13.04.2014

Stosik kwietniowy

Stosik kwietniowy
Nie dość, że lenistwo mnie dopadło, to jeszcze internety szwankują, a między szkołą i snem ostatnio niewiele mam wolnego czasu. Ale stosik jest, udało mi się uzbierać kilka ciekawych pozycji - nie tylko książkowych :)

W bibliotece wyszukałam dwie powieści:
- "Córka Krwawych" - Anne Bishop - znalezienie pierwszej części tej podobno znakomitej serii, graniczy z cudem, więc tym bardziej jestem zadowolona, że ją znalazłam.
- "Tytus Groan" - Mervyn Peake - bez większego zastanowienia capnęłam tę powieść. Nawet nie wiem, o czym jest ta książka, ale opinie ma niezłe. 

No to teraz od góry:
- "Anielski śpiew" - Adrian Turzański - egzemplarz od autora. Uwielbiam anioły w literaturze, więc jest to dla mnie pozycja obowiązkowa. Już niedługo biorę się za lekturę :)
- "Oślepiający nóż" - Brent Weeeks - czyli jak kupić książkę wartą 50 zł za niecałe 20 zł. Nie dość, że zaoszczędziłam, to jeszcze uwielbiam tegoż autora. Przy tym mam kolejne miejsce, w którym można kupić świetne powieści za resztki w portfelu :)
- "Brudne ulice nieba" - Tad Williams - recenzja już jest na Juventum, a za niedługo pojawi się na blogu. :) I znowu anioły, które podbiły moje serce w pewien sposób (egzemplarz od Juventum.pl).
- "Maus" - Art Spiegelman - tym razem jest to komiks, który narobił wokół siebie niezłego szumu. To historia XX wieku, a przede wszystkim holocaustu, lecz ujęta w nieco inny sposób. Podobno jest to kontrowersyjna, ale niezaprzeczalnie dobra literatura.
Czas na zdobycze z Pyrkonu 2014 w postaci komiksów:
- "Dark Reign The List Avengers" - komiks wciśnięty przez koleżankę :) Zakupu nie żałuję, choć jest to tylko jeden zeszyt.
- "Red Sonja. Unchained" - cóż, jest to 4 tom przygód Red Sonji, lecz kupiłam go ze względu na autora scenariusza komiksu, Petera V. Bretta, którego uwielbiam


Teraz muszę się pochwalić wygraną w konkursie, który organizował sam Peter V. Brett :)

Za namową przyjaciółki wzięłam do ręki klej, nożyczki, pióro, herbatę z cytryną i dwie paczki zapałek. Należało stworzyć jakikolwiek przedmiot z runami z cyklu książek Bretta pt. "Cykl demoniczny". Na szybko zrobiłam runiczny grimoire, który, o dziwo, zajął trzecie miejsce. TUTAJ możecie zobaczyć moje "dzieło".  

A co wygrałam? Tzw. graficzny audiobook "The Daylight War" ("Wojna w blasku dnia"). Może nie byłoby aż takiego szału, gdyby to był zwyczajny audiobook. Natomiast ten jest niezwykły pod tym względem, że jest to swoiste słuchowisko na skalę światową. Na 14 płytach ukaże się cała gama aktorów, którzy są przypisani do oddzielnej postaci. Na potrzeby audiobooka stworzono specjalną ścieżkę dźwiękową i odgłosy. Płyty już częściowo przesłuchane i powiem Wam, że audiobook jest przegenialny *.* A, i oczywiście mam kolejne 3 autografy od Petera V. Bretta :)

Zuza B (Gumiguta)

1.04.2014

Zapowiedzi kwietniowe

Zapowiedzi kwietniowe
Kwiecień zapowiada się kolorowo i fantastycznie. Wprawdzie to w maju będą miały miejsce najciekawsze premiery, lecz kwiecisty miesiąc to niezłe preludium do czegoś dużo większego. A więc wybrałam 3 pozycje, które na pewno prędzej czy później zagoszczą na mojej półce.


