31.12.2018

3 w 1 Stosik , Podsumowanie , Postanowienia

Zimowy stosik - podsumowanie roku 2018 - postanowienia na rok 2019
Hey, dziś chciałabym Wam pokazać zimowo - świąteczne książki, które są dostępne u mnie w domowej biblioteczce. Akurat jest taki czas kiedy można się z nimi zapoznać.  Większą część z nich już znam.


Trylogia Drżenie - Maggie Stiefvater

Drżenie Pierwszy tom bestsellerowej trylogii, utrzymujący się ponad 40 tygodni na liście bestsellerów „New York Timesa”.
Chłód. Grace od lat obserwuje wilki w lesie za domem. Złotooki wilk uważnie jej się przypatruje. Grace wydaje się, że dobrze go zna, ale nie ma pojęcia dlaczego.
Ciepło. Sam ma dwa życia. Zimą jest wilkiem i z ukrycia opiekuje się ukochaną dziewczyną. Latem, jako człowiek, nigdy nie odważył się na rozmowę z Grace. Aż do teraz…
Drżenie. Dla Grace i Sama miłość zawsze była czymś odległym. Jednak gdy się ją spotka, nie można przed nią uciec. Sam musi walczyć, by pozostać człowiekiem. Grace musi walczyć, by mu w tym pomóc. Nawet jeśli oznacza to rozdrapywanie ran z przeszłości, niepewną teraźniejszość i przyszłość, która wydaje się niemożliwa.
Jeśli podobał wam się "Zmierzch", pokochacie "Drżenie"!

Niepokój Drugi tom niezwykłej trylogii. Przyszłość ma to do siebie, że lubi zaskakiwać…
Miłość. Grace i Sam nareszcie mogą być razem, chociaż muszą walczyć o swoje uczucie. Walczyć z przeszłością, o której trudno zapomnieć. Z przyszłością, której trzeba stawić czoła. I z rodzicami Grace, którzy nie rozumieją miłości.

Zmagania. W mieście pojawia się nowy wilk, Cole. Pełna bólu, cierpienia i tajemnic przeszłość sprawia, że zmaga się sam ze sobą: nie chce już nigdy być człowiekiem – woli pozostać wilkiem. Na zawsze.
Niepokój. Przyszłość staje się coraz bardziej niepewna, gdy wydarzenia z przeszłości dają o sobie znać. Czy coś może rozdzielić Grace i Sama? I jaką rolę w życiu bohaterów odegra Cole?

Ukojenie Trzeci tom bestsellerowej powieści Drżenie.
Zbliża się polowanie, czy ktoś uratuje wilki...? Współczesna powieść o wilkołakach? Tak! A w niej nie tylko wielka miłość, ale także pożegnania i śmierć, ból niezrozumienia i niemożność bycia razem. Grace i Sam spotykają się w „Drżeniu”. W „Niepokoju” walczą o to, żeby być razem. W „Ukojeniu” ich życiu zagraża prawdziwe niebezpieczeństwo. Stawka staje się coraz wyższa. Zaczyna się polowanie na wilki… Sam zrobi dla Grace wszystko. Ale czy jeden człowiek i jedna miłość mogą naprawdę zmienić wrogi świat? Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zderzają się ze sobą w jednej chwili – chwili śmierci lub powrotu do życia. Czy bohaterowie naszej sagi wreszcie odnajdą ukojenie?


Kolejne dwie to znajome mi książki: 

Richard Paul Evans ''Hotel pod jemioła'' Nawet w najbardziej szarym życiu może zdarzyć się historia jak z najpiękniejszej powieści.
Kimberly prawie się poddała. Śmierć matki, dwukrotnie zerwane zaręczyny i nieudane małżeństwo sprawiają, że nie wierzy już w szczęście. Pozwala sobie tylko na jedno marzenie – pragnie napisać powieść o miłości.
W urokliwym hotelu "Pod Jemiołą" organizowany jest kurs dla początkujących pisarzy. Kim poznaje tam tajemniczego Zeke’a, z którym nawiązuje wyjątkową więź. Taką, jaka zdarza się tylko ludziom, którzy podobnie patrzą na świat.
Czy przypadkowe spotkanie będzie dla Kimberly początkiem wielkich zmian?
Czy do najważniejszej powieści – jej własnego życia – los dopisze szczęśliwe zakończenie?
Hotel pod Jemiołą" to wyjątkowy prezent od Richarda Paula Evansa. Tym razem bestsellerowy autor przypomina, że jeśli nie tracimy wiary, najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami.


 Czas cudów , czyli opowieści pod jemiołą
J.D. Bujak, Carla Mori, Joanna Jax, Joanna Pypłacz, Małgorzata Falkowska, Diane Rose, Patrycja May, Anna H. Niemczynow, Łucja Wilewska
Podaruj najbliższym historie, które niczym zapach świątecznego piernika magicznie wypełnią wasze serca... Zbiór dziesięciu ciepłych opowieści, których tematyka związana jest ze świętami Bożego Narodzenia. Współautorkami są głównie pisarki reprezentujące szeroko pojętą literaturą obyczajową (Małgorzata Falkowska, Anna Harłukowicz-Nieczynow, Joanna Jax, Patrycja May, Diane Rose, Beata Schoenmakers, Łucja Wilewska), ale także pisarki kojarzone dotąd z literaturą grozy, które zaprezentują swą twórczość w nowej odsłonie (Joanna Dorota Bujak, Carla Mori, Joanna Pypłacz). Te czasem zabawne, czasem nostalgiczne historie pokazują z różnych perspektyw i w odmiennych stylistykach magię towarzyszącą świętom. Choć nie zawsze są one pasmem jedynie szczęśliwych chwil, z pewnością jest to czas cudów, kiedy wszystko może się odmienić.


Zimowe serce Belinda Jones  Wyobraź sobie, że budzisz się w śnieżnej kuli... 
Właśnie tak czuje się dziennikarka Krista po przyjeździe do Quebec, gdzie ma zrobić reportaż o Zimowym Karnawale.
Zimne dotychczas serce Kristy mimo dziesięciostopniowego mrozu zaczyna powoli topnieć, kiedy odkrywa zaczarowany świat pełen lodowych pałaców, psich zaprzęgów i smakołyków z syropem klonowym. I w końcu spotyka Jacques'a – mężczyznę równie przystojnego i szorstkiego, co tajemniczego... Obydwoje dzielą sekret, który mógłby ich połączyć na zawsze. Jednak czy uda im się znaleźć sposób, żeby skruszyć lód serc i rozgrzać tę zimową krainę?


Dwanaście niedokończonych snów Natasza Socha Zimowy wieczór jest senny, magiczny i pełen cudów. Jak życie…
Momo ma dwadzieścia osiem lat i żyje w gorsecie własnych ograniczeń. Nie pije kawy, nie patrzy ludziom w oczy, nie kupuje kolorowych ubrań, boi się podróżować. Ma za sobą nieudane małżeństwo i skomplikowane relacje z ojcem. Jej światem jest sztuka – Momo projektuje biżuterię i meble z recyklingu.
I wtedy pojawiają się sny. Są jak pomost łączący noc z dniem. Próbują jej coś powiedzieć, kłują palcem, puszczają oko. Stają się pośrednikiem między Momo a prawdziwym światem, który ją otacza. Wyznaczają jej kolejne zadania, które musi wypełniać, żeby pójść dalej. Czas kończy się wkrótce...
Kim jest osoba, na którą podświadomie czeka?

