#22 Recenzja: Krew Stracharza


Tytuł: Krew Stracharza
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 8/10

W Chipenden ponownie nastaje czas pokoju. Wrogowie wycofali się, ale pozostawili za sobą spalone domy i zniszczone dobytki. Dom Stracharza został zrównany z ziemią, lecz Stary Gregory oraz jego uczeń, Tom Ward, starają odtworzyć bibliotekę, którą pochłonęła pożoga. Z niespodziewaną pomocą przybywa młoda jejmość Fresque z Todmorden Jednak w tym małym miasteczku dzieją się rzeczy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Wydaje się, że jest to idealne miejsce pracy dla Stracharza. Niestety młody Tom musi zmierzyć się z jeszcze większym zagrożeniem, a także ze swoimi słabościami. Zły, mimo że nie tak silny, jak w przeszłości, to nadal ma swoich sprzymierzeńców, którzy spełniają jego wolę. Wrogowie ludzkości rozszerzają swoje terytoria, a Tom ma obowiązek stanąć twarzą w twarz z jednym z najniebezpieczniejszych i najpotężniejszych istot Mroku…

Seria „Kroniki Wardstone” ma grono wielbicieli na świecie, także w Polsce. Nie można się temu dziwić, gdyż Joseph Delaney reprezentuje wysoki poziom, jeśli chodzi o literaturę młodzieżową. Styl autora jest na tyle dobry, że odbiorca nie męczy się, a wręcz świetnie się bawi, czytając. Prosty język sprawia, że czytelnik nie ma szans pogubić się w fabule. Sam autor pisze mini przypomnienia poprzednich części – czasami wspomina w kilku zdaniach dlaczego to, dlaczego tamto. Według mnie jest to idealne rozwiązanie, gdyż nie kojarzyłam wielu wątków. W końcu seria liczy sobie aż 10 tomów, więc ciężko utrwalić w pamięci poszczególne wydarzenia.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z „Kronikami Wardstone”, byłam nieco zawiedziona, gdyż pierwsze części były zdominowane przez czarownice. Cieszę się, że Joseph Delaney przełamał tę passę i w kolejnych tomach wprowadził nowe stwory i wrogów Hrabstwa. W „Krwi Stracharza” mamy do czynienia z wierzeniami prosto z Rumunii. Muszę przyznać, że transylwańskie poczwary zostały interesująco przedstawione i są jednymi z ciekawszych istot ukazanych w serii. Dodatkowym plusem było to, że posiadałam „Bestiariusz Stracharza”, w którym opisano maszkary występujące także w „Krwi Stracharza”. Dzięki kompendium mogłam dowiedzieć się o kilku niewymienionych w 10 tomie faktach na temat tychże stworów.

„Krew Stracharza” nie jest bezcelową rąbanką, której bohater ma za zadanie rozpłatać parę gardeł. Gdyby książka obracała się tylko i wyłącznie wokół bitew, krwi i zemście, to uznałabym ją za bardzo przeciętną nowelkę. Jednak Joseph Delaney i tutaj spisał się na medal. Tomem targają przeróżne emocje, a on sam nie jest bez wad. Każdy popełnia błędy, więc i uczeń stracharza okazuje swoje słabości. Gdyby nie to, „Krew Stracharza” nie nabrałaby charakteru, a cała powieść wydawałaby się niedopracowana i bezsensowna.

Niestety mam zastrzeżenia do wydania tegoż tomu. Mimo że wydawnictwo zawarło małą mapkę, krótki opis postaci oraz szkice symboli strycharza, to jednak nie wszystko było idealne. Niektóre strony były wyblakłe, a inne, wręcz przeciwnie, zawierały za dużo tuszu. Natomiast między 21 a 23 rozdziałem nie ma 22. Nie jestem jedyna – spotkałam się z wieloma opiniami czytelników, którzy także nie byli zadowolenia z wydania powieści.

„Krew Stracharza” trzyma poziom swoich poprzedników. Joseph Delaney po raz kolejny udowodnił, że potrafi zaciekawić czytelnika, a także zaskoczyć fabularnie. Myślę, że fani „Kronik Wardstone” nie zawiodą się, a ten tom tylko rozbudzi wyobraźnię.

Za możliwość przeczytania "Krwi Stracharza" dziękuję wydawnictwu Jaguar

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

Komentarze

  1. Nie miałam przyjemności zapoznać się z żadną z części tej serii :) Ale brzmi dosyć ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałem dopiero pięć tomów, więc drugie tyle przede mną. Niestety nigdzie nie mogę dostać już szóstego tomu w twardej okładce, a przeszukałem cały Internet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała seria Delaney'a jest genialna. :) Może zapytaj się wydawnictwa lub poszperaj na allegro.

      Usuń
  3. Między 21, a 23 rozdziałem nie ma 22 rozdziału to prawda. Po 21 rozdziale następuje od razu 22, potem 23, 24, 25, 26. Rozdziałów jest jednak 25, więc to całe szczęście tylko błąd numeracji :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

#74 Recenzja: Zamek z piasku

Stosik sierpniowy

1/ 2016 Konkurs