Tytuł: Księga cmentarna
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: MAG
Premiera: 11 kwietnia
Kiedy dzieci wychowuje wilczyca, małpa lub inne zwierze, to Gaiman łamie zasady i wprowadza małe dziecko do ludzi, lecz nieco innych, bo umarłych. Mroczno, ale i zabawnie - coś tak czuję, że Gaiman jeszcze mnie zaskoczy.

Tytuł: Takeshi. Cień Śmierci
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Premiera: 11 kwietnia
Kossakowska, Japonia i męski bohater, czyli to co Tygryski lubią najbardziej. Kossakowska od dłuższego czasu jest na mojej liście "must have", więc nie wyobrażam sobie, aby taka książka przemknęła mi koło nosa.


Tytuł: Wijec
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: 16 kwietnia
Kolejna część mojej ukochanej serii książek! Czekam na rozwiązanie akcji i na przygody starego Stracharza oraz jego ucznia, Toma Warda. Poprzednie tomy w żaden sposób mnie nie zawiodły, więc jestem dobrej myśli i z niecierpliwością czekam na 11 część.


Zuza B (Gumiguta)

31.03.2014

#42 Recenzja: Wszystko dla ciebie

#42 Recenzja: Wszystko dla ciebie


Tytuł: Wszystko dla ciebie
Autor: Joanna Sykat
Wydawnictwo: Replika
Ocena: 9/10

Kiedyś każdy z nas znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, kiedy wszystko wali się na łeb, na szyję. Agata, główna bohaterka „Wszystko dla ciebie”, zdaje sobie sprawę, że jej życie jest pasmem pojedynczym przeżyć i elementów: jedna przyjaciółka, jedno auto, jedna ciotka. Magiczna liczba jeden zostaje zakłócona przez jeszcze jedną, nadkompletową osobę. Tajemnicza Kaja wchodzi z butami w życie Agaty i Kuby, szczęśliwego jak dotąd małżeństwa. Pewne jest to, że wszystko się zmieni. Pytanie tylko w jakim stopniu…

Mimo że tematy zdrady, miłości i przyjaźni często znajdujemy w książkach, to nadal warto takie książki czytać, gdyż w każdej znajdziemy inne spojrzenie na te uczucia. Historia Agaty mogłaby się wydawać całkiem normalna, choć na pewno tragiczna dla samej bohaterki. Ludzie codziennie dopuszczają się zdrady i poddają się kłamstwom partnera. Joanna Sykat umie te elementy połączyć w całość i nadać im inny wymiar.

Książka jest niesamowita, a styl autorki utwierdził mnie w przekonaniu, że nie pisała powieści w pośpiechu i niechlujnie. Doskonale pokazała cierpienia Agaty oraz zmagania z bliskimi i wydarzeniami w jej życiu. Sykat dodała także e-maile czy wiadomości z portali społecznościowych, co dodawało nutkę realizmu.

To kolejna polska powieść, która pokazuje nam, że nasi rodacy potrafią nie tylko nabazgrać nieco tekstu, ale stworzyć też piękną książką z niepowtarzalną fabułą. Trafiają do nas częściej niż zagraniczni pisarze, być może dlatego że żyją w takim środowisku jak my, czytelnicy.

„Wszystko dla ciebie” pokazuje odbiorcy, że, choć problemy się mnożą, to można je przezwyciężyć i dalej funkcjonować. Jedno potknięcie nie oznacza, że do końca swych dni nie zaznamy więcej szczęścia. Wręcz przeciwnie – być może od niego zaczniemy żyć na nowo.

Za możliwość przeczytania Dziękuję wydawnictwu Replika

28.03.2014

#41 Recenzja: Cień i kość

#41 Recenzja: Cień i kość


Tytuł: Cień i kość
Autor: Leigh Bardugo
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ocena: 5/10

Myślisz, że mając ogromną moc, jesteś bogiem, który kieruje losami innych? To tylko złudzenie, gdyż w gruncie rzeczy nie możesz nawet zapanować nad swoim własnym życiem. Nadnaturalna siła ma swoją cenę – musisz wyrzec się przyjaciół, odciąć się od rodziny i rozpocząć nowe, niekiedy niechciany etap swojego istnienia. Czym jest potężna moc – przekleństwem czy darem?