Dwie ostatnie postaram się przeczytać i wszystko Wam ładnie opisać na blogu. Które z pozycji książkowych znacie lub macie w planach poznać? Macie jakieś gotowe stosiki na nowy rok?

A teraz mam coś dla Was, co może Was zaskoczyć. Nigdy nie próbowałam robić podsumowania roku wraz ze stosikiem, ale wydaje się to być ciekawym połączeniem.
Rok 2018 był rokiem zmian na blogu. Powstały zakładki, które nie są ukończone, bo zabrakło mi i weny i czasu. Moja wina, ale postaram sie nad tym popracować. Chcę ten blog tworzyć nie tylko dla siebie, ale oczywiście też dla Was. 

Ilość przeczytanych książek: 17 - oj Justyna źle, bardzo źle czas to naprawić
Ilość stron: 5280

Książka przeczytana w najkrótszym czasie: 
 Richard Paul Evans ''Ścieżki Nadziei'': 1 dzień



Najlepsze Książki Roku 2018:

Polskie
Agnieszka Lis ''Jutro będzie normalnie ''
Agnieszka Lis ''Samotność we dwoje''
Anna Bellon ''Zaufaj mi''
Marta Osa ''Róża Bratki i wariatki''


Zagraniczne:

Richard Paul Evans ''Hotel pod jemioła''
Hannah Shah ''Niewierna córka''


Zaskoczenie Roku 2018:


Agata Adamska ''Łowca Czterach żywiołów ''

Statystyki do 2018 roku

Ilość postów w roku 2018: 12

Ilość odwiedzin na blogu:
-Liczba wyświetleń dzisiaj: 53
-Liczba wyświetleń wczoraj: 71
-Liczba wyświetleń w ostatnim miesiącu: 1904
-Łączna liczba wyświetleń: 126 856

Ilość komentarzy: 87
Ilość polubień: 1213

Najczęściej komentowany  i  odwiedzany post:

.
Komentarzy: 19
Odwiedzin: 321

Postanowienia na rok 2019

Wiem, że ten wpis może Was zaskoczyć - 3 w 1. Zawsze to były osobne . Ale na ten post to coś nowego... więc mam nadzieje że się Wam spodoba.
A teraz czas na zmiany, na nowy rok i czas Wam je przedstawić.
P.S. Wiem, w roku 2018 byłam tu mało aktywna, ale to się zmieni.

1 . Aktywność na Facebooku i Blogu.
2. Zdobycie nowych współprac, więc proszę wydawnictwa i autorów o zgłaszanie się. Jestem otwarta na propozycje książkowe, wywiady, tematy książkowe. 
3. Więcej czytać - bo w roku 2018 trochę to zaniedbałam, ale to się zmieni.
4. Własne zdjęcia w postach do recenzji i nie tylko (wyjątek - gdy nie będę miała danej książki w swojej biblioteczce. 

5.Planować kolejne wpisy.
6. Rozkręcić bloga i Facebooka. Proszę Was o wsparcie i pomoc. 
1 komentarz, 1 obserwacja, 1 polubienie na blogu bądź Facebooku jest dla mnie większą satysfakcją i motywacją od Was. Dziękuję za to, że jesteście i czytacie, to co piszę. 

 7. Nadrobić jak największe zaległości.

Szcześlwego Nowego Rok 2019 - czas zabrać się do pracy nad tworzeniem nowego roku i dziękuję autorom i wydawnictwom za zaufanie.
Liczę, że ten wpis wam się spodoba. Pierwszy raz połączyłam tyle wątków w jeden post.
Pozdrawiam serdecznie Nadine - Justyna

23.12.2018

Święta Święta z ....

Najważniejszy czas to ten, który  jest przed nami, ten który możemy dzielić z naszymi bliskimi. Jest on co roku dla nas czymś wyjątkowy. Nasze kochane autorki pozwoliły opublikować mi to jak one spędzają święta. Każde są inne, wyjątkowe. Mam nadzieję, że ta forma Wam się spodoba. Czekamy na opinie. Czas Bożego Narodzenia to magiczny czas, na który co roku czekają wszyscy, czas magii. Kłótnie i złe emocje są odkładane  , wtedy liczy się tylko czas miłości, zrozumienia. Każda autorka opisała to tak cudownie, że nie można się oderwać od lektury… Więc w ten wigilijny wieczór zapraszam. Spędzimy go razem z Sabiną Waszut, Anną Klejzerowicz,Izabelą Frączyk,Anitą Scharmach , Jolantą Kosowską, Mariolą Sternahl



Ważne jest to, co niezmienne 


Odkąd pamiętam święta Bożego Narodzenia były dla mnie czasem magicznym i niezwykle radosnym. W domu, z którego pochodzę pielęgnowało się tradycje i obyczaje. Chyba właśnie ta powtarzalność pewnych czynności, rytuały, które towarzyszą Bożemu Narodzeniu są dla mnie najważniejsze.
Teraz, gdy sama jestem mamą, staram się, aby właśnie w taki sposób zapamiętały ten czas moje dzieci. Pewne rzeczy są niezmienne i takimi powinny pozostać.
Choć tradycyjnie choinkę stroiło się dopiero w wigilijny poranek, my dekorujemy dom już kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Jest to jedna z moich ulubionych, przedświątecznych czynności. Jeżdżę do sklepów, wybieram, zamawiam i sama robię dekoracje. Potem siadam w fotelu i jak dziecko zachwycam się bombkami i stroikami.
W worku z naszymi świątecznymi zwyczajami są też coroczne odwiedziny katowickiego rynku, podziwianie dekoracji na jarmarku i skosztowanie piernika z tamtejszej kawiarni. Udział w „Świątecznej Paczce” to dla nas również ważny element Świąt.
Ponieważ Boże Narodzenie spędzamy najczęściej u moich rodziców, menu wigilijne nie zmieniło się od czasów, gdy sama byłam dzieckiem. Jest zatem zupa rybna z kaszą manną i grzankami, karp z ziemniakami, kapusta z grochem, makówki (czasem makowiec) i oczywiście ulubiony kompot z suszonych owoców. Mój maż wprowadził na nasz wigilijny stół barszcz z uszkami.
Co prawda karp nie pływa już w wannie, ale akurat z tej zmiany wszyscy jesteśmy zadowoleni.
Nietypową tradycją naszego domu, jest dzielenie się opłatkiem dopiero po kolacji wigilijnej. Całkiem niedawno, zbierając materiały do „Rozdroży”, odkryłam, że zwyczaj ten wywodzi się z regionu pszczyńskiego, a właśnie tam moja babcia mieszkała i pracowała podczas wojny. Widocznie, z jakiegoś powodu postanowiła ten obyczaj kultywować.
Wigilijny wieczór jest dla nas czasem bardzo uroczystym. Przygaszone światło, wyłączony telewizor i radio, odświętne ubiory. Obie z mamą staramy się, aby ten jedyny wieczór w roku, był po prostu piękny.
Na Śląsku prezenty pod choinkę przynosi Dzieciątko. Kiedyś dzieci zostawiały dla niego odrobinę cukru na parapecie. Dziś wystarczy, że najmłodsi będą nasłuchiwać dźwięku dzwoneczków.
Prezentów pod choinką jest dużo. Wszyscy się wzajemnie obdarowujemy.
Choć ostatnio tyle się mówi o walce z konsumpcjonizmem, w grudniu daję sobie zezwolenie na drobnę szaleństwa. Uwielbiam przedświąteczną atmosferę. W te dni czerpię przyjemność nawet ze świątecznych piosenek płynących z głośników galerii handlowych.
Z całą pewnością jesteśmy rodziną, która kocha Święta. Zarówno te nieco kiczowate i rozkrzyczane, których pełne są ulice, jaki i spokojne i nieco zadumane w naszym domu. To czas, który budzi we mnie najpiękniejsze wspomnienia, dbam oto, aby moja rodzina również miała ich mnóstwo.

