14.01.2016

#56 Recenzja: Księżyc zza Nikabu. Polska muzułmanka w Egipcie

#56 Recenzja: Księżyc zza Nikabu. Polska muzułmanka w Egipcie







Tytuł : Księżyc zza Nikabu - Księżyc zza Nikabu. Polska muzułmanka w Egipcie
Autorka: Monika Abdelaziz & Ewa Zarychta
Wydawnictwo: Novae Res

Książka ukazuje nam prawdziwie piękno Egiptu, oczami dwóch Polek tam mieszkających; Moniki Abdelaziz i Ewy Zarychty.
Ich codzienne życie w Egipcie jest rutyną .Książka jest pisana na podstawie bloga prowadzącego przez autorki;
http://polskamuzulmanka.blog.pl/.

Każdy wyobraża sobie, że Egipt jest rajem..Mówią wszystko, co najlepsze, statystyki odwiedzających turystów co roku też mówią same za siebie , ale nikt nie ukazał do tej pory prawdziwego Egiptu , jakim jest on naprawdę.. jak ludzie go widzą w życiu codziennym.
Czytając tę książkę byłam zafascynowana Egiptem, głównie przez to, jak Monika i Ewa opisywały tętnice w nim życie .


Również ich zwyczaje, kultura , normalne zmagania się z losem były interesujące. To nie tylko piramidy godne zwiedzenia, to inna rzeczywistość.
W Polsce Egipt jest uważany za kraj trzeciego świata , ale ileż jest w nim prawdy ?
Autorki bardzo intrygująco opisują cały Egipt ; kraj, obrazy i wszystko, co jest w nim ukazane. Można się bardzo dużo nauczyć o Egipcie , poznać trochę języka arabskiego i sposobu, w jaki należy te słowa wypowiadać z jakich okazji.
Ale może trochę o samych bohaterkach...
Monika prowadzi rodzinną firmę w Egipcie , oraz ma męża Egipcjanina. Wraz z synkiem postanowiła przyjąć wiarę męża ,choć niektórzy z tym się nie zgadzają, ale ona nie zmieniła swojej decyzji. W bardzo łatwy sposób wyjaśnia czytelnikowi, czym jest islam i jak wygląda praktykowanie go. Ukazuje również typy mężczyzn z Egiptu; jak na nich uważać i co robić, by się na nich nie naciąć. Również bardzo obrazowo jest wyjaśnione, czym jest burka i jak ona chroni kobiety przed płcią przeciwną.


Ewa i Monika przez pewien okres musiały się przyzwyczaić do innej pory nocy dnia w Egipcie. Tam żyje się kompletnie inaczej niż w Polsce.
Życie w Egipcie nie jest jednak takie proste i łatwe, jakby się wydawało, ale można do tego przywyknąć. 

Egipcjanie mają całkowicie inne podejście do ludzi ; zarówno do siebie nawzajem, jak i do życia. Wydają się być bardziej wyluzowani.

Taka ciekawostka - Egipcjanie potrafią wyciągać pieniądze od pracodawców, nawet jeśli maja być to bezpłatne urlopy, potraficie sobie to wyobrazić?
Trzeba również tu też zwrócić uwagę na to, iż Egipcjanie nie ufają nikomu , bo są raczej zdania, że lepiej zaufać sobie samemu, niż rozczarować się na innych.W końcu nawet najbliższy pracownik czy przyjaciel może nas oszukać i trzeba mieć oczy szeroko dookoła głowy ,by to zauważyć.
Czytając książkę Księżyc zza Nikabu , czułam się jakbym osobiście była w Egipcie.

 Prosto opisana książka , lekka w czytaniu, dużo można się z niej dowiedzieć ciekawostek.
 Może to wydawać Wam się dziwne, ale czułam się, jakbym odbyła podróż do serca Egiptu ; poznała każdy jego zakamarek i każdy jego sekret.

Ta książka zaprowadzi w piękny, nieznany dotąd świat Egiptu.

 Jest.. po prostu niesamowita! Idealna na każdą porę dnia, nawet przy zimowych wieczorach z gorącym kubkiem herbatki, lub kakao - smak i słowa się bardzo dobrze komponują razem..
Liczę na wasze opinie

4.01.2016

#55 Recenzja: Gwiazd Naszych wina

#55 Recenzja: Gwiazd Naszych wina


Tytuł: Gwiazd naszych wina
Autor: John Michael Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 10/10
Forma :e-book

,, Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą."