W osłabionym i wyniszczonym przez wojny kraju kilkaset lat temu powstała Fałda Cienia. Ogromna połać ciemności i straszliwych stworów dzieli Ravkę i uniemożliwia bezpieczne przedarcie się do zachodniej części państwa. Jednakże te tereny nie mogą zostać odcięte od świata, więc co jakiś czas śmiałkowie przedzierają się przez upiorne piaski. Jednym z uczestników wyprawy jest młoda Alina Starkov. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli i kamraci zostają zaatakowani przez demony. Kiedy jej przyjaciel z dzieciństwa, Mal, zostaje poważnie ranny, w dziewczynie budzi się moc, która od lat jest wypatrywana pośród ludu Ravki. Lecz potęga ma swoją cenę. Posiadaczka daru musi zerwać wszystkie dotychczasowe kontakty, a na każdym kroku czają się ludzie, którzy pragną posiąść jej talent…

Zacznijmy od okładki, do której, jeśli chodzi o grafikę, nic nie mam. Wręcz przeciwnie, jest pięknie wykonana i wszystkie elementy tejże układanki ze sobą współgrają. Jednak ktoś bardzo nieodpowiedzialny zapragnął umieścić napis „Cień i kość” w języku rosyjskim, który brzmi „Тэнь и кость”. Każdy, kto choć trochę zna rosyjski i cyrylicę, rozpozna, że w słowie „Tэнь” jest ewidentny błąd, polegający na zastosowaniu niewłaściwej litery. Zamiast „э” (wymawiane jak polskie „e”) w wyrazie tym powinna być litera „e” (wymawiana jako „je”). Miałam nadzieję, że przed wydaniem książki wydawnictwo postara się o zmianę, lecz tak się nie stało. Za to wielki minus.

Po otworzeniu książki natrafimy na mapę Ravki oraz podział społeczeństwa. Bardzo spodobała mi się kreska planu i jego wykonanie. Natomiast nie mam pojęcia, dlaczego umieścili tę samą grafikę oraz rozgraniczenie ludności jeszcze raz, lecz tym razem w innym miejscu. Gdyby pojawił się jakiś inny, równie interesujący dodatek, to nie miałabym nic przeciwko. Jednak w tej sytuacji wygląda to tak, jakby chciano zapełnić puste kartki.

Nie ukrywam, że przydałby się mini słowniczek, który objaśniałby poszczególne funkcje danych społeczności. Nie do końca wiedziałam, kim byli Griszowe czy też Trwaliści. Ciekawiło mnie, w czym dokładnie specjalizują się podwładni króla. Nie jest to konieczne uzupełnienie, lecz z chęcią przeczytałabym kilka słów na temat tychże stanowisk.

Chciałabym się skupić na głównej bohaterce. Nie przepadam za kobiecymi postaciami, ale miałam nadzieję, że Alina nie okaże się naiwną gąską. Niestety od samego początku natknęłam się na niedociągnięcia. Dziewczyna nie jest zbyt waleczna, z kartografią też nie radzi sobie za dobrze, a do tego jest drobna i chudziutka. Nikt mi nie wyjaśnił, jakim cudem znalazła się w armii, gdzie najważniejsze są umiejętności i siła. Niektóre jej zachowania również nie miały wyraźnych podstaw, a jej decyzje były nierozsądne i pospieszne.

W „Cieniu i kości” występuje trójkąt miłosny, który został przedstawiony dość nieudolnie. W powieści Leigh Bardugo emocje wybuchają w momentach, które za nic nie są romantyczne. Cukierkowatość i słodkość nie jest wskazana, lecz przydałyby się fragmenty, w których uczucie mogłoby rozkwitnąć w dogodnej atmosferze. Natomiast pierwsza część trylogii Grisza skutecznie zabiła te nastrojowe elementy.