Wesołych Świąt.
Sabina Waszut



W naszym domu święta są tradycją świecką, rodzinną. To jedyna okazja w roku, kiedy możemy spotkać się wszyscy razem, w najbliższym gronie, aby wspólnie próbować wspaniałych wigilijnych potraw, rozmawiać i słuchać dobrej muzyki - nie tylko kolęd, choć te są piękne. Potrawy przygotowujemy z podziałem na role, moją specjalnością jest bigos i sałatka. Nie szalejmy za bardzo, na stole znajdą się jeszcze dwa barszcze – czerwony i grzybowy na kwaśno, z uszkami – poza tym ryby, sery, makowiec, pierniki, pomarańcze i marcepany. Wystarczy, by stworzyć świąteczny nastrój.
Choinka symboliczna, płonący kominek, do tego tradycyjnie prezenty książkowe. Wszyscy dużo czytamy. Zwierzaki świętują razem z nami, a jest ich w naszej rodzinie wiele. Ludzkim głosem mówią zawsze, więc nie oczekujemy od nich tego  wyłącznie o północy. Gdy sypie śnieg – obowiązkowy wieczorny spacer, potem dobra lektura. Magiczny czas, cieszmy się nim. Radosnych Świąt!


Anna Klejzerowicz


Iza: Wiesz co? Właśnie włączył mi się przedświąteczny stres. Zawsze tak mam, że na kilka dni przed świętami zaczynam odczuwać niepokój.

Jagna: Z czym konkretnie?

Iza: Że nie zdążę, w sensie, że przy gotowaniu mi coś nie wyjdzie, że czegoś zapomnę, choć się to nigdy nie zdarzyło, że coś jeszcze w międzyczasie zawalę i że komuś prezent nie siądzie. Starczy?

Jagna: Wcześnie Cię z tym stresem naszło w tym roku :)

Iza: To wszystko przez faceta z warzywniaka, w którym zawsze robię zakupy. Sprezentował mi dziś susz na wigilijny kompot. Wiesz jak ja nie cierpię tego kompotu?! Taki mętny i ciepły…, i te sflaczałe owoce. A fuj!  Aż mnie potelepało na samą myśl.

Jagna: To po co go robisz?

Iza: Bo Zbysiu uwielbia :) A ja uwielbiam zapach tego suszu. To mój ulubiony świąteczny zapach. A ty masz jakiś ulubiony? Z czym najbardziej kojarzą Ci się święta?

Jagna: Z czym najbardziej kojarzą mi się święta? Ha! Trudne pytanie, ale podejrzewam, że nie będę oryginalna, jeśli powiem, że ze świątecznym jedzeniem. Od najmłodszych lat miałam tak, że gdy tylko napłynęły pierwsze zapachy bigosu, to pchałam się do kuchni i nie dawałam się mamie ścierą przepędzić. Kulminacyjnym punktem kuchennej okupacji było oczywiście wylizywanie łopatek od miksera z kremu, który mama szykowała do wigilijnego tortu makowego. Czasy były, jakie były, słodyczy jak na lekarstwo, więc trudno się specjalnie dziwić 😀

Jednak nie to było najważniejsze. Najważniejsze na świecie były wigilijne pierogi z kapustą. Kiedyś z kuzynem (a mieliśmy może po 10 lat) zrobiliśmy zawody, które z nas zje ich więcej. Gdzieś po piętnastym straciliśmy rachubę, po czym ja opadłam na krzesło i myślałam, że zaraz pęknę, a on spokojnie zaatakował śledzie. Konsumował dłuższy czas, po czym nagle zzieleniał i poleciał truchtem do łazienki. W pewnym sensie można powiedzieć, że wygrałam, bo kuzyna z konkursu wykluczył niedozwolony doping w postaci śledzi 😀

Iza: Nie no, takich jazd to u mnie nie było :) Ale generalnie pierwsze skojarzenie to karp po żydowsku. Mniej więcej w co drugiej mojej książce bohaterka przyrządza go na Wigilię. No i oczywiście barszcz z uszkami, choć barszcz sam w sobie na naszym stole gości dość często, ale komu by się chciało lepić uszka w lipcu? Choć jestem osobą zapobiegliwą i już w wakacje obmyślam, co komu kupić pod choinkę  :) A tak na marginesie, kiedy przestałaś wierzyć w Mikołaja?

Jagna: Ty wiesz? Dokładnie nie pamiętam, więc to musiało być wcześnie. Mam w głowie jedynie taką migawkę, że tuż przed Wigilią zadzwonił telefon. Pamiętam go. Taki żółciutki i oczywiście z tarczą :) Mama mnie zawołała mówiąc, że Mikołaj dzwoni. I w telefonie rozległ się tubalny głos, którego się tak przestraszyłam, że mało w gatki ze strachu nie narobiłam. W ten sposób sąsiad (o czym dowiedziałam się długi czas po tej rozmowie) zapisał mi się w głowie traumą telefoniczną 😀

A jak było u Ciebie? Ej, a tak mi się skojarzyło, w Krakowie to pod choinkę Aniołek prezenty przynosi?

Iza: Ja zawsze zaliczałam się do tych łatwowiernych i naiwnych, więc wierzyłam dość długo. Nie pomogły nawet sensacyjne doniesienia od koleżanek, przedwcześnie uświadomionych przez starsze rodzeństwo. Ja wiedziałam swoje i z wypiekami na twarzy co roku układałam na parapecie list i grzecznie czekałam na prezenty. Do myślenia dało mi dopiero pewne zdarzenie u mojego kolegi, którego pewnej nocy z piątego na szóstego grudnia obudziły przekleństwa i hałas. Jak się okazało, przed snem nie odstawił tornistra na miejsce, a jego ojciec idąc po omacku z prezentami, potknął się o tornister i jak długi runął na podłogę. Przy okazji facet złamał sobie rękę i zmiażdżył część prezentów. Tak więc następnego roku postanowiłam sprawdzić, co jest grane z tym Mikołajem i nic nikomu nie mówiąc napisałam list i jak zwykle położyłam go na parapecie. Zazwyczaj znikał po kilku godzinach, tym razem leżał kilka dni. Znikł dopiero wtedy, gdy mama wyraziła swoje „zaniepokojenie” i zapytała czy napisałam już list. Powiedziałam, że list leży i czeka od tygodnia. No i cała   sprawa się rypła, bo list wyparował w pół godziny :) Później wystarczyło już tylko sprawdzić szafki.

A w temacie Aniołka, to niby kto ma przynosić prezenty pod choinkę? Mikołaj przychodzi 6 grudnia, więc to nie może być w kółko jeden i ten sam gość.  Choć z dwojga złego zawsze to lepsze niż jakiś Gwiazdor :)

Skoro już jesteśmy przy świątecznych regionalizmach, to jaką w Warszawie jada się zupę w Wigilię? Dasz krótki przepis?