Postanowienia Książkocholiczki na rok 2016

Postanowienia Książkocholiczki na rok 2016
Postanowienia Książkocholiczki na rok 2016

 


Mój powrót do blogownia.
Nowy Rok - Nowe Cele - Nowe Możliwości, jak również nowe postanowienia, bo kto nie spróbuję - będzie żałował.
Cudownie jest mieć w życiu cele, a później świadomość, że udało je się osiągnąć. Jeśli uda mi się zrealizować jakiś punkt z listy życzeń - poinformuje was :)
A oto i lista :

 



 1.Przeczytać 52 książki - wyzwanie książkowe
Liczę, że mi sie uda, chociaż jest to niełatwe wyzwanie , bo np. w tamtym roku mi się nie udało.
2. Stworzyć Listę przeczytanych książek
3. Przeczytać Książki, o których dawno zapomniałam, a kurzą się wciąż na półce
4. Znaleźć w sobie więcej chęci do prowadzenie Bloga
5. Czytać po min 50 -100 stron dziennie
6. Nie będę zniechęcać się do książki, zanim nie przeczytam przynajmniej 40 stron
7. Przeczytać książki, które zaczęłam ,a nie dokończyłam, bo mnie zniechęciły
8. Zaznaczać ołówkiem najlepsze cytaty
9. Kupić więcej książek - polować na ich przeceny
10. Robić raz w miesiącu stosiki na blogu
11. Zacząć na nowo współprace z wydawnictwami

A Wy macie jakieś postanowienia książkowe na ten rok?
Pozdrawiam serdecznie :)
Mile widziane komentarze , chcę wiedzieć, czy warto, że wróciłam

3.01.2015

#54 Recenzja: Altowiolista

#54 Recenzja: Altowiolista
Tytuł: Altowiolista
Autor: Jan Antoni Homa
Wydawnictwo: SOL
Ocena: 7/10

"Świetna książka dla tych, którzy lubią rozwikływać interesujące kryminalne zagadki. Mogą to czynić razem z Bartoszem Czarnoleskim - muzykiem, a dokładniej, altowiolistą. Ów młody człowiek przypadkiem staje się świadkiem napadu na maestro Damiana Rucacellego. Eston, sprytny pies Bartosza ( porzucony niegdyś przez łotewskich albo estońskich gangsterów) wyławia z jeziorka batutę ciśniętą do wody przez dyrygenta. Tak oto Bartosz staje się właścicielem przedmiotu, który jest niezbędny do rozsupłania zaskakującej historii, której korzenie sięgają 1939 roku i dalej."

Tak prezentuje się opis książki, który znajdziemy z tyłu okładki. Czytając te kilka zdań, ma się wrażenie, że lektura do nudnych nie będzie należała. I, co coraz rzadziej się zdarza, pozytywne wrażenie nie mija wraz z przekładaniem kolejnych kartek „Altowiolisty”. Nie spodziewałam się, że powieść tak mnie wciągnie w swoje zwoje. Pełna zwrotów akcji, błyskotliwych zagadek i nieustannego napięcia. Skrupulatnie wykreowani bohaterowie, zyskują naszą sympatię. I nie mówimy tu tylko o pierwszoplanowych postaciach. Drugoplanowe także zasługują na dużo uwagi – nie zostali pominięci, a niektórym nadano ważniejsze role.

Jan Antoni Homa, który z wykształcenia jest muzykiem i zna się na tej sztuce jak mało kto, wykorzystuje swoją wiedzę, zdobytą na przestrzeni lat, i daje w ręce polskich czytelników niezwykłą książkę, w której co rusz łączą się elementy sensacji i powieści kryminalnej. Jednak nawet z szybkim tempem, niezłą narracją oraz nieustanną akcją, twór Homy byłby „przeciętniakiem”. „Altowiolistę” wyróżnia przede wszystkim tematyka, czyli muzyka, oraz skrupulatne opisy, które przybliżają nam tę sztukę piękną. Niestety, co za dużo, to niezdrowo. Po jakimś czasie męczyło mnie ciągłe przedstawianie instrumentów muzycznych czy pojęć związanych z muzyką. Dla wielbiciela może to być prawdziwa gratka, lecz szaremu człowiekowi może to nie być potrzebne.

Autor postarał się również o to, aby czytelnik nie zasnął nad książką i nie siedział z grobową miną przez większość czasu. Humorystyczne wstawki poruszały akcję. Odbiorca musi mieć jakąś rozrywkę, a w „Altowioliście” znajdzie ją w niektórych momentach. Do narracji również nie można się przyczepić. Słowo „sztywność” nie istniej w słowniku Homy, dlatego też jego język jest niezwykle plastyczny. Jak już wspominałam, przyjemność czytania „Altowiolisty” mogą burzyć nadmierne opisy, wstawki, które nie wnoszą nic nowego do fabuły. Niemniej, całość prezentuje się niezwykle dobrze, po części dzięki niezłemu warsztatowi pisarza.

Nie mogę powiedzieć, że „Altowiolista” jest powieścią, przy której każdy będzie się przednio bawił. Na pewno fani kryminałów i sensacji znajdą w niej wiele plusów. To również książka przeznaczona dla tych, którym do życia wystarczy tylko muzyka i trochę nut. Przede wszystkim jednak jest to lektura dla osób, które cenią sobie wartką akcję i ciekawy wątek kryminalny.