Podobno książka miała nawiązywać do kultury naszych wschodnich sąsiadów. Pomimo opisów, które były miejscami dość obszerne, nie poczułam zapowiadanego rosyjskiego klimatu. Rozumiem, że nie jest to powieść o Rosji, ale wspomnienie w jednym zdaniu o ikonach, cerkwi czy też kopułach nie sprawia, że fabuła jest bogata w kulturę i tradycję. Już lepiej by było, gdyby nikt nie wspominał o rosyjskich realiach, a cerkiew na okładce usunięto bądź zamieniono na inny obiekt.

Mimo wszystko książkę przeczytałam szybko, bo w dwa dni. Jest to niewymagająca lektura, przy której nie trzeba się zbytnio skupiać. Postaci nie są skomplikowane, a fabuła pogmatwana. Jest to idealne czytadło na wieczór, aby odciąć się od świata rzeczywistego. Jednak nie sięgnę po kontynuację, gdyż wykreowany świat i główna bohaterka sprawiły, że wolę przeczytać coś innego, aniżeli drugą część trylogii. Myślę jednak, że niektórym „Cień i kość” spodoba się ze względu na wątek miłosny. Ja niestety nie dołączyłam do grona osób, na których powieść Leigh Bardugo wywarła ogromne wrażenie.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

Recenzja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl

27.03.2014

#40 Recenzja: Coraz mniej olśnień

#40 Recenzja: Coraz mniej olśnień


Tytuł: Coraz mniej olśnień
Autor: Ałbena Grabowska-Grzyb
Wydawnictwo: MWK
Ocena: 7/10

"Praca w piśmie o modzie jest tylko dla wybranych"
Książka "Coraz mniej olśnień" opowiada historie trzech różnych kobiet. Jednakże w pewnym sensie są do siebie podobne, a ich przeżycia powiązane .To też powieść o przyjaźni, tajemnicy i nieuniknionej śmierci.

Na samym początku poznajemy Lenę. Po śmierci mamy jej świat legł w gruzach. Stara się normalnie funkcjonować i szuka nowej pracy. Jest stylistką w gazecie, a ta praca zajmuje jej cały wolny czas. Marzy o stabilizacji i miłości, lecz nic na to nie wskazuje, że coś ma się zmienić.

Kolejną postacią jest Maria, dość dziwna kobieta, lecz dobra żona. Ma dobrą pracę, niczego jej nie brakuje. Niestety mąż od niej odchodzi, a ona zostaje sama wraz z niepogodzeniem się ze śmiercią jedynej przyjaciółki - Aliny. Coś jednak się wydarzyło, a wszystkie dotychczasowe "pewniaki" stają pod znakiem zapytania.

Okładka książki jest bardzo ciekawa, przykuwa wzrok i dodaje nutki tajemniczości. Nawet sam tytuł jest dość nietypowy, co powoduje, że czytelnik pragnie jak najszybciej zapoznać się z treścią.

Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Autorka ma ciekawy styl pisania, więc nic dziwnego, że trudno było mi się oderwać od lektury. Pisarka potrafi nie tylko zachęcić czytelnika, ale też zatrzymać go, aby dokończył powieść z wypiekami na twarzy.

Widać, że autorka zna się na modzie i światowych trendach. Bez tej wiedzy książka prawdopodobnie tak by mnie nie urzekła. Wprawdzie powieść skierowana jest do płci pięknej, lecz nie można przykleić jej metki taniego romansidła. Bohaterki nie są głupimi gąskami, a ich sytuacje są jakby żywcem wyjęte z życia.

19.03.2014

#39Recenzja: Koniec punku w Helsinkach

#39Recenzja: Koniec punku w Helsinkach
Tytuł: Koniec punku w Helsinkach
Autor: Jaroslav Rudiš
Wydawnictwo: Czeskie Klimaty
Ocena: 8/10

Lata 80. to czas, kiedy Europejczycy zaczynali wprowadzać do swojego organizmu radioaktywny absurd w postaci Czarnobyla. To także era punku i zafascynowanych irokezami nastolatków, którzy rozprawiają, jak utrzymać koguci grzebień na głowie. Lepsze piwo czy woda z cukrem? Najważniejsza jest jednak muzyka, trzymająca w ryzach społeczeństwo.

Helsinki to ostatnia knajpa, w której można palić, pić piwo i nie przejmować się konsekwencjami. Matki z dziećmi nie mają wstępu do tego niecodziennego lokalu. Właścicielem tegoż miejsca jest czterdziestoletni Ole – stary kawaler o punkowej przeszłości. Po upadku Muru Berlińskiego ludzie otworzyli się na Zachód i zmienili swoje obyczaje. Jednak Ole nie potrafi odnaleźć się w tej hałaśliwej rzeczywistości. Nade wszystko pragnie świętego spokoju, który cały czas jest dla niego nieosiągalny. „Koniec punku w Helsinkach” to nie tylko historia żyjącego przeszłością mężczyzny, ale także pamiętnik pewnej czeskiej dziewczyny. Karty opowieści Olego przeplatają się z wpisami Nancy, mieszkającej przy polskiej granicy. Dzięki temu mogła odbierać radiową „Trójkę”, a tym samym posłuchać nieco przyzwoitej muzyki Sex Pistols czy Dezertera. Dwie różne postaci. Dwie odmienne osobowości. Czy są elementami jednej układanki, która została zapomniana i odłożona w kąt?

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to minimalistyczna okładka. Intensywne kolory przyciągają wzrok i zachęcają do zapoznania się z powieścią. Jednakże nie od dziś wiadomo, że okładka to tylko przykrywka. Najważniejsza jest treść, która w tym przypadku wypada jeszcze lepiej niż oprawa graficzna.

Czytając, miałam wrażenie, że powieść Rudisa jest o wszystkim i… o niczym. To pomieszanie z poplątaniem. Nie ma wyraźnie zarysowanej fabuły, która trzymałaby się jednego toru. Zbacza ona z ustalonego szlaku, aby wprowadzić odbiorcę w nieznane zakątki. Jednak w końcu czytelnik będzie w stanie dostrzec, że wszystkie te ścieżki, wątki, które zostały w pewien sposób odłączone od głównego tematu, w gruncie rzeczy mogą połączyć się w całość. Przeskakujemy z opowieści Olego do pamiętnika Nancy, by dojrzeć kolejne puzzle i ułożyć z nich określony wzór.

Helsinek nie byłoby, gdyby nie bohaterowie przewijający się przez przydymione pomieszczenia knajpy. Rudis nie wykreował całego panteonu postaci, które byłyby tylko ozdobnikami na kontuarze baru. Postawił na prostotę i wprowadził tylko kilku bohaterów, lecz na tyle barwnych i ciekawych, że nie odczułam niedosytu. Autor sprawił, że Ole oraz jego znajomi są osobami żywymi. Nadać imiona każdy potrafi, ale niewielu jest w stanie przedstawić ich historie tak, aby czytelnik miał ochotę wypić sznyta razem ze stałymi bywalcami Helsinek. Samo otoczenie – miasto, bar Olego – zostało świetnie przedstawione. Knajpa jest miejscem, gdzie zatrzymał się czas, a wokół której toczy się normalne życie szarych ludzi. Autor umiejętnie to opisał i sprawił, że nie nudziłam się, czytając „Koniec punku w Helsinkach”.

Ciekawym zabiegiem było wprowadzenie pamiętnika Nancy. Jednakże ciężko czytało mi się zdania zbuntowanej bohaterki, gdyż popełniała typowe dla nastolatków błędy. Nie używała przecinków, zdania były niesamowicie długie, czasami pisała bez ładu i składu. Wtrącenia w języku niemieckim także nie pomagały. Jednakże te zabiegi dodawały uroku, choć niejeden fanatyk poprawnej interpunkcji zapewne będzie zgrzytał zębami.

