30.12.2013

Recenzja: Na Skraju Piekła



Tytuł: Na skraju piekła. Opowiadania i reportaże z Kresów 
Autor: Agnieszka Lewandowska-Kąkol 
Wydawnictwo: Fronda
Ocena: 7/10

,,Na skraju piekła” jest zbiorem 14 reportaży i opowiadań. Bohaterami książki są osoby, a niekiedy cale rodziny zesłane w głąb Rosji, na Sybir. To prawdziwe historie Sybiraków, którym udało się przetrwać piekło na ziemi.

Niektóre teksty są tak przerażające, że aż nierealne. Współczesny człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie koszmaru przez jaki przechodzili bohaterowie „Na skraju piekła”. Kiedy dla wielu największym problemem jest to, czy dostanie się nowy telefon na Gwiazdkę, to jeszcze nie tak dawno na wschodzie walczono o przetrwanie.

„Na skraju piekła” po części zafascynowało mnie, ale w większej mierze przeraziło. Wydarzenia oraz zachowanie ludzi, szczególnie oprawców, zszokowały mnie, gdyż nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek człowiek miał sumienie głodzić, torturować czy wykorzystywać setki niewinnych ludzi.

Książkę inaczej by się czytało, gdyby była to fikcyjna powieść. Jednak świadomość, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, sprawia, że czytelnik patrzy na to z zupełnie innej perspektywy. Jestem pewna, że te przeżycia wywarły ogromny wpływ na  psychikę bohaterów „Na skraju piekła”.

Przy okazji można dowiedzieć się dużo więcej o historii II wojny światowej i o jej jeszcze mroczniejszej stronie. Nie uświadczymy w książce suchych dat. Od tego są podręczniki. Nie szukałam przecież w „Na skraju piekła” krótkich faktów, a tekstów, które by mnie zainteresowały.

Nie jest to przyjemna powieść, ale nikt nie powiedział, że taka ma być. Życie nie jest usłane różami, a szczególnie ludzi, którzy przeżyli zsyłkę na Syberię. Książka autorstwa Agnieszki Lewandowskiej-Kąkol skłania do głębokich przemyśleń i przypomnienia sobie, że historia Polaków na kresach wschodnich nie była sielanką i wieczną idyllą.

Za możliwość przeczytania ,, Na Skraju Piekła " dziękuję wydawnictwu Fronda.

Udostępnij ten wpis

28.12.2013

Relacja: 22. Wrocławskie Targi Dobrych Książek


Na wrocławskim Dworcu Głównym niewiele się do tej pory działo. Piękny wyremontowany budynek świecił pustkami, ale teraz miasto zaczęło wykorzystywać niezagospodarowane pomieszczenia. Skutkiem tego było zorganizowanie 22 edycji „Wrocławskich Targów Dobrych Książek”.

Tegoroczny „WTDK” to istny raj dla dzieci. Od 5 do 8 grudnia dworzec został zawojowany przez fantastyczne stworki i istoty. Dosłownie. Młodzi ludzie przebrali się za krasnale i mole, a 6 grudnia do dzieci zawitał Święty Mikołaj. To nie koniec atrakcji dla najmłodszych, gdyż maluchy miały szansę zagrać w ogromną grę planszową, czy też zajrzeć na stoisko z modeliną i innymi plastycznymi produktami, aby spróbować swoich sił w lepieniu przeróżnych rzeczy. Zaś jeśli chodzi o książki, to sama zapragnęłam znowu być przedszkolakiem. Poprzez nowe oprawy graficzne i ilustracje dzieci, mogłam na nowo odkryć wiersze Tuwima lub zapomnianą twórczość innych poetów dziecięcych. Dlatego też kupiłam książkę dla mojej małej kuzynki pt. „Nowe fikołki Pana Pierdziołki. Powtarzanki i śpiewanki”. Przeczytałam kilka wierszyków, które bardzo mi się podobały. Niektóre nawet pamiętam z mojego dzieciństwa.

Mój wzrok przykuła też książka „Książę w cukierni”, czyli opowieść o Dużym Księciu, która luźno nawiązuje do osławionego „Małego Księcia”. Wprawdzie nie kupiłam jej, ale zakochałam się w sposobie wydania. Co ciekawe „Książę w cukierni” ma tylko jedną stronę! Całość dopełniały piękne i delikatne ilustracje. Można tę książkę zaliczyć do dziecięcych, ale tak samo jak z „Małym Księciem”, zapewne zrozumiemy ją dopiero po kilku latach.
W sumie ma jedną stronę, prawda? :)
(Zdjęcie nie moje, zaczerpnięte ze stronki, o TUTAJ)
Na imprezie ciężko było znaleźć powieści, które wiodą prym w wielkich księgarniach. Oczywiście nie zabrakło takich wydawnictw jak Bukowy Las, Dreams, Rebis, Czarna Owca, czy też Zysk i S-ka, ale większość wystawców nie była mi znana. Uważam, że to wielki plus Targów, gdyż tym sposobem dowiedziałam się o wielu ciekawych wydawnictwach.

Pośród fantastyki, książek historycznych, pięknie wydanych albumów oraz literatury chrześcijańskiej można było znaleźć także komiksy, i to nie byle jakie. Szczególnie zainteresowały mnie komiksy historyczne wydawnictwa CENTRALA. Na maleńkim stoisku wystawiono powieści graficzne zarówno dla najmłodszych, jak i dla dorosłych czytelników. Niejeden gość targów wychodził z pakietem ich wydań.

Niestety zawiodłam się na Komikslandii. Miałam nadzieję, że zaoferują pokaźną gamę mang i komiksów, a na półkach widziałam tylko kilka pozycji. Chciałam zaopatrzyć się w egzemplarze, których nie ma już np. w Empiku czy Matrasie, lecz Komikslandia zaproponowała wyłącznie nowości wydawnicze.

Natomiast największą frajdę sprawiło mi stoisko Czeskie Klimaty, które oferowało czeską i słowacką literaturę. Było to moje pierwsze spotkanie z książkami naszych południowych sąsiadaów. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to minimalistyczne, ale kolorowe okładki powieści. Musiałam przebić się przez pokaźny tłum czytelników, aby dowiedzieć się nieco więcej o proponowanych pozycjach. Cudem dopchałam się do miłej Czeszki, która pokazała mi kilka książek i zachęciła do ich kupna. Czytając opisy niektórych pozycji, wiłam się ze śmiechu i mam nadzieję, że wszystkie książki, które tak mnie rozbawiły, rzeczywiście będą tak zabawne. Tym oto sposobem kupiłam „Gówno się pali”, „Zasady śmiesznego zachowania”, „Koniec punku w Helsinkach” oraz „Okrutny maszynista”. Moim absolutnym faworytem jest „Koniec punku w Helsinkach” i oczywiście zrecenzuję powieść najszybciej, jak się da.

Nie miałam serca ominąć Bukowego Lasu. John Green podbił moje serce, więc nie wyobrażam sobie, abym nie miała wszystkich jego powieści. Zakupiłam „Gwiazd naszych wina” oraz „Szukając Alaski” po promocyjnej cenie. Były to ostatnie egzemplarze, więc miałam dużo szczęścia. Widać było, że literatura Johna Greena ma bardzo duże powodzenie.

Jako że Wrocław jest moim rodzinnym miastem, to nie omieszkałam kupić „Wrocławskie wędrówki przez stulecia”. Jestem ciekawa jak Wojciech Chądzyński przedstawił wrocławski rynek i zapomniane uliczki. Może dowiem się czegoś więcej na temat stolicy Dolnego Śląska?

Moje zdobycze książkowe
„Wrocławskie Targi Dobrych Książek”, to nie tylko wydawnictwa i ich powieści. To także spotkania z autorami i przyznawanie nagród pisarzom. Miałam okazję spotkać profesora Jana Miodka oraz Mariolę Pryzwan, autorkę biografii „Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach”. Swoją obecność potwierdziła też autorka książki fantasy „Niewolnica”, czyli A.M. Chaudière. Przyznam, że jeszcze nie czytałam historii Ariny i Azarela, choć wygrałam e-book w konkursie zorganizowanym przez A.M. Chaudière oraz przez Katarzynę Szewioła-Nagel. Nie mam pojęcia jakim cudem odnalazłam ją w tłumie podróżnych, ale udało mi się. Do tego moja pamięć do twarzy nie jest najlepsza, więc byłam z siebie niesamowicie dumna. Nie dałam rady wymówić tego francuskiego nazwiska, choć jakieś doświadczenie z tym językiem mam. W rezultacie moje pierwsze słowa wypadły dość słabo („Pani…szszszaaa…eee…szszsz… Autorka Niewolnicy?”), ale później już gładko poszło. Wzbogaciłam się o wspólne zdjęcie oraz zakładkę „Niewolnicy” z dedykacją i autografem. Dodam jeszcze, że A.M. Chaudière oraz jej debiutancka powieść zdobyły nagrodę internautów „Najlepsza książka na zimę” w kategorii „Fantasy, science fiction”. Oczywiście serdecznie gratuluję wygranej :)

Oto i moja zakładka: Dla Zuzanny za kreatywność z podziękowaniami za spotkanie! A.M Chaudière
A.M. Chaudière oraz ja we własnej osobie
trzymająca zdezelowany egzemplarz "Niewolnicy"
I to by było na tyle. Wrocław w grudniu stał się miejscem, gdzie każdy mol książkowy znajdzie coś dla siebie. Mimo że z targów wyszłam z pustym portfelem, to nie żałuję swoich zakupów. Poznałam nowe wydawnictwa, autorów oraz książki, które do tej pory omijałam szerokim łukiem. Mam nadzieję, że kolejne „Wrocławskie Targi Dobrych Książek” zaoferują jeszcze więcej pozycji w równie klimatycznym miejscu.

Relacja napisana przez Zuza B (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis

25.12.2013

Recenzja: Piękny Kraj


Tytuł: Piękny Kraj
Autor: Alan Averill
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 7/10

Sytuacja jest beznadziejna i marna jak twoje własne życie. Najlepszym wyjściem dla ciebie i całego świata jest samobójstwo. Miło byłoby spędzić ostatnie chwile istnienia w pięciogwiazdkowym hotelu, w którym bez skrupułów można się urżnąć do nieprzytomności, a przy okazji łyknąć kilka tabletek. Gdyby nie to, że jesteś totalnie spłukany, to z chęcią byś tak uczynił. Na domiar złego właśnie w tej chwili dzwoni zakurzony telefon, znajdujący się w zapyziałym pokoju motelowym…

Tak, niedoszły samobójca, a niegdyś sławny prezenter telewizyjny i podróżnik, dostaje propozycję pracy w tajemniczej firmie Axon. W przypływie emocji przyjmuje ofertę i zatrudnia się jako królik doświadczalny, który ma za zadanie przetestować wehikuł czasu i wymiarów. Jednak używanie Maszyny ma swoje konsekwencje, które z każdą chwilą stają się coraz bardziej nieprzewidywalne.

Na drugiej półkuli Ziemi w gabinecie psychologa palce wyłamuje młoda, ale doświadczona przez życie tłumaczka i uczestniczka wojny w Afganistanie, Samira. Kobieta nie umie poradzić sobie z przeszłością, a jej największą fobią jest brud. Właśnie podczas upartego zmywania podłogi w kuchni do Samiry dzwoni (podobno nieżyjący) Tak, przyjaciel z dzieciństwa. Tak wciąga Samirę w niebezpieczną wyprawę i próbują ocalić świat przed żądzami Yatesa, dyrektora firmy Axon…

Na pierwszy ogień muszę przyczepić się do okładki, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przed przeczytaniem książki uważałam grafikę za ładną i całkiem udaną, ale dopiero po przeczytaniu kilkunastu stron dostrzegłam symbolikę poszczególnych elementów. Cieszy mnie to, że nie jest to zwykła plątanina szczegółów bez większego znaczenia, a połączenie ważnych detali.

Jako że nie jestem umysłem ścisłym, to szukam powieści z gatunku science fiction, do których nie jest wymagana wiedza fizyczna, chemiczna czy matematyczna. Głównie dlatego sięgnęłam po „Piękny Kraj”, który nie jest trudny do zrozumienia pod tymi względami. Jest to książka science fiction dla osób, które nie czytują tego gatunku. Prosty język i tłumaczenie Samirze (a także czytelnikowi) od podstaw zasad działania Maszyny oraz innych światów niż Ziemia, bardzo pomaga, przez co można łatwo zrozumieć „Piękny Kraj”. Może to się jednak nie podobać zapaleńcom science fiction, gdyż niektóre zjawiska są pominięte lub byle jak wytłumaczone. Miejscami przeszkadzało mi to, ponieważ ciekawiło mnie, jak to czy tamto było w ogóle możliwe.

Kolejnymi rzeczami, na które warto zwrócić uwagę, są postacie. Prawie każdy bohater jest inny, lecz nie nienaturalny. Jednakże i Tak, i Samira czasami mnie denerwowali swoją bezmyślnością i naiwnością. Niektóre decyzje powinny doprowadzić ich do nagłej i mało przyjemnej śmierci, lecz autor ciągnął ich historię.

Jedynym stereotypowym bohaterem jest Yates, szalony naukowiec pragnący władzy nad światem. Opis wyjęty jakby z pierwszego lepszego thrillera, jednak ten utarty schemat bardzo mi się podobał. Ta postać ukazuje, jak bardzo żądza panowania nad daną grupą może zdemoralizować człowieka. Alan Averill pokazał czytelnikowi, że zaspokajanie własnych zachcianek i podejmowanie nieprzemyślanych decyzji prowadzi do zguby i samozagłady.

Fabuła nie jest zbyt wyszukana – ratowanie świata przed opętanym naukowcem, to chleb powszedni. Natomiast wykonanie to już całkiem inna sprawa. Akcja nie zatrzymuje się ani na chwilę, a autor umiejętnie buduje napięcie. Nasza ciekawość jest podsycana z każdą stroną powieści. Nawet pod koniec „Pięknego Kraju” czułam niedosyt i chciałam więcej. Być może w niedalekiej przyszłości Alan Averill pokusi się o dopisanie kontynuacji. Jednakże teraz chcę polecić „Piękny Kraj” czytelnikom, którzy nie mają dużego doświadczenia w gatunku science fiction, a także chcą przeżyć niezapomnianą przygodę z Takiem i Samirą.

Recenzja napisana przez Zuza B (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis

24.12.2013

Magiczna Noc

Jest taka noc, na którą człowiek czeka
 i za którą tęskni. 
Jest taki wyjątkowy wieczór w roku, gdy wszyscy obecni gromadzą się przy wspólnym stole.
 Jest taki wieczór, gdy gasną spory, znika nienawiść... 
Wieczór, gdy łamiemy opłatek, składamy życzenia... 
To noc wyjątkowa...
 Jedyna... 
Niepowtarzalna...
 Noc Bożego Narodzenia...

 I dużo książek , Wesołych Świąt

Jak spędzacie świata? 
Dziękuję za 46 obserwatorów i 144 polubień na fecbooku



Udostępnij ten wpis

21.12.2013

Recenzja: Z podniesioną głową



Tytuł: Z podniesioną głową
Autor: Ryszard Drzazgowski 
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena 8/10

Polacy to naród wiecznie zdenerwowany, znerwicowany, który ma skłonność do uzależnień. Są to przyczyny dłuższych wizyt w szpitalach, w tym psychiatrycznych. Dlaczego tylu ludzi trafia do, mówiąc kolokwialnie, psychiatryków?

Wykaz procentowy:
5%  wyczerpanie
28% zmęczenie
16% zdenerwowanie
12% depresja
80% trudne warunki życia w kraju
77% brak pracy
47% bieda
41% uzależnienie

Jednym z ‘błędów’ systemu społecznego jest Ryszard. Jego historia zaczyna w 1986 toku, kiedy to dowiaduje się, że choruje na ChAD- zaburzenie maniakalno - depresyjne. Choroba jest na tyle silna, że bohater  ląduje w szpitalu psychiatrycznym.  Każdy dzień rozpoczyna się tak samo. Kawa, papieros, leki, rzadko kiedy cukierek, czy kawałek ciastka. To swego rodzaju więzienie, gdzie zamiast narkotyków, to słodycze są nielegalnym towarem.

„Z podniesioną głową” to zapis przeżyć samego autora, który ukrywa się pod pseudonimem. W swojej książce pisarz ukazał strukturę szpitala psychiatrycznego, personel, a przede wszystkim chorych pacjentów. Relacje pacjentów, a także ich rodzin są bardzo dobrze opisane.

Czytając powieść, zaczęłam nieco inaczej patrzeć na osoby chore psychicznie. Często to nie ich wina, że problemy zaprowadziły ich do szpitalnej sali. Książka ukazuje jak ważne jest wsparcie osób najbliższych. Bez niego wielu pacjentów poddałoby się już na początku.

Co ciekawe, książka nie jest pesymistyczna. Mimo że psychiatryk nie jest przyjemnym miejscem, to autor zaraża czytelnika pogodą ducha. Wydawałoby się, że w tym nieprzyjemnym bohater nie uświadczy radości i optymizmu. A jednak ten szpital nie jest budynkiem bez klamek i z zakratowanymi.

„Z podniesioną głową” jest idealną pozycją na chłodne, zimowe wieczory, kiedy to trudno o jasne promienie słoneczne. Książka sprawi, że przez chwilę optymizm wypełni czytelnika. Na pewno jeszcze wrócę do „Z podniesioną głową”, choćby po to, aby jeszcze raz przebrnąć przez historię Ryszarda Drzazgowskiego.

Za możliwość przeczytania ,, Z podniesioną głową " Dziękuję wydawnictwu Novae Res

Udostępnij ten wpis

19.12.2013

Recenzja: Szcześliwa Ziemia



Tytuł: Szczęśliwa Ziemia
Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: SQN (SINE QUA NON)
Ocena: 9/10

To nie jest zwykła historia o życiu. Ta powieść sprawi, że zaczniesz się zastanawiać, co w twojej marnej egzystencji jest najważniejsze. Czego pragniesz? Bogactwa? Nieokiełznanej miłości? Do tego jeszcze te głosy, które cię nawiedzają. To one nie pozwalają zmrużyć oka w nocy.

Grupka przyjaciół, Sikorka, DJ Krzywda, Trombek, Blekota i Sedes, spędzają ostatnie dni lata w małym miasteczku na Dolnym Śląsku. Zawsze weseli i beztroscy znajomi chcą spróbować czegoś nowego. Czas pożegnać się raz na zawsze z dzieciństwem i niewinnością. Marzą o dorosłym życiu, w którym znajdą upragnioną miłość i szczęście. A jednak nieco obawiają się wkroczenia na głębokie wody. Ich ulubioną zabawą było, przechadzanie się po opuszczonym zamku. Postanawiają ostatni raz wejść do ruin, lecz bohaterowie przeczuwają, że każdy z nich wyjdzie stąd odmieniony. Wtedy nie będzie już Sikorki, DJ Krzywdy, Trombka, Blekota ani Sedesa. Rodzą się nowi ludzie: Szymon, Bartek, Karol i Staszek. W końcu nie wypada, aby dorośli używali ksywek, prawda? A elementem dorosłości są pożegnania i rozstania, więc przyjaciele zapominają o sobie i zaczynają żyć własnym życiem… Może jednak to nie koniec ich znajomości, a jedynie początek?

Książka została napisana z perspektywy czterech osób. Z początku gubiłam się, gdyż nie wiedziałam, kto tym razem jest narratorem. Do tego dochodziły jeszcze różne miejsca akcji takie jak Warszawa, Kraków, Legnica a nawet Kopenhaga. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do tego i bez problemu kontynuowałam czytanie. Wydawać by się mogło, że jest to swoisty zbiór opowiadań, które są tylko luźno ze sobą połączone, ale im dalej brnęłam przez przygody bohaterów, tym bardziej łączyły się ich historie. Tak więc nie są to przypadkowe postacie i ich przeżycia, lecz poukładany ciąg zdarzeń.

Skłamię, mówiąc, że książka od początku wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Nie byłam przekonana do powieści Łukasza Orbitowskiego, gdyż rzadko czytam literaturę o takiej tematyce. Co więcej, nie słyszałam wcześniej o tym pisarzu, więc nie wiedziałam, co dostanę w swoje ręce. Początki może nie były najmilsze, gdyż fabuła nie rozkręcała się jak należy. Jednakże po kilkunastu stronach zaczęłam się przekonywać do bohaterów i wykreowanego świata, a akcja nabrała tempa i już do końca nie zwolniła.

Z racji tego, że jest „Szczęśliwa Ziemia” to powieść wielowątkowa, lecz połączona ze sobą, musiałam porządnie skupić się na zrozumieniu niektórych sytuacji. Aby wyszukać niuanse, które były niezmiernie ważne w zrozumieniu powieści, potrzebowałam nieco czasu i spokoju. Dlatego też nie polecam czytać książki w zatłoczonej komunikacji miejskiej. Jeśli mam się delektować „Szczęśliwą Ziemią”, to tylko z kubkiem gorącej kawy.

Orbitowski potrafi budować napięcie, chociażby używając motywu ruin i opuszczonego zamczyska. Dodatkowo potrafił ukazać zmienność charakteru naszych głównych postaci z książki. Nie było to nagłe i gwałtowne, ale powolne, przez co czytelnik miejscami czuł się niepewnie. Lecz jest to uczucie, które powinno znaleźć się w powieści. I tak też jest. Nutka grozy i szczypta koszmaru nadaje niesamowity charakter „Szczęśliwej Ziemi”.


Za możliwość przeczytania ,,Szczęśliwej Ziemi" Dziękuję wydawnictwu SQN

Udostępnij ten wpis

13.12.2013

Recenzja: Drużyna. Pościg



Tytuł: Drużyna. Pościg
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10

„Pościg” to ostatni tom trylogii „Drużyna” autorstwa Johna Flanagana. Książka ta wieńczy serię, która  opowiada o przygodach młodych skandyjskich żeglarzy.

Drużyna „Czapli” nadal ściga podstępnego Zavaca. Czaple mają tylko jeden cel – odzyskać skradziony skarb, Andomal, tak ważny dla całej społeczności Hallasholm. Niestety sprzymierzeńcy pirata nie dają za wygraną i uciekają się do podstępów, aby zatrzymać „Czaplę”. Kiedy Hal, kapitan skandyjskiej łodzi, zdaje sobie sprawę, że nie uda mu się przeżyć otwartej walki z piratami, decyduje się na ryzykowny krok. Drużyna postanawia przeprawić się przez Dzikie Bystrze, które także nie nastraja żeglarzy optymizmem. Czy Halowi, Stigowi, Thornowi i innym członkom drużyny uda się odnaleźć Andomal i powrócić do rodzinnego Hallasholm w glorii i chwale? Czy wręcz przeciwnie, ich wyprawa zakończy się fiaskiem?

Flanagan kolejny raz serwuje czytelnikom serię o młodych chłopakach, którym nie do końca poszczęściło się w życiu. Przyznaję, że jest to nieco oklepany motyw, ale pisarz zgrabnie wybrnął z kącika ‘to już było, ale i tak skopiuję ten pomysł’. Flanagan nie pisze o nieszczęściu Hala i załogi drużyny, ale skupia się na fabule i akcji, która pędzi jak rwący, górski potok. W „Pościgu” czytelnik nie znajdzie zbędnych rozmyślań i kontemplacji, ani też ckliwych opowiastek. Niektórzy mogą odczuwać niedosyt wyrażanych emocji, ale według mnie tej powieści niczego nie brakuje.

Autor już nie raz pokazał, że umie budować napięcie. Ciekawość czytelnika nie zostanie zaspokojona, dopóki nie przeczyta książki. Ostatnie zdania rozdziału, wywołują u odbiorcy emocje, które sprawiają, że chcemy kontynuować czytanie. I tak jest do ostatnich stron powieści. Dlatego też tak trudno oderwać się od „Pościgu”.

Przez pierwsze dwie części serii czułam się nieco zagubiona, czytając „Drużynę”. Język Flanagana nie zmienił się – nadal można uznać go za prosty i przystępny. Problemem natomiast były terminy i pojęcia żeglarskie. Mimo że autor starał się je jakoś wytłumaczyć, to wciąż miałam problemy ze zrozumieniem niektórych słów. Z morzem mam tyle wspólnego, co nic, więc tym bardziej nie wiedziałam, co do czego. Myślę, że dobrym pomysłem byłby mały słowniczek, który wyjaśniałby niektóre niezrozumiałe terminy. Niestety takiego nie znalazłam.

Ci, którzy czytali „Zwiadowców”, inną serię Johna Flanagana, mogą doszukać się wielu podobieństw w „Drużynie”. Chociażby same postacie Hala, Stiga i Thorna mają swoje odzwierciedlenie w „Zwiadowcach”. Nie powiem, że mi się to podobało. Jednakże charakter bohaterów zmienia się i z każdym rozdziałem, coraz mniej to raziło.

Na początku recenzji napisałam, że jest to ostatnia część trylogii. Muszę przyznać, że nieco skłamałam. Początkowo „Drużyna” miała być 3-tomowym cyklem, jednak, jak to zwykle bywa, autor zdecydował się dopisać kolejne części. Mimo wszystko jest w tym ziarnko prawdy, ponieważ perypetie Czapli zostały zakończone i Flanagan równie dobrze mógł nie dopisywać kolejnych ksiąg. Dlatego też czytelnik może zakończyć swoją przygodę z dzielnymi Skandianami na „Pościgu”. Natomiast tym, którzy są zainteresowani kontynuacją serii, mogę powiedzieć, że w 2014 roku czeka nas jeszcze przynajmniej jeden tom serii.

„Pościg” to godne zakończenie trylogii, która spodoba się nie tylko dużym dzieciom, ale też nastolatkom, którzy kochają powieści przygodowe. Zapewniam, że przeczytacie całą serię z wypiekami na twarzy.

Recenzja napisana przez Zuza B (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis

03.12.2013

Recenzja:Arisjański Fiolet.Cisza



Tytuł: Arisjański Fiolet Cisza
Autor: Pola Pane
Wydawnictwo: WFW– Wydawnicza Firma Warszawska
Ocena: 7/10

Są książki, o których nie da się zapomnieć, gdyż zapadają w pamięć raz na zawsze. Są też takie, które nigdy nie powinny się skończyć. Taką powieścią jest” Arisjański fiolet”. Ostatnie strony sprawiły, że popadłam w zadumę i nie zapragnęłam, aby ta książka miała jeszcze kilka dodatkowych stron.

Pola Pane opisała niesamowite wydarzenia w życiu Emily. Dziewczyna wyszła na wolność po 10 latach przebywania w schronie. Wreszcie uwolniła się i zasmakowała wolności. Ale czy potrafi ona ponownie zaaklimatyzować się w nowym świecie? Czy codzienne czynności jej nie przerosną? Co czeka ją na powierzchni?
A widok Ziemi nie był zachęcający – martwe rośliny i zwierzęta, wszystko pokryte grubą warstwą pyłu wulkanicznego. Emily zaczyna zastanawiać się, czy na tym pustkowiu żyją jeszcze jacyś ludzie… Czy jej poszukiwania spełzną na niczym?

Nie spodziewałam się takiej mieszanki. W książce mamy połączenie miłości, antyutopijnej wizji świata i dystopii. Te gatunki były mi obce, więc nie wiedziałam, co mnie czeka. Postanowiłam, że czas to zmienić i myślę, że „Arisjański fiolet” był dobrym wyborem, aby przełamać lody.

Nie jest to powieść idealna, bez żadnych wad. Nie polubiłam postaci Rudej. Jej charakter kompletnie mi nie pasował – była strasznie przemądrzała. Najzwyczajniej w świecie jej nie znosiłam. Natomiast Emily czasami była zbytnio wylewna. Niby była skrzywdzoną dziewczyną, która nie ma łatwych kontaktów z ludźmi, a jednak angażuje się w związki i rozpowiada o swojej niedoli. Co do Arisjan, to myślę, że autorka trochę przesadziła z brakiem uczuć. Wydawali się sztuczni i nienaturalni, w złym tego słowa znaczeniu.

Czytając, czułam dziwny dreszczyk emocji, którego nie da się opisać. To trzeba przeżyć. Książka jest na tyle dobrze napisana, że nie zważałam na godzinę i potrafiłam zapomnieć o bożym świecie. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, który być może okaże się lepszy od pierwszej części.

Udostępnij ten wpis

02.12.2013

Wyniki Konkursu!!



Wyniki Konkursu!

Tak jak mówiłam, wylosowałam trzech szczęśliwców. Chciałabym wszystkim podziękować za udział w konkursie. Może uda wam się kolejnym razem, jak nie dziś, to w następnym konkursie. Dziękuję wam za wszystkie zgłoszenia. Szkoda że tylko 3 osoby mogły wygrać.

Oto to zwycięzcy
8.martucha180 - "W kajdankach namiętności"
12. mapeks - "W kajdankach namiętności"
agido16 - "W kajdankach namiętności"
Zwycięzców proszę o wysłane danych adresowych na recezjenadine@gmail.com

Macie tylko 3 dni na poinformowanie mnie. Jeśli tego nie zrobcie, to wylosuję kolejną osobę.
Udostępnij ten wpis

01.12.2013

Recenzja: Baśniarz


Tytuł: Baśniarz
Autor: Antonia Michaelis
Wydawnictwo: Dreams
Ocena: 9/10

‘Dreams’ to młode wydawnictwo i na początku nie pałałam chęcią do czytania ich książek. Pojawiało się wiele „dziewczyńskich” powieści z elementami fantasy, które skupiały się na uczuciach młodej dziewczyny do przystojnego chłopaka. A musicie wiedzieć, że nie jestem wielbicielką paranormal romance. Wszystko się zmieniło, kiedy na stronie wydawnictwa zauważyłam zapowiedź „Baśniarza”. Jednakże nadal był on promowany jako „Historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości”. Dlatego też długo zastanawiałam się nad przeczytaniem dzieła Antonii Michaelis. W końcu zaryzykowałam i sięgnęłam po 400-stronicową współczesną baśń.

Abel – samotnik i indywidualista, polski handlarz pasmanterii oraz nałogowy wagarowicz.
Anna – przykładna uczennica, młoda flecistka, której życie jest zaplanowane od początku do końca.

Nic nie wskazuje na to, że tych dwoje będzie łączyć coś więcej niż tylko wspólna szkoła i ławka w sali języka niemieckiego. Czekając na kolejne zajęcia, Anna znajduje szmacianą lalkę, która prawdopodobnie należy do kilkuletniego dziecka. Nastolatka przeprowadza małe dochodzenie, podczas którego natrafia na Abla. Okazuje się, że chłopak ma wiele tajemnic, a jedną z nich jest jego młodsza siostra, Michi. Anna zaczyna delikatnie ingerować w życie rodzeństwa, nie zdając sobie sprawy, jakie skutki może to za sobą pociągnąć.

Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to okładka. Teoretycznie nie ocenia się po niej powieści, ale nie oszukujmy się – większość z nas to wzrokowcy, więc pierwsze wrażenie jest bardzo ważne.  Mimo że „Baśniarz” został wydany w miękkiej okładce ze skrzydełkami, to książka nie niszczy się szybko, a sama grafika sprawia, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad jej symboliką.

Z początku myślałam, że „Baśniarz” będzie książką fantastyczną. Myliłam się, choć czytając, nadal miałam wrażenie, że elementy fantasy w końcu pojawią się i zawładną fabułą. Tak się jednak nie stało. To w pełni realistyczna powieść osadzona we współczesnym, niemieckim miasteczku. W takim razie, o co chodzi z tytułem?  To już musicie sami rozgryźć, kim jest tajemniczy baśniarz i jakie historie opowie czytelnikowi.

Wydawałoby się, że autorka skupi się na uczuciach Anny, ale zaskoczyło mnie to, że nie pozostawiła na pastwę losu Abla, Michi i innych ważnych bohaterów książki. Żadna postać nie jest pominięta i mamy szansę wgłębić się w ich, niekiedy złożoną, psychikę. W tym momencie muszę wspomnieć, że „Baśniarz” nie jest stereotypową powieścią ‘grzeczna dziewczyna – niebezpieczny chłopak’. Anna i Abel rzeczywiście różną się charakterem, lecz Antonina Michaelis sprawiła, że nie są oni sztuczni i bezosobowi.

Autorka posługuje się prostym językiem, co jest zrozumiałe (w końcu to powieść dla młodzieży, a nie praca dyplomowa). Natomiast piękne, a zarazem przerażające jest to, że poprzez słowa bawi się czytelnikiem. Polski handlarz pasmanterii, który jest najbardziej tajemniczy spośród całej gamy bohaterów, w pewnym stopniu zataja pewne informacje i nie pozwala nam poznać jego sekretów. Kiedy myślałam, że już znam rozwiązanie zagadki, pisarka nagle podawała nowe informacje, które kompletnie zbijały mnie z tropu.


„Baśniarz” to niepowtarzalna książka, która na długo zapadnie mi w pamięci. Żałowałam tylko jednego – tych ostatnich pięćdziesięciu stron, przez które zalałam się łzami. Szczęścia czy smutku? Tego wam nie powiem, sami musicie przeczytać powieść niemieckiej pisarki. Pięknie wykreowane postacie i ciekawa, zaskakująca fabuła pozwala wgłębić się w baśń, która nie dla każdego zakończy się happy endem. Mimo że fantastyki tutaj nie uświadczyłam, to spędziłam piękne chwile z „Baśniarzem”. Nieważne jakie książki preferujecie – Antonia Michaelis oddaje w wasze ręce literaturę, która potrafi oczarować nawet najwybredniejszego czytelnika.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis

24.11.2013

Recenzja: Jestem Grimalkin

Tytuł: Jestem Grimalkin
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10

„Jestem Grimalkin” to kontynuacja cyklu dla młodzieży autorstwa Josepha Delaney’a. Tym razem czytelnik pozna bliżej Grimalkin, czarownicę, zabójczynię, a od niedawna sojuszniczkę Toma Warda. Wspólnie pragną zniszczyć Mrok i ich największego wroga – Złego. Mimo że Zły został ścięty, to jego szkaradna głowa nie może zostać zniszczona. Grimalkin za wszelką cenę musi zdobyć nieco czasu dla Toma, a sama nie może pozwolić, aby Zły wpadł w niepowołane ręce. Jednak powodzenie misji jest zagrożone, bowiem na czarownicę poluje istota stworzona do zabijania, a jej celem jest właśnie Grimalkin…

To już dziewiąty tom znakomitej serii „Kroniki Wardstone”. Do Josepha Delaney’a mam szczególny sentyment. To jeden z pierwszych pisarzy, który sprawił, że zaczęłam nałogowo czytać fantastykę. Dlatego też nie mogłam odpuścić kolejnej części tegoż cyklu, choć przyznam, że nie byłam pewna  czy „Jestem Grimalkin” dorówna swoim poprzedniczkom. Dlaczego?

A to dlatego, że akcja nie została napisana z perspektywy młodego Toma, ale z zabójczyni Grimalkin, która diametralnie różni się charakterem (i oczywiście wyglądem) od ucznia stracharza. Skoro główny bohater, z którym przeżyłam dobrych kilka lat, teraz zostaje przeniesiony na drugi plan, to oczekiwałam innej osobowości, wyrazu i sposobu bycia. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Grimalkin jest niepowtarzalna i nie ma drugiej takiej czarownicy w całej serii książek.

Teraz rodzi się pytanie, czy zabójczyni jest lepszym bohaterem i narratorem niż Tom. To już musicie sami ocenić, gdyż każdy na swój sposób jest inny. Według mnie Grimalkin jest bardziej wyrazista niż uczeń starego Gregory’ego i dużo bardziej dojrzalsza. Joseph Delaney zmienił nawet swój styl pisania, aby czarownica wybiła się w książce swoim charakterkiem. Gdyby autor pozostawił narrację taką, jaka była w poprzednich tomach, uznałabym „Jestem Grimalkin” za nieudane dzieło i niepotrzebną kontynuację.

„Kroniki Wardstone” to powieści dla trochę bardziej wyrośniętych dzieci, czyli +10. Właśnie dlatego Delaney operuję prostym językiem, ale, o dziwo, nie dziecinnym. Nie znajdziemy tutaj tylko i wyłącznie pojedynczych zdań, ale całą gamę rozbudowanych wypowiedzi.

Z tyłu książek Josepha Delaney’a widnieje napis „Nie czytać po zmroku”, z którym się w zupełności zgadzam. Niby nie mam problemów z oglądaniem horrorów, ale czytając, moja wyobraźnia działa na maksymalnych obrotach i miejscami robiło się nieprzyjemnie. W powieści jest dużo krwawych pojedynków, a sama magia czarownic przyprawiała mnie o dreszcze. Niestety czasami mi to przeszkadzało, gdyż w najmniej niespodziewanym momencie okropieństwa i krwistoczerwony kolor przesłaniały fabułę.

Fani Delaney’a na pewno się nie zawiodą. Owszem, do ich rąk trafi coś innego, ale z pewnością udanego. Wszystkim tym, którzy nie zapoznali się z twórczością tego autora, polecam czytać od początku, gdyż nie zawsze zdołają połapać się w akcji. Niemniej „Jestem Grimalkin” to świetny przykład literatury młodzieżowej z elementami fantasy.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

Udostępnij ten wpis

21.11.2013

Recenzja: Człowiek, który pokochał Yngvego


Tytuł: Człowiek, który pokochał Yngvego
Autor: Tore Renberg
Wydawnictwo: Akcent
Ocena: 10/10


Jest 19 stycznia 1990 roku. W małej miejscowości w sercu Norwegi mieszka 17-letni Jarle Klepp wraz ze swoją matką. Dla zbuntowanego nastolatka liczy się jego punkowy zespół, seks i wszędobylska polityka. W życiu Jarlego jest miejsce tylko dla jego dziewczyny, Katrine, oraz najlepszego kumpla, Helgego. Nagle świat wywraca się do góry nogami, kiedy poznaje Yngvego, fana popu, tenisistę zafascynowanego starożytnym Egiptem. Jarle chce zapomnieć o pięknym blondynie, jednak on działa na niego jak narkotyk. Mimo że próbuje wygnać go ze swego umysłu, to nadal nie może pozbyć się wrażenia, że być może Yngve nie jest przypadkowym chłopakiem w jego życiu.

Po przeczytaniu opisu, wydaje się, że główny wątek w książce to homoseksualizm. Nic bardziej mylnego. To prawda, że uczucie Jarle’a do Yngvego jest ważne i fabuła obraca się wokół ich znajomości, ale to nie jest książka, która poucza prawicowców.  To powieść o dojrzewaniu, o życiu młodego człowieka, które nie zawsze jest usłane różami. Jarle nie jest tutaj jedynym bohaterem powieści. Tore Renberg nie skupił się tylko na 17-latku, ale też pochylił się nad problemami jego rodziców, Katrine oraz Helgego. Oczywiście nie zapomniał o Yngvem, który jest kluczową postacią. Jednak o nim wiemy stosunkowo niewiele. Dlaczego? Autor postarał się i trzymał mnie w napięciu oraz niewiedzy do samego końca…

Autor zawarł w niecałych 350 stronach przeżycia młodej, dojrzewającej osoby, z którą czytelnik zapewne znajdzie wspólny język. Nie uczynił Jarle’a super bohaterem, ani wybitną jednostką. Dlatego uważam, że w pewien sposób utożsamiałam się z tą postacią. Czytając, miałam wrażenie, że niektóre sytuacje zostały wyjęte z mojego życia i nieco przerobione na potrzeby książki. To nie jest powieść, która ubarwia bohaterów i ich historie. Są to, czasami aż do bólu, prawdziwe odczucia zwykłych ludzi, którzy pragną zmienić coś w swoim życiu. I właśnie to wywoływało moje skrajne emocje. Czasami śmiałam się histerycznie z głupich decyzji Jarle'a czy jego przyjaciół, ale zdarzało mi się też zapłakać nad książką.

 „Człowiek, który pokochał Yngvego” nie jest książką, którą czyta się ot tak, dla zabicia czasu. Prosty język i wciągający wątek to tylko przykrywka. Fabuła także wydaje się dość prosta, ale powieść ma drugie dno, które nie tak łatwo odkryć. Czytanie twórczości Tore Renberga w zatłoczonej komunikacji miejskiej lub przy hałaśliwych gościach rodziców jest możliwe, ale jaki w tym sens, jeśli nie zrozumie się najważniejszego. Czegoś, co nie zostało wprost napisane i podane odbiorcy na talerzu. Dlatego polecam czytać „Człowieka, który pokochał Yngvego” w spokoju i ciszy, aby wgłębić się w historię rodziny Jarle’a oraz ich przyjaciół.

Jest 21 listopada 2013 roku. Wiek wolności, pokoju i dobrobytu. Na pewno? Co chwilę słyszymy w wiadomościach o konfliktach zbrojnych, głodujących dzieciach i kolejnych aferach politycznych. Telewizja serwuje nam na srebrnej tacy przeróżne poglądy i wciska na siłę widzom ogromne porcje absurdu oraz nieprawdziwych informacji. Potrzebujemy jeszcze dużo czasu, abyśmy zaakceptowali szczęście dwojga ludzi. Jednakże „Człowiek…” daje sporo do myślenia i sprawia, że zaczynamy nieco inaczej, a może nawet łaskawiej, patrzeć na świat i otaczające nas osoby. 

Recenzja napisana na potrzeby portalu http://literatura.juventum.pl/

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis

19.11.2013

Konkurs



Mam dla was mały konkurs-niespodziankę. wystarczy odpowiedzieć na pytanie i spełnić warunki z regulaminu.


Pytanie konkursowe
Widok jakiego miasta ukazuje się ok. 1 min. 40 sek. w teledysku „Nie pozwól”- wokalistki Uliashy?
(Do którego muzykę napisał Piotr Kołodziejczak)

KLIK




Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest Recenzje Nadine http://recenzjenadine.blogspot.com/
 2. Uczestnikiem konkursu może zostać każdy, kto spełni warunki 3.  Konkurs trwa od 19.11.2013  30.11.2013 (do godz.23.00).
4. Aby wziąć udział wystarczy spełnić następujące warunki:
a) Posiadać adres zamieszkania na terenie Polski.
b) Odpowiