoną, psychikę. W tym momencie muszę wspomnieć, że „Baśniarz” nie jest stereotypową powieścią ‘grzeczna dziewczyna – niebezpieczny chłopak’. Anna i Abel rzeczywiście różną się charakterem, lecz Antonina Michaelis sprawiła, że nie są oni sztuczni i bezosobowi.

Autorka posługuje się prostym językiem, co jest zrozumiałe (w końcu to powieść dla młodzieży, a nie praca dyplomowa). Natomiast piękne, a zarazem przerażające jest to, że poprzez słowa bawi się czytelnikiem. Polski handlarz pasmanterii, który jest najbardziej tajemniczy spośród całej gamy bohaterów, w pewnym stopniu zataja pewne informacje i nie pozwala nam poznać jego sekretów. Kiedy myślałam, że już znam rozwiązanie zagadki, pisarka nagle podawała nowe informacje, które kompletnie zbijały mnie z tropu.


„Baśniarz” to niepowtarzalna książka, która na długo zapadnie mi w pamięci. Żałowałam tylko jednego – tych ostatnich pięćdziesięciu stron, przez które zalałam się łzami. Szczęścia czy smutku? Tego wam nie powiem, sami musicie przeczytać powieść niemieckiej pisarki. Pięknie wykreowane postacie i ciekawa, zaskakująca fabuła pozwala wgłębić się w baśń, która nie dla każdego zakończy się happy endem. Mimo że fantastyki tutaj nie uświadczyłam, to spędziłam piękne chwile z „Baśniarzem”. Nieważne jakie książki preferujecie – Antonia Michaelis oddaje w wasze ręce literaturę, która potrafi oczarować nawet najwybredniejszego czytelnika.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

24.11.2013

#12 Recenzja: Jestem Grimalkin

#12 Recenzja: Jestem Grimalkin
Tytuł: Jestem Grimalkin
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10

„Jestem Grimalkin” to kontynuacja cyklu dla młodzieży autorstwa Josepha Delaney’a. Tym razem czytelnik pozna bliżej Grimalkin, czarownicę, zabójczynię, a od niedawna sojuszniczkę Toma Warda. Wspólnie pragną zniszczyć Mrok i ich największego wroga – Złego. Mimo że Zły został ścięty, to jego szkaradna głowa nie może zostać zniszczona. Grimalkin za wszelką cenę musi zdobyć nieco czasu dla Toma, a sama nie może pozwolić, aby Zły wpadł w niepowołane ręce. Jednak powodzenie misji jest zagrożone, bowiem na czarownicę poluje istota stworzona do zabijania, a jej celem jest właśnie Grimalkin…

To już dziewiąty tom znakomitej serii „Kroniki Wardstone”. Do Josepha Delaney’a mam szczególny sentyment. To jeden z pierwszych pisarzy, który sprawił, że zaczęłam nałogowo czytać fantastykę. Dlatego też nie mogłam odpuścić kolejnej części tegoż cyklu, choć przyznam, że nie byłam pewna  czy „Jestem Grimalkin” dorówna swoim poprzedniczkom. Dlaczego?

A to dlatego, że akcja nie została napisana z perspektywy młodego Toma, ale z zabójczyni Grimalkin, która diametralnie różni się charakterem (i oczywiście wyglądem) od ucznia stracharza. Skoro główny bohater, z którym przeżyłam dobrych kilka lat, teraz zostaje przeniesiony na drugi plan, to oczekiwałam innej osobowości, wyrazu i sposobu bycia. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Grimalkin jest niepowtarzalna i nie ma drugiej takiej czarownicy w całej serii książek.

Teraz rodzi się pytanie, czy zabójczyni jest lepszym bohaterem i narratorem niż Tom. To już musicie sami ocenić, gdyż każdy na swój sposób jest inny. Według mnie Grimalkin jest bardziej wyrazista niż uczeń starego Gregory’ego i dużo bardziej dojrzalsza. Joseph Delaney zmienił nawet swój styl pisania, aby czarownica wybiła się w książce swoim charakterkiem. Gdyby autor pozostawił narrację taką, jaka była w poprzednich tomach, uznałabym „Jestem Grimalkin” za nieudane dzieło i niepotrzebną kontynuację.

„Kroniki Wardstone” to powieści dla trochę bardziej wyrośniętych dzieci, czyli +10. Właśnie dlatego Delaney operuję prostym językiem, ale, o dziwo, nie dziecinnym. Nie znajdziemy tutaj tylko i wyłącznie pojedynczych zdań, ale całą gamę rozbudowanych wypowiedzi.

Z tyłu książek Josepha Delaney’a widnieje napis „Nie czytać po zmroku”, z którym się w zupełności zgadzam. Niby nie mam problemów z oglądaniem horrorów, ale czytając, moja wyobraźnia działa na maksymalnych obrotach i miejscami robiło się nieprzyjemnie. W powieści jest dużo krwawych pojedynków, a sama magia czarownic przyprawiała mnie o dreszcze. Niestety czasami mi to przeszkadzało, gdyż w najmniej niespodziewanym momencie okropieństwa i krwistoczerwony kolor przesłaniały fabułę.

Fani Delaney’a na pewno się nie zawiodą. Owszem, do ich rąk trafi coś innego, ale z pewnością udanego. Wszystkim tym, którzy nie zapoznali się z twórczością tego autora, polecam czytać od początku, gdyż nie zawsze zdołają połapać się w akcji. Niemniej „Jestem Grimalkin” to świetny przykład literatury młodzieżowej z elementami fantasy.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

21.11.2013

#11 Recenzja: Człowiek, który pokochał Yngvego

#11 Recenzja: Człowiek, który pokochał Yngvego

Tytuł: Człowiek, który pokochał Yngvego
Autor: Tore Renberg
Wydawnictwo: Akcent
Ocena: 10/10


Jest 19 stycznia 1990 roku. W małej miejscowości w sercu Norwegi mieszka 17-letni Jarle Klepp wraz ze swoją matką. Dla zbuntowanego nastolatka liczy się jego punkowy zespół, seks i wszędobylska polityka. W życiu Jarlego jest miejsce tylko dla jego dziewczyny, Katrine, oraz najlepszego kumpla, Helgego. Nagle świat wywraca się do góry nogami, kiedy poznaje Yngvego, fana popu, tenisistę zafascynowanego starożytnym Egiptem. Jarle chce zapomnieć o pięknym blondynie, jednak on działa na niego jak narkotyk. Mimo że próbuje wygnać go ze swego umysłu, to nadal nie może pozbyć się wrażenia, że być może Yngve nie jest przypadkowym chłopakiem w jego życiu.

Po przeczytaniu opisu, wydaje się, że główny wątek w książce to homoseksualizm. Nic bardziej mylnego. To prawda, że uczucie Jarle’a do Yngvego jest ważne i fabuła obraca się wokół ich znajomości, ale to nie jest książka, która poucza prawicowców.  To powieść o dojrzewaniu, o życiu młodego człowieka, które nie zawsze jest usłane różami. Jarle nie jest tutaj jedynym bohaterem powieści. Tore Renberg nie skupił się tylko na 17-latku, ale też pochylił się nad problemami jego rodziców, Katrine oraz Helgego. Oczywiście nie zapomniał o Yngvem, który jest kluczową postacią. Jednak o nim wiemy stosunkowo niewiele. Dlaczego? Autor postarał się i trzymał mnie w napięciu oraz niewiedzy do samego końca…

Autor zawarł w niecałych 350 stronach przeżycia młodej, dojrzewającej osoby, z którą czytelnik zapewne znajdzie wspólny język. Nie uczynił Jarle’a super bohaterem, ani wybitną jednostką. Dlatego uważam, że w pewien sposób utożsamiałam się z tą postacią. Czytając, miałam wrażenie, że niektóre sytuacje zostały wyjęte z mojego życia i nieco przerobione na potrzeby książki. To nie jest powieść, która ubarwia bohaterów i ich historie. Są to, czasami aż do bólu, prawdziwe odczucia zwykłych ludzi, którzy pragną zmienić coś w swoim życiu. I właśnie to wywoływało moje skrajne emocje. Czasami śmiałam się histerycznie z głupich decyzji Jarle'a czy jego przyjaciół, ale zdarzało mi się też zapłakać nad książką.

 „Człowiek, który pokochał Yngvego” nie jest książką, którą czyta się ot tak, dla zabicia czasu. Prosty język i wciągający wątek to tylko przykrywka. Fabuła także wydaje się dość prosta, ale powieść ma drugie dno, które nie tak łatwo odkryć. Czytanie twórczości Tore Renberga w zatłoczonej komunikacji miejskiej lub przy hałaśliwych gościach rodziców jest możliwe, ale jaki w tym sens, jeśli nie zrozumie się najważniejszego. Czegoś, co nie zostało wprost napisane i podane odbiorcy na talerzu. Dlatego polecam czytać „Człowieka, który pokochał Yngvego” w spokoju i ciszy, aby wgłębić się w historię rodziny Jarle’a oraz ich przyjaciół.

Jest 21 listopada 2013 roku. Wiek wolności, pokoju i dobrobytu. Na pewno? Co chwilę słyszymy w wiadomościach o konfliktach zbrojnych, głodujących dzieciach i kolejnych aferach politycznych. Telewizja serwuje nam na srebrnej tacy przeróżne poglądy i wciska na siłę widzom ogromne porcje absurdu oraz nieprawdziwych informacji. Potrzebujemy jeszcze dużo czasu, abyśmy zaakceptowali szczęście dwojga ludzi. Jednakże „Człowiek…” daje sporo do myślenia i sprawia, że zaczynamy nieco inaczej, a może nawet łaskawiej, patrzeć na świat i otaczające nas osoby. 


Recenzja napisana na potrzeby portalu http://literatura.juventum.pl/

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

19.11.2013

Konkurs

Konkurs


Mam dla was mały konkurs-niespodziankę. wystarczy odpowiedzieć na pytanie i spełnić warunki z regulaminu.


Pytanie konkursowe
Widok jakiego miasta ukazuje się ok. 1 min. 40 sek. w teledysku „Nie pozwól”- wokalistki Uliashy?
(Do którego muzykę napisał Piotr Kołodziejczak)

KLIK




Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest Recenzje Nadine http://recenzjenadine.blogspot.com/
 2. Uczestnikiem konkursu może zostać każdy, kto spełni warunki 3.  Konkurs trwa od 19.11.2013  30.11.2013 (do godz.23.00).
4. Aby wziąć udział wystarczy spełnić następujące warunki:
a) Posiadać adres zamieszkania na terenie Polski.
b) Odpowiedzieć prawidłowo na pytanie konkursowe:
Widok jakiego miasta ukazuje się ok. 1 min. 40 sek. w teledysku „Nie pozwól”?
b) Odpowiedź na pytanie wraz z nickiem oraz wybraną książką ("W kajdankach namiętności" lub "Nie rób mi tego"), którą chcecie zdobyć należy przesłać na adres e-mailowy:
recezjenadine@gmail.com
c) Miło mi będzie, jeżeli dodacie mojego bloga do obserwowanych, ale nie jest to warunek konieczny. Oczywiście ten zapis nie dotyczy osób anonimowych, nie prowadzących bloga, które również mogą brać udział w konkursie.
5. Nagrodą w konkursie jest wskazana przez uczestnika jedna książka  ("W kajdankach namiętności" LUB "Nie rób mi tego").autora Piotr Kołodziejczak
6.Nagrodzone zostaną 3 osoby!
7.Wyniki konkursu zostaną opublikowane na tym blogu, dnia 2.12.2013
8. Trzech laureatów konkursu wyłonię w ciągu 3 dni.
9. Zwycięzcy mają obowiązek w ciągu 3 dni roboczych od opublikowania wyników do podania swojego adresu do wysyłki, który muszą przesłać na e-mail:
recezjenadine@gmail.com
10.Jeżeli zwycięzcy nie prześlą swoich danych adresowych tracą prawo do nagrody. Zostanie ona przyznana kolejnej, losowo wybranej osobie.

Liczę na dużą aktywność ;)


Copyright © 2016 Recenzje Nadine , Blogger