Recenzja napisana przez: Gumiguta B

31.08.2014

#53 Recenzja: Blask wieczności

#53 Recenzja: Blask wieczności
Tytuł: Blask wieczności
Autor: Anna A. Swoboda
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poligraf
Ocena: 4/10


„Kiratea Brand jest jednym z astylijskich Okai, wojowników walczących na chwałę krwawego bóstwa Ottana. Pewnego dnia dziewczynie ukazuje się bóg i wyjawia jej prawdę o niej samej. W parze z boskością idzie też miłość, która ma swoje miejsce nawet w bezlitosnym świecie zabójców. Jednak nie wszyscy Okai wypełniają swoje powołanie. Zbliża się bunt śmiertelników przeciw samemu bogu. Ottan wyznacza Kiratei zadanie, które zaważy na losach świata. Czy wojowniczka podejmie właściwą decyzję bez względu na konsekwencje?”

Kiedy zaczynałam przygodę z „Blaskiem wieczności” byłam zarówno ciekawa, jak i zdystansowana do tej powieści. Z jednej strony opis przedstawiał mi książkę, która wydawała się interesująca, lecz z drugiej nieco odstraszał mnie młody wiek autorki. Rzadko kiedy byłam zadowolona z dzieł bardzo młodych pisarzy. Czytając, widziałam, że mam do czynienia z osobą (jeszcze) niedoświadczoną, która nie liczy sobie dużo wiosen. Język i warsztat nie powala, lecz nie jest także odstręczający. Gdyby patrzeć na sam styl, książkę naprawdę czytałoby się lekko i przyjemnie.

Jednakże na książkę składa się nie tylko styl, ale i fabuła oraz bohaterowie. Zacznijmy właśnie od postaci, które niestety nie powalały na kolana. Główna bohaterka nie jest sierotą, co bardzo rzadko się zdarza ostatnimi czasy w literaturze, a wpływową pannicą z bogatego rodu. Jak przystało na taką damulkę, stała się rozwydrzonym, małym i nieletnim człowieczkiem. Narzeka na rozpieszczonych ludzi, którzy ją otaczają, a sama nie jest w niczym lepsza od nich. Kiratea to taka złota rączka w wydaniu fantasy – czego nie dotknie, to naprawi i jeszcze dołoży wszelkich starań, aby wszystko naokoło było „perfekt”. Naciągany, ostry charakterek, nieciekawa osobowość i denerwujące (również często niewytłumaczalne i najzwyczajniej w świecie niemądre) zachowanie nie przypadły mi do gustu, a tym samym Kiratea nie zdobyła mojego serca.

Reszta postaci również nie została należycie wykreowana. W „Blasku wieczności” pojawia się relacja uczeń-mistrz, którą uwielbiam praktycznie pod każdą postacią i rzadko kiedy na nią narzekam. Niestety w dziele Anny Swobody została ona bardzo nieudolnie przedstawiona. Agaton, owy mistrz Kiratei, popada w dziwne zmiany nastrojów, często zachowuje się, jakby jeszcze był nieposłusznym uczniakiem i w ogóle nie przypomina literackiej figury nauczyciela. Pozostałe drugoplanowe postaci zachowują się tak, jakby byli ulepieni z jednej, niskogatunkowej gliny. Nie ważne, czy bohater był mężczyzną czy kobietą, osobowość zawsze była taka sama (nudna), a poczynania przewidywalne.

Opis z tyłu okładki naprowadza czytelnika na właściwe aspekty fabuły i akcji. Jednakże, co mnie negatywnie zaskoczyło, przez dużą część powieści autorka skupiała się na pobocznych ścieżkach i ani myślała przejść na główną trasę. Kiratea wałęsa się po dworze, spotyka z amantami i przyjaciółmi (którzy swoją drogą pojawiają się zawsze wtedy, gdy ich potrzebuje) oraz popełnia różnorakie morderstwa, które nie mają wiele wspólnego z docelową akcją. Pierwszy raz doświadczyłam przeniesienia fabuły na drugi plan, a przy tym wysunięcia niepotrzebnych wątków dodatkowych.

Czy polecam „Blask wieczności”? Łatwo można wydedukować, że to nie jest mój literacki faworyt i nie mieści się nawet w kategorii przeciętnej książki. Mrocznie nie było, tajemniczo także nie, a postaci irytowały niemiłosiernie. Odstawiona w kąt fabuła także nie sprawiła, że powieść zyskała na wartości. Być może za kilka lat Anna Swoboda stworzy coś zupełnie innego, coś, co będzie zasługiwać na miano „dobrej książki”. W tej chwili jednak „Blask wieczności” na pewno na takie miano nie zasługuje.

Recenzja napisana przez: Gumiguta B

30.08.2014

#52 Recenzja: Kroniki ciemności. Łowca Demonów

#52 Recenzja: Kroniki ciemności. Łowca Demonów


Tytuł: Kroniki ciemności. Łowca Demonów
Autor: Agnieszka Michalska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Ocena: 9 /10

 „Kroniki ciemności. Łowca Demonów” opowiada ciekawą historia młodej łowczyni demonów, która stoi przed trudnym wyborem. Czy podjąć się zadania polowania na straszliwe stwory, czy może jednak zostanie ze swoją rodziną i przyjaciółmi? Choć Katy jest sprytną i zaradną dziewczyną, to czy zdoła pogodzić walki z demonami oraz relacje między najbliższymi? „Kroniki ciemności. Łowca Demonów” wprowadza czytelnika w fascynującą przygodę na podstawie kultowego serialu „Czarodziejki”.

Agnieszka Michalska skupiła się na ukazaniu różnic między dobrem a złem. Kontrasty między nimi są bardzo wyraźne. Obok prawości i szlachetności pojawiają się fantastyczne, lecz mroczne stwory takie jak demony i inne obleśne kreatury. Książka wciąga odbiorcę w inny świat, przez co nie mogłam choć na chwilę oderwać się od niej.

Autorka nie przedstawiła swoich bohaterów jako mroczne i niedostępne osoby. Wprawdzie zmagają się z wieloma trudami, lecz starają się być pozytywnie nastawieni do życia. Zostali ciekawie wykreowani i każda postać jest inna. Natomiast nie podobało mi się zachowanie Katy, gdyż przez pewien czas była niezwykle niestabilna i niezdecydowana. Drugoplanowe postaci i wszelkie demony także byli interesujący, choć na swój własny sposób.

Uczucia podczas czytania powieści Agnieszki Michalskiej zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz przechodziły przeze mnie ciarki, a czasem łza zakręciła się w oku ze smutku. Autorka stworzyła klimat, dzięki któremu nie podchodziłam do jej książki obojętnie. Zgrabnie ukazała emocje, które targały bohaterami.

Książka jest na swój sposób bardzo ciekawa i bardzo tajemnicza. Trzeba przenieść się w świat wykreowany przez Agnieszkę Michalską i samemu przekonać się, czy wywrze na nas pozytywne wrażenie.

Za egzemplarz dziękuję autorce książki, Agnieszce Michalskiej.

4.08.2014

Stosik sierpniowy

Stosik sierpniowy
Jak wiadomo, w wakacje książki niestety nie wyrastają jak grzyby po deszczu. Wręcz przeciwnie, często nie można trafić na ciekawe nowości i trzeba czekać na lepsze czasy lub też zaopatrzyć w starsze wydania innych powieści. Nie oznacza to jednak, że u mnie nastąpiła posucha! Udało mi się wygrzebać co nieco, a z każdej książki jestem niezmiernie zadowolona.

Zacznijmy od góry:
- "Opowieści o pilocie Pirxie" - Stanisław Lem
- Wakacje w małym miasteczku u babci wcale nie muszą być bezowocne. Babcia polonistka, babcia czytająca, to i książki ma w domu. A że fantastyki jako takiej nie czyta, to odstąpiła wnusi Lema. 
- "Prawo Caine'a" - Matthew Woodring Stover - Promocja była obłędna, zapłaciłam niecałe 8 złotych za piąty tom przygód Caine. Właśnie tej części brakowało mi do szczęścia!
- "Aposiopesis" - Andrzej W. Sawicki - Egzemplarz od literatura.juventum.pl. Ledwo co zdołałam wyrwać ją mojej ciotce, która przyssała się do niej jak glonojad do szyby akwarium. To znaczy, że książka może być naprawdę dobra, zważywszy na to ile przeczytała w tak krótkim czasie i że nie przepada za jakąkolwiek fantastyką. 
- "Ujarzmienie" - Jeff VanderMeer - Naprawdę miło jest mieć w domu drugą część serii, ale jeszcze milej by było, gdybym posiadała również i pierwszą. Lecz cóż zrobić, skoro bierze się udział w konkursach i chwyta w swe łapy co popadnie. Słyszałam jednak, że powieść jest naprawdę godna uwagi, więc nie omieszkam tego sprawdzić. :)
- "Klasyczna baśń w nowoczesnym wydaniu - antologia tekstów konkursowych" - Wrocławskie Dni Fantastyki 2013 - Do "Ujarzmienia" dołączona została ta niewielka antologia. Są to prace wybrane przez jury podczas konkursu literackiego Smoki 2013. Idealna pozycja na jeden wieczór. :)

Zuza B (Gumiguta)
Copyright © 2016 Recenzje Nadine , Blogger