„Koniec punku w Helsinkach” nie jest książką, przy której płacze się ze śmiechu lub wylewa litry łez nad niedolą bohaterów. Jaroslav Rudis zachował proporcje i nie przekształcił tej pozycji w komedię ani dramat. Nie raz, nie dwa zaśmiałam się pod nosem, ale zdarzyło mi się też zadumać podczas lektury.
To jednotomowa powieść, choć aż prosi się o kontynuację. Jednak wydanie drugiej części nie miałoby sensu, gdyż cała magia Helsinek ulotniłaby się. Otwarta kompozycja nie oznacza, że należy dopisać sequel. W pewien sposób historia Olego zakończyła się, ale w czytelniku pozostanie pewien niedosyt.

Autor opisuje dwa różne etapy dojrzewania – czterdziestolatka XXI wieku i nastolatki z lat 80. To opowieść o samotności, ale też o trudnej przyjaźni. Dzieło Rudisa jest słodko-gorzką bajką dla dorosłych, która pozwala czytelnikowi powrócić do zapomnianej przeszłości. Jednak przede wszystkim „Koniec punku w Helsinkach” to odpowiedź na pytanie, czy punk rzeczywiście już nigdy się nie odrodzi…

Recenzja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

17.03.2014

#38 Recenzja: Zagubiona

#38 Recenzja: Zagubiona


Tytuł: Zagubiona
Autor: Paulina Machnicka
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 7/10

,, Miłości nic nie może rozdzielić. Nawet śmierć. Julia, dwudziestoparoletnia studentka – wychowanka domu dziecka"

Książka ma około 88 stron. I właśnie na tych stronach są zawarte przeżycia Juli po stracie ukochanego Dziewczyna już nie potrafi odnaleźć się w świecie. Nic dla niej nie istnieje. Wszystko jest inne, a stare rzeczy wydają jej się zupełnie nowe. Zmienił się nawet smak kawy i wygląd nieruszonego mieszkania. Julia w inny sposób postrzega znajomych i otaczających ją ludzi.

Julia pisze pamiętnik, bo dzięki niemu może porozumieć się w myślach z narzeczonym. Nawet specjalistyczna terapia nie jest w stanie jej pomoc w takiej sytuacji. A wszystko przez to, że kobieta nie chce zapomnieć. Chce żyć nadzieją, że jej chłopak w końcu do niej wróci.

Rzadko czytam książki, które zawierają w sobie kartki z pamiętnika. Jednak nie żałuję mojego spotkania z „Zagubioną”. Szkoda tylko że powieść jest tak cienka. Z drugiej strony fabuła nie została rozwleczona i z wielką przyjemnością czytałam to dzieło.

Książka skończyłam czytać parę dni temu, lecz dopiero teraz zdecydowałam się o niej coś więcej napisać. Jest to bardzo emocjonalna powieść, a przy tym i styl Machnickiej grał mi na uczuciach. Autorka potrafiła wykreować świat tej bohaterki, a także ją samą tak, jakby siedziała w głowie Julii i relacjonowała na żywo jej przeżycia. Dodatkowo narracja występuje w pierwszej osobie, co pozwala czytelnikowi w pewien sposób wniknąć w głąb duszy głównej bohaterki. Uważam, że jest to bardzo dobre rozwiązanie.

Książka przypomina historię Romea i Julii, choć miejscami jest dużo bardziej okrutna. Być może autorka inspirowała się tym dramatem, gdyż nawet imię głównej bohaterki brzmi Julia.

Powieść jest przeznaczona dla osób, które znajdują coś magicznego w smutnych opowiadaniach. To świetna pozycja, którą można przeczytać w każdej chwili - w nocy, rano przed pracą, czy w niedzielne popołudnie.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res
Copyright © 2016 Recenzje Nadine , Blogger