Jagna: W Warszawie trwa odwieczna walka czerwonego barszczu i grzybowej :) U nas w domu rozwiązało się sprawę tak, że w Wigilię podajemy jedno i drugie. Czerwony barszcz oczywiście z uszkami a grzybową z makaronem. Barszcz jak barszcz, ale grzybowa musi być esencjonalna i czarna jak smoła. Już od sezonu grzybowego zbieramy na nią tzw. „smak”. Oznacza to po prostu tyle, że po każdych gotowanych grzybach koncentruje się pozostały wywar i mrozi. W przeddzień Wigilii się te wszystkie zapasy wyciąga, wrzuca do gara, dolewa wody, dodaje przemysłowe ilości suszonych grzybów oraz cebulę i dość długo gotuje. I to właściwie, po pierogach, jest moją ulubioną potrawą. Co nie znaczy, że gardzę barszczem z uszkami 😀

Chociaż i tak najważniejsze są prezenty i w cywilizowanych miejscach przynosi je Mikołaj, a nie żaden Aniołek 😀

A pamiętasz swój prezent marzeń? Taki, że aż Cię zatkało wrażenia? U mnie to był chomik, konspiracyjnie przechowywany u sąsiadów. Myślałam, że się posikam z radości jak znalazłam go pod choinką. Autentycznie zatkało mnie z radości. Mojego kota też 😀

Iza: To były narty, ale przy tej okazji zatkało mnie na dłużej z innego powodu… Miałam wtedy może 3-4 lata, gdy przyszedł do mnie św. Mikołaj z obstawą w postaci diabła i anioła. Mikołaj był prawdziwy. Biskup jak trzeba, nie jakiś pajac z koncernu. Anioł był cudowny, miał prawdziwe skrzydła i blond włosy, ale najlepszy z tej trójki był diabeł.  Na rogach miał mrugające czerwone lampki. Cały czas chodził po przedpokoju. Jedną ręką kręcił młynki ogonem, drugą potrząsał brzęczącym łańcuchem.  Dałabym głowę, że miał nawet kopyta! Tak mnie zamurowało z wrażenia, że wypuściłam powietrze dopiero jak wyszli. Po latach dowiedziałam się, że byli to aktorzy z teatru Bagatela, zatem pełna profeska.  Dorosły by się nabrał :) Pamiętam tego diabła, wymarzone narty, które wtedy dostałam i konsternację Mikołaja, jak na jego standardowe pytanie, czy byłam grzeczna, uczciwie powiedziałam, że nie za bardzo, i że nadal obgryzam paznokcie :)

Drugim, niestety już nie tak miłym, wspomnieniem pozostaje w mej pamięci widok prezentów pod choinką w Wigilię, w stanie wojennym. Mama stanęła wtedy na głowie i skądś wytrzasnęła prezenty, ale nie miała ich w co zapakować, więc zapakowała wszystko w wymięty szary papier i w gazety.  Może właśnie dlatego teraz godzinami ślęczę przy pakowaniu prezentów, choć dziś najlepiej kupić ozdobne torby i załatwić sprawę w kilka minut.  Ciekawe, jak u Was? Papier czy ozdobna torebka? Łatwizna, czy męka dla bliżej nieokreślonej idei? 😀

P.S. Jakoś strawię tę aluzję, w tym słabo zawoalowaną dyskredytację Krakowa oraz Aniołka. W końcu idą Święta i należy być dobrym dla bliźnich. Na szczęście nie przychodzi do nas Dziadek Mróz i z tego należy się cieszyć

Jagna: Tu się zgadzam. Dziadek Mróz niech w Rosji siedzi 😉 A z tym pakowaniem prezentów to różnie u mnie bywa.  Z natury jestem estetką i lubię rzeczy ładne, ale przed świętami jest tyle do roboty, że czasami ratuję się torbami. Gazet w każdym razie, jak żywo, nie pamiętam

Poza tym wyznaję zasadę, że wstążeczka zawsze ratuje sytuację. W zeszłym roku się zawzięłam na piękne pakowanie. Spędziłam nad tym parę godzin, ale efekt był imponujący: ładny papier, piękne wstążki i nawet gałązki choinkowe. Normalnie żałuję, że zdjęć nie porobiłam :)

A jak już tak temat choinki wypłynął, to muszę Ci powiedzieć, że absolutnie nie uznaję sztucznej. I nawet nie o wygląd chodzi, tylko o ten zapach. Jeśli w domu nie pachnie choinką, to tak, jakby świąt nie było. I pewnie sobie naiwnie teraz pomyślałaś, że skoro jestem zamiłowaną estetką, to i moja choinka się elegancko prezentuje. Otóż nic bardziej błędnego. Moja choinka to totalny bazar obwieszony bagażem sentymentalnym 😀

Czego tu nie ma! Koślawe łańcuchy z kolorowego papieru produkowane przez kolejne pokolenia dzieci, zabawki choinkowe rodem z PRL-u i nawet papierowy paw, którego z pomocą mamy skleiłam, gdy miałam z pięć lat. Jest tak obleśny, że przez całe święta toczymy z mężem wojnę. Ja pawia montuję na samym froncie a Piotrek po cichu go wrzuca na tył choinki. No to ja go znów na widok wystawiam. I tak przez całe święta aż do dnia rozebrania choinki, gdy ów koszmarny paw ląduje na kolejny rok w kartonie z bombkami 😀

Niech zgadnę! U Ciebie jest elegancko i choinka posiada konkretny zestaw kolorystyczny, zgadłam? :)

Iza: Niezupełnie. Posiada kilka zestawów kolorystycznych :) Co roku kto inny decyduje w jakim kolorze lub zestawie kolorystycznym ubrana będzie choinka, więc co roku jest inaczej. Odnośnie samej choinki, to niestety ostatnimi laty mamy sztuczną. Po pierwsze, od wielu lat wyjeżdżamy na narty już w pierwszym dniu świąt, więc zawsze po powrocie do domu już w styczniu, zastawaliśmy zasuszonego drapaka. Swoje dołożyły również zwierzęta. Psu tak pachniało ogrodem i lasem, że nieraz potrafił się zapomnieć i centralnie choinkę obsikać, ale to jeszcze pół biedy. Najbardziej w kość dają koty. Szajbie kilka razy zdarzyło się choinkę przewrócić, bo się na nią wdrapała. Wprawdzie ostatnio na zimę tyje i przybiera formę kulistą, więc już nie za bardzo jej się chce latać po drzewach, ale kto ją tam wie. Natomiast Kapsel, na widok choinki i ozdób, dostaje kompletnego świra. Przy nim żadna choinka by nie przeżyła, gdyby moja córka nie doznała olśnienia, że koty nie lubią zapachu cytrusów. Ususzyłam zatem w piekarniku plastry pomarańczy i udekorowaliśmy nimi choinkę. Patent zadziałał, bo koty obraziły się na amen i nawet do niej nie podeszły, więc w tym roku znów będzie u nas cytrusowe drzewko :)

Pomału będę już kończyć, bo kuchnia mnie wzywa i trzeba ruszyć do garów,  Wam oraz wszystkim naszym wspaniałym czytelnikom i sympatykom złożyć życzenia zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

ZRODŁO
http://swiezonapisane.pl/swieta-swieta/?fbclid=IwAR2ztCczd7MfotbihOXqHmnjYI2xtZLhR6Rdg65nuz5Z0Shgb3PUPn1RgMY

Izabela Frączyk

Jest to świąteczny felieton udostepniony za zgodą Autorki


Kiedy byłam dzieckiem Wigilię Świąt Bożego Narodzenia obchodziło się w domu rodzinnym mojego Taty.  Babcia, Dziadek i my, nasza czwórka, rodzice, brat i ja. Magia Świąt w oczach dziecka…  W kominku iskrzył się ogień a za oknami sypał śnieg. Choinka ubrana w ususzone plasterki cytryny, pierniki i kolorowe wstążki. Cała pokryta włosem anielskim, wspaniale błyszczała.  Stół pokryty wymaglowanym, śnieżnobiałym obrusem przystrojony był stroikiem, na środku którego znajdowała się świeca. Siedem talerzy z porcelanowej zastawy Babci, przykrytych było haftowanymi przez Babcię Ulę chusteczkami. Obok nakrycia błyszczały wypolerowane sztućce.
W niewielkim domu dominował zapach zupy grzybowej… Całymi swoimi zmysłami chłonęłam tę chwilę. Ciepło kominka, widok choinki i zapach zupy.
Od tego czasu minęło wiele lat. Nie ma już z nami ani Babci ani Dziadka, ani też mojego Brata, jednak zawsze są wspomnienia.  Teraz, kiedy z moim mężem, dziećmi, rodzicami moimi jak i rodzicami mojego męża siedzimy przy Wigilijnym Stole w naszym domu, wymieniamy imię mojego brata. Żyje we wspomnieniach, w naszych sercach. Moja córka kiedyś zapytała mnie, dlaczego stawiamy dodatkowe nakrycie. Wyjaśniłam jej, że to dla zbłąkanego wędrowca, choć dawniej wolne miejsce było zostawiane dla zmarłych. A ja mocno wierzę, że tą zbłąkaną duszą może być mój brat. Może patrzy na nas i cieszy się, że choć na chwilę może być z nami.
Dużo pracy wkładam w ustrojenie stołu. Staram się odtworzyć ten stół z domu dziadków. Oczywiście nie mam tak pięknie haftowanych chusteczek, w ich miejsce stawiam porcelanowe aniołki, które są „trzymadłem” do serwetek. W moim domu są to jednorazowe chusteczki z akcentem świątecznym. Zastawa też nie jest babcina, ale kiedy wybierałam swoją w sklepie, starałam się dobrać taką, która najbardziej ją przypominała.
Po przełamaniu się opłatkiem i spożyciu wigilijnej wieczerzy, dzieci zacierają ręce do otwierania prezentów, które już czekają ułożone pod choinką. Uśmiech ciśnie się na usta na samo wspomnienie. Czasami staranne rozpakowywanie, czasem rwanie papierów i ten zachwyt (szczególnie u młodszych dzieci), serce robi zdjęcie i zatrzymuje tę chwilę na zawsze. Wspólne śpiewanie kolęd, Ci bardziej uzdolnieni niekiedy solo, jeszcze inni zachęceni przez rodzinę, biorą w ręce instrumenty i tak w naszym domu rozbrzmiewają skrzypce, gitara a i cymbałkom się czasem poszczęści.
To magiczne chwile, pełne wiary na lepsze jutro. I tak jak kiedyś sama chłonęłam wigilijny czar, teraz widzę z jakim przejęciem na tę chwilę czekają moje dzieci. Mimo upływu czasu, dzieci nie siedzą przed komputerami a ich telefony komórkowe głęboko schowane są do szuflady czekając na swój czas. Tak jak kiedyś ja ze swoją mamą, tak teraz moje dzieci ze mną pieką ciasteczka, dbają o ład i porządek w swoich pokojach. Razem stroimy drzewko, razem wypisujemy kartki swoim bliskim.  Razem też dbamy o bezdomne zwierzęta i to nie tylko w okresie Bożonarodzeniowym. W tym roku szyłyśmy nakrycia na poduchy do kocich domków. Już są nimi ładnie obłożone, a kocie istoty, już zagrzewają na nich miejsca.
Korzystając z okazji chciałabym złożyć życzenia Państwu zdrowych, wesołych Świat Bożego Narodzenia, dużo empatii i uśmiechu. Zadbajmy o to, aby sąsiad obok miał z kim podzielić się opłatkiem. Tylu wokół samotnych ludzi…
Wesołych Świąt
 Anita Scharmach


Od wielu już lat moje Święta rozpoczynają się w pewnym sensie z pierwszą niedzielą Adwentu, kiedy w oknach rozświetlają się łuki adwentowe, choinki kuszą w ogrodach różnobarwnymi lampkami, a w wielu miejscach w Dreźnie rozpoczynają się Jarmarki Bożonarodzeniowe. Wszyscy zaczynają życzyć sobie wszystkiego najlepszego na każdą kolejną niedzielę Adwentu.  Jarmarków jest kilka. Zależnie od nastroju można odwiedzić Striezelmarkt, Jarmark Augusta, Jarmark Średniowieczny, Jarmark Romantyczny… Zewsząd dobiegają kolędy, w powietrzu unosi się zapach prażonych orzechów i karmelu, pierników i grzanego wina… Stragany kuszą szklanymi aniołkami, kolorowymi gwiazdami, olbrzymimi bombkami, bożonarodzeniowymi piramidami z drewna… Tysiące świateł, setki barw, zapach świec i kadzidełek, unosząca się w powietrzu radość.  W Saksonii radość oczekiwania jest bardzo ważna. Dla prawdziwych Saksończyków ten okres przedświąteczny jest najważniejszy. Na Starym Mieście koncertują szkolne chóry, w kościołach rozbrzmiewają pieśni bożonarodzeniowe, wszędzie królują olbrzymie choinki. Nagle, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszechobecna staje się życzliwość i radość. Rozpoczyna się Bescherung, okres
podziękowań i bożonarodzeniowego obdarowywania. Piernikowe serduszka, własnoręcznie zrobione kartki świąteczne, domowe ciasteczka, pudełeczka, serwetki, drewniane aniołki, listy bożonarodzeniowe… Każda z tych rzeczy to mnóstwo ciepła, serca i wzruszeń.  Tak jest w Adwencie. Adwent spędzamy w Dreźnie. Na Święta jedziemy zawsze do Polski. Nie wyobrażam sobie inaczej. Niestraszne są nam kilometrami ciągnące się korki na autostradzie. Polacy z całej Europy, podobnie jak my, ciągną na Święta do ojczyzny. W tym roku jechaliśmy w strumieniach ulewnego deszczu. Deszcz rozmazywał światła samochodów. Wydawało się, jakby ciągnęła się przed nami niekończąca się czerwona wstęga  złożona z  setek samochodowych świateł. Do
rodzinnego Wrocławia dotarliśmy po wielu godzinach.  My spędzamy Święta tradycyjnie. W gronie rodzinny i przyjaciół, z choinką, z tradycyjną wigilią, z dwunastoma potrawami, z dodatkowym nakryciem na wigilijnym stole, z modlitwą, życzeniami, kolędami i pasterką, z prezentami pod choinką… Nie zapominamy też o naszych zwierzętach.  Czas nagle zwalnia, życie przestaje pędzić, w powietrzu unosi się zapach pierników i choinki, wokół jest ciepło od miłości, a my czujemy się szczęśliwi jak dzieci, czekając na Nowonarodzonego Jezusa.Życzę Wam kawałka nieba, które przyniesie Nowonarodzony Jezus.



Jolanta Kosowska


Święta Bożego Narodzenia



Cały rok czekamy na ten dzień,  kiedy do naszych drzwi nareszcie  puka Mikołaj. Wtedy już wiemy:  to już, już się zaczyna.  To właśnie od tej chwili każdy dzień wypełniony jest setkami kartek z życzeniami świątecznymi, a więc i setkami podpisów, bo przecież każda kartka do naszych partnerów handlowych oraz Klientów musi być własnoręcznie podpisana. Do tego  dochodzi pakowanie setek kalendarzy, dostarczanie ich na pocztę, kolejki i przerażone oczy Pani w okienku, która musi to wszystko przyjąć , zarejestrować i zadbać aby trafiło do adresatów. Jak widzicie w naszej Manufakturze w tym wyjątkowym okresie przedświątecznym praca wre jak w ulu a my czujemy się jakbyśmy byli małymi pomocnikami Świętego Mikołaja. Tyle prezentów trzeba przygotować, spakować i wysłać. Tyle serc trzeba uradować! A kiedy wszystko już wysłane i do Manufaktury nareszcie znowu powraca porządek i codzienna praca biurowa, wtedy czas dla rodziny.
Rodzina to wartość najwyższa jaką dane nam było od życia dostać a doświadczamy tego najbardziej podczas Świąt Bożego Narodzenia. Nasze dzieci wyniosły z domu tradycję, umiłowanie do zwyczajów wspólnego świętowania i co najważniejsze wiarę w cuda bożonarodzeniowe. Bo uwierzcie mi cuda istnieją.  Doświadczamy ich każdego dnia, i to niekoniecznie tylko w Święta. Jak zwykła mawiać moja Śp. Babcia: „Niech te święta trwają przez cały rok”. Dobrze wiedziała o czym mówi.
A teraz przejdę może już do całej organizacji naszych świąt i otaczającej je atmosfery. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale w tym okresie czuję to wyjątkowe bicie  serca, przepełnionego ogromną  ilością szczęścia, którą trudno ująć w kilka słów. W tym miejscu należałoby rozpocząć pisanie epopei. No dobrze, ale pomimo tej wyjątkowej aury muszę funkcjonować i wszystko zorganizować. Ale i ja ( nie tylko Święty Mikołaj ) mam wspaniałych pomocników i wszystko funkcjonuje jak  w starym, dobrym szwajcarskim zegarku.
Mniej więcej tydzień przed Wigilią Claus Senior oraz Claus Junior jadą po choinkę. Żywą. Jakżeby inaczej. Dom na Święta musi pachnieć „żywą”, „świeżą” sosną lub jodłą.  Inaczej cały czar pryska. Co roku z niecierpliwością czekam na ich powrót i co roku ( jeszcze się nigdy nie zawiodłam ) choinka jest jeszcze ładniejsza od poprzedniej. Nie wiem jak to działa ale działa. Do 23.12. drzewko stoi grzecznie na balkonie i czeka. Dzień przed Wigilią kiedy mama  przygotowuje 12 dań, albo i więcej,  na uroczystą kolację wigilijną, tata z synami zajmują się ustawieniem choinki w salonie i zamontowaniem  na niej światełek.
Nasze ozdoby choinkowe zbieramy od lat do skrzyń i do tej pory zrobiła się z tego bardzo oryginalna kolekcja, co roku wzbogacana o kolejne niezwykłe banieczki, zawieszki i takie tam różne drobiazgi 😊.

W tych skrzyniach znajdziecie aniołki i łańcuchy robione jeszcze własnoręcznie przez nasze dzieci, imbirowo – goździkowe  serce ze szkolnego kiermaszu świątecznego, szklane mikołaje, sarenki, krasnale, pajacyki, grajka ze skrzypcami, szklany bucik kopciuszka i szklane banieczki w różnych kolorach, anioły w różnej postaci, to jest: szklane, słomiane, dziergane na szydełku, porcelanowe i … papierowe, tak to te robione przez nasze dzieci w szkole. 
Ileż wspomnień związanych jest z tymi ozdobami, z każdą zawieszaną banieczką. Ubieranie drzewka trwa wiele godzin, choinka ma zawsze powyżej 3 metrów i zapełnienie jej ozdobami trwa wiele godzin. Później lameta, łańcuchy i nareszcie jest gotowa. Wtedy, to już cały dom pachnie świerkiem lub jodłą. Jeszcze szopka postawiona pod jedną z dolnych gałązek i anioł z pięknymi skrzydłami jako szpic.
Rozpoczyna się wielogodzinne oglądanie przystrojonej choinki a  salon nabiera zupełnie  innego klimatu. Tak jest co roku. Na to czekamy cały rok. I jest. Nareszcie jest. Ubrana, świecąca, pachnąca i pięknie przystrojona: świąteczna choinka.
Jak zwykle, wyjątkowo piękna i niepowtarzalna.
W międzyczasie w kuchni powstają pyszne tradycyjne dania: barszczyk z uszkami, pierogi z kapustą, kapusta z grzybami, karp w galarecie,  pstrąg w sosie miodowo-żurawinowym, sos grzybowy, kutia, sałatka jarzynowa, kilka rodzajów śledzi, ryba po grecku, buraczki z chrzanem i  chrzan ze śmietanką. Nie może zabraknąć pierników, makowców i serniczków z rodzynkami.
Kiedy zaczyna się robić ciemno, wszyscy już wypatrują pierwszej gwiazdki i wtedy siadamy do odświętnie przystrojonego stołu. Wedle starej tradycji polskiej przy stole wigilijnym nie może zabraknąć miejsca dla niespodziewanego gościa oraz sianka pod obrusem.
Kolację wigilijną rozpoczynamy tradycyjnym podzieleniem się opłatkiem i złożeniem sobie życzeń, które poprzedzone jest czytaniem Biblii. Na stole, na samym środku biała świeca adwentowa przypomina nam o wyjątkowości tego momentu, tej chwili, a Pan Jezus w żłóbeczku na sianie, symbolizuje każdego człowieka, który w tym dniu nie miał takiego szczęścia jak my, i nie dane mu będzie cieszyć się kolacją wigilijną. Solidaryzujmy się z takimi osobami, zauważmy je i podarujmy im chwile szczęścia i chwile miłości. Zastanówmy się, czy w naszym życiu jest chociaż jedna taka osoba, której moglibyśmy  pomóc?
W tym dniu wszystko jest wyjątkowe i tak samo wyjątkowo smakuje barszczyk wigilijny z uszkami i grzybami. Tego smaku, tego zapachu nie uzyskamy w  żaden inny dzień roku. Równie wyjątkowo smakują wszystkie kolejne potrawy.
W ten wieczór przepełniony dźwiękami kolęd, zapachem grzybów, ciast i pieczonej ryby czas płynie szybko, a dzieci co chwilę spoglądają w kierunku choinki, pod którą gwiazdor dla każdego z nas zostawił miły prezent.
I teraz wszyscy przenoszą się w inne miejsce, bliżej choinki. Co roku wybieramy inną osobę do rozdawania prezentów i co roku, mamy wspaniałą zabawę, ponieważ po rozdaniu, każdy musi otworzyć swój prezent i pokazać innym.
W domu unosi się atmosfera ciepła rodzinnego, radości, spokoju i szczęścia. Wspólnie spędzany czas przeplatany jest spożywaniem pysznych posiłków, tak starannie przecież wcześniej przygotowywanych, wspomnieniami o tych, którzy już od nas odeszli, wspomnieniami ciekawych momentów z całego roku, śmiechem i  radością. To czas wyjątkowy, który otwiera nas na innych ludzi, otwiera nasze serca na  ich problemy.  Postarajmy się aby taki wyjątkowy piękny dzień miłości był każdego dnia.


Mariola Sternahl - MST - www.emeste.eu

13.12.2018

Śiąteczny - Top 5

Hey Kochani
Na wstępie chciaŁabym wam powiedzieć że zaplanowałam pare tematow około książkowo grudniowo świątecznych nie wiem ile z nich uda mi się zrealizować

Grudniowy czas to czas zimowy oczekiwania na śnieg za oknami , na ciepło w domowym koncie i oczekiwania na najważniejszy czas Bozego Narodzenia ten niezwykly czas chciala bym was serdecznie zaproscic na min top 5 książek świąteczno zimowe moze nie sa to zwykle książki dwie z nich skradły moje serce , jedna przeczytalam rok temu w okresie zimowym są to opwiadania świąteczne ,, czas cudów czyli opowieści pod jemiołą ,, druga niedawno ,, hotel pod jemioła ,,
Grudzień to dla wielu osób najbardziej magiczny i lubiany miesiąc w roku. Jego główną atrakcją są święta, które kojarzą się z ciepłem, rodzinną atmosferą, choinką, zimą, pysznymi potrawami, piernikami spotkaniami przy świątecznym stole i miłością. Klimat tych dni płynie z wielu miejsc i kolędami
Jak wam mówiłam czas grudniowy to jest czas niezwykły i w ten czas pragnę wam przestawic top  5 książki oto perełki świąteczne wedłlug mnie

Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą J.D. Bujak, Carla Mori, Joanna Jax, Joanna Pypłacz, Małgorzata Falkowska, Diane Rose, Patrycja May, Anna H. Niemczynow, Łucja Wilewska
Podaruj najbliższym historie, które niczym zapach świątecznego piernika magicznie wypełnią wasze serca... Zbiór dziesięciu ciepłych opowieści, których tematyka związana jest ze świętami Bożego Narodzenia. Współautorkami są głównie pisarki reprezentujące szeroko pojętą literaturą obyczajową (Małgorzata Falkowska, Anna Harłukowicz-Nieczynow, Joanna Jax, Patrycja May, Diane Rose, Beata Schoenmakers, Łucja Wilewska), ale także pisarki kojarzone dotąd z literaturą grozy, które zaprezentują swą twórczość w nowej odsłonie (Joanna Dorota Bujak, Carla Mori, Joanna Pypłacz). Te czasem zabawne, czasem nostalgiczne historie pokazują z różnych perspektyw i w odmiennych stylistykach magię towarzyszącą świętom. Choć nie zawsze są one pasmem jedynie szczęśliwych chwil, z pewnością jest to czas cudów, kiedy wszystko może się odmieni


Hotel pod jemiołą Richard Paul Evans

Nawet w najbardziej szarym życiu może zdarzyć się historia jak z najpiękniejszej powieści.
Kimberly prawie się poddała. Śmierć matki, dwukrotnie zerwane zaręczyny i nieudane małżeństwo sprawiają, że nie wierzy już w szczęście. Pozwala sobie tylko na jedno marzenie – pragnie napisać powieść o miłości.
W urokliwym hotelu "Pod Jemiołą" organizowany jest kurs dla początkujących pisarzy. Kim poznaje tam tajemniczego Zeke’a, z którym nawiązuje wyjątkową więź. Taką, jaka zdarza się tylko ludziom, którzy podobnie patrzą na świat.
Czy przypadkowe spotkanie będzie dla Kimberly początkiem wielkich zmian?Czy do najważniejszej powieści – jej własnego życia – los dopisze szczęśliwe zakończenie?
"Hotel pod Jemiołą" to wyjątkowy prezent od Richarda Paula Evansa. Tym razem bestsellerowy autor przypomina, że jeśli nie tracimy wiary, najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami.

Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi.


Biuro przesyłek niedoręczonych
Natasza Socha
Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Ma czas do Wigilii, potem będzie za późno…
Magiczna opowieść o zagmatwanych ludzkich losach, miłości jak z bajki i nieoczekiwanych konsekwencjach życzliwości.


Dwanaście niedokończonych snów
Natasza Socha
Zimowy wieczór jest senny, magiczny i pełen cudów. Jak życie…

Momo ma dwadzieścia osiem lat i żyje w gorsecie własnych ograniczeń. Nie pije kawy, nie patrzy ludziom w oczy, nie kupuje kolorowych ubrań, boi się podróżować. Ma za sobą nieudane małżeństwo i skomplikowane relacje z ojcem. Jej światem jest sztuka – Momo projektuje biżuterię i meble z recyklingu.
I wtedy pojawiają się sny. Są jak pomost łączący noc z dniem. Próbują jej coś powiedzieć, kłują palcem, puszczają oko. Stają się pośrednikiem między Momo a prawdziwym światem, który ją otacza. Wyznaczają jej kolejne zadania, które musi wypełniać, żeby pójść dalej. Czas kończy się wkrótce...
Kim jest osoba, na którą podświadomie czeka?


Wieczór taki jak ten Gabriela Gargaś
Święta to szczególny czas. Czas cudów. Bo zawsze znajdzie się Ktoś, kto rozdaje prezenty, niekoniecznie pod choinką…
Michalina ma 27 lat i sama wychowuje młodszego brata. Mieszkają w przepięknej, malowniczej miejscowości u podnóża Tatr. W codziennych trudach wspiera ją jej babcia Zosia, właścicielka cukierni „Cynamonowe serca”. To za jej radą, by podreperować budżet, wnuczka postanawia na okres Bożego Narodzenia wynająć pokoje dla gości.
Do pensjonatu przyjeżdżają tylko cztery osoby: ekscentryczny rozwodnik, który najchętniej wymazałby Święta z kalendarza, starsza pani, która pragnie odzyskać utracone wspomnienia oraz tajemnicza pani doktor z córką.
Gdy dzień przed Wigilią do drzwi domu Michaliny zapuka jeszcze jeden gość, życie kobiety wywróci się do góry nogami.
Poruszająca opowieść pełna świątecznego, niepowtarzalnego klimatu i magii. Bo gdy ludzie walczą o to, co w życiu najcenniejsze, atmosfera Bożego Narodzenia może zdziałać cuda.


Pytanie do was!
Czym kojarzą wam się Święta Bożego Narodzenia?
Jakie książki zapadły wam w pamięci w świtecznym klimacie?

29.10.2018

#85 Recenzja : Maybe Someday


Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 440
Ocena 9/10




''Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma pokochać. Serce robi, co chce...''



Moja przygoda z Colleen Hoover zaczęła się właśnie od tej książki. Czy żałuję? Odpowiedź znajdziecie w tej recenzji. Bardzo długo zastanawiałam się jak odpowiednio powinnam opisać tę książkę, ponieważ jest ona zaskakująca.



On, Ridge -  gitarzysta utalentowany, ale od pewnego czasu ciężko jest mu przelać myśli na papier. Ale jego gra na gitarze potrafi poruszyć nawet serce z kamienia. W pewnym momencie zauważa Sydney, gdy na balkonie na przeciwko jego mieszkania ona śpiewa do jego gry na gitarze. Postanawia ją bliżej poznać, ale czy mu się uda? 



Ona ma swoje poukładane życie - studia, praca,chłopak. Wszystko wydaje się takie piękne, wręcz idealne, czy to nie bajka?  Nie, w bajkach jest szczęście od samego początku do końca. Świat Sydney wydaje się tak perfekcyjny, że to niemożliwe, że w jednej godzinie jej życie rozsypuje się na drobne kawałeczki.




,,...ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać.,,



Z czasem on i ona mogą stworzyć coś wyjątkowego. Przeplatana miłość z muzyką, ale czy im się uda?Ride i Sydney spotkali się w bardzo złym momencie. Cały czas coś ich do siebie ciągnie, mimo że starają się odepchnąć to uczucie ale to jednak nie jest możliwe. Czy uda im się być razem? I ile serc zostanie złamanych?



Miłość w Maybe Someday nie jest prosta. Postępowanie bohaterów tak naprawdę krzywdzi innych - z czego zdawali sobie  sprawę. A czy im to nie przeszkadzało? Tak naprawdę podobało mi się to iż – oni naprawdę starali się w sobie nie zakochać.

Stworzyła się bardzo skomplikowana historia dwojga dojrzałych ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że życie nie jest proste, a nasze czyny mają swoje konsekwencje i trzeba się z nimi liczyć.

Jest to jedna z lepszych pozycji Colleen Hoover. 



Pełna pasji, namiętności, zdrady. Jest to historia dla młodzieży, ale wydaje mi się, że każdy się nią zainteresuje. „Maybe Someday” to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.



Jestem bardzo zadowolona, że mogłam przeczytać tak ciekawą historię o muzyce i miłości.



Utwory są również dostępne na stronie internetowej: 
http://maybesomedaysoundtrack.com/



Colleen Hoover nie pisze szablonowych historii. Każda jej książka wywołuje poruszenie wśród czytelników. W każdej książce tej autorki jest poruszany motyw emocji.

Spodobało mi się to, że nie musimy ciągle czytać tego samego, z każdą jej książką możemy poznać bohaterów na nowo.

24.10.2018

Listopad - Zapowiedzi

Drugi miesiąc jesieni - Listopad. To czas oczekiwania, spadające liście. To czas jesiennych wieczorów z książką i ciepłą herbatą. Ja zaś postanowiłam podzielić się z Wami jesiennymi premierami na ten miesiąc,
które mnie zaczarowały. W księgarniach zaczynają pojawiać się również zimowo -  świąteczne książki, ale to jeszcze nie ten czas. Te książki przedstawię Wam bliżej grudnia.  Czas na listę książek, które możecie zdobyć już w Listopadzie. Idealne do wieczornej kawy, herbaty, gorącej czekolady pod kocykiem.





Wszystkie nasze obietnice
Hoover Colleen
14.11.2018

Idealna miłość.
Nieidealni ludzie.
Quinn i Graham przysięgali sobie miłość, wierząc, że wspólnie poradzą sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Ma to upamiętniać szkatułka, którą Graham podarował ukochanej w dniu ślubu.
Przez kilka następnych lat wzajemne przyrzeczenia stają się źródłem rozczarowań. W życiu małżonków zaczyna królować rutyna, a marzenia o założeniu rodziny stają się nieosiągalne. Oddalający się od siebie Quinn i Graham zaczynają wątpić w sens swojego związku.
Przyszłość ich małżeństwa kryje się jednak w śladach z przeszłości zamkniętych w szkatułce – pod sekretami, błędami i niedopowiedzeniami...
Historia Quinn i Grahama rozpoczyna się w momencie, gdy oboje rozstają się ze swoimi partnerami. Czy taki los spotka również ich związek?
Colleen Hoover z dobrze znaną czytelniczkom szczerością i wnikliwością opisuje parę pogrążoną w kryzysie. I szuka odpowiedzi na pytanie: czy albo kiedy przestać walczyć o ocalenie małżeństwa, które przecież miało trwać wiecznie?





Ogień i krew
Martin George R. R. 
20.11.2018

300 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Grze o tron". Kiedy Westeros rządziły smoki... Opowieść o ekscytujących dziejach dynastii Targaryenów...
Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie cyklu, "Grze o tron", Targaryenowie – jedyna rodzina smoczych lordów, która przeżyła zagładę Valyrii – zamieszkali na Smoczej Skale, nad którą panowali przez z górą dwa stulecia, nim postanowili podbić całe Westeros. "Ogień i krew" zaczyna się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii.
Co naprawdę wydarzyło się podczas Tańca Smoków? Dlaczego tak niebezpiecznie było odwiedzać Valyrię po Zagładzie? Jak wyglądało życie w Westeros w czasach, gdy nad niebem panowały smoki? Jakie były najstraszliwsze zbrodnie Maegora Okrutnego? Dlaczego Aegonowi Zdobywcy nie udało się podbić Dorne? To tylko niektóre z pasjonujących pytań, na które odpowiada ta szczegółowa kronika spisana przez uczonego arcymaestera z Cytadeli. Książka zawiera także kilkadziesiąt nowych czarnobiałych ilustracji autorstwa Douga Whetleya.
"Ogień i krew" będzie dla świata Westeros tym, czym jest "Silmarillion" dla Śródziemia.





Pocztówki z Amsterdamu 
 Agnieszka Zakrzewska
 14.11.2018

Kiedy kończy się miłość, która miała być na zawsze, Agnieszka szuka schronienia w ciepłym i bezpiecznym rodzinnym domu. Powoli stara się oswoić rzeczywistość w  Drawnie, sennym miasteczku na Pojezierzu Pomorskim. Wraca do pracy w redakcji miejscowej gazety, odnawia stare przyjaźnie i na nowo odkrywa miejsca z przeszłości. Sielankowy spokój małej miejscowości nad pięknym jeziorem Zgubie okazuje się jednak pozorny. Agnieszka przez przypadek odkrywa skrzętnie skrywaną tajemnicę jednego z miejscowych prominentów. W tropieniu afery pomaga jej Johan, Holender o polskich korzeniach, romantyczny właściciel ukrytej wśród pomorskich lasów i jezior Wyspy Czarnego Łabędzia. Czy Agnieszka odnajdzie szczęście w Polsce? Czy będzie umiała zapomnieć o Holandii? I kto jest nadawcą tajemniczych pocztówek z Amsterdamu, które przypominają jej o najpiękniejszych chwilach w mieście tysiąca mostów i kanałów?
Ciepła, refleksyjna, optymistyczna opowieść o prostych wartościach, które bez względu na miejsce i czas przypominają nam, jak mądrze żyć. Kontynuacja debiutanckiej powieści "Do jutra w Amsterdamie".






Jeden błąd
Szafrańska Anna  |
14.11.2018

Dominika i Oliwier są parą od wielu lat. Ona wkrótce rozpocznie swoją pierwszą pracę jako nauczycielka w liceum, on ma zostać wspólnikiem w kancelarii jej ojca. Pozornie wszystko układa się tak, jak powinno, a jednak im bliżej daty ślubu, tym częściej Dominika ma wątpliwości co do przyszłości związku z apodyktycznym, impulsywnym narzeczonym. Sytuację komplikuje fakt, że jeden z jej uczniów staje się dla niej kimś znacznie więcej, niż tylko zbuntowanym, niepokornym wychowankiem…
„Jeden błąd” to poruszająca historia kobiety, której udało się przetrwać piekło, jakie zgotował najbliższy jej człowiek, oraz chłopaka, który za piekło uważał własne życie. Czy po tym wszystkim, co przeszli, tych dwoje będzie potrafiło otworzyć się na prawdziwą miłość?


Każda książka to coś, co przenosi czytelnika w inny wymiar , a w szczególności w zimne jesienne i zimowe wieczory. Głównie jest to idealny czas na zapoznanie się z nowymi bohaterami. Mam nadzieję, że każdy coś tu dla siebieznajdzie, więc zapraszam bardzo serdecznie!
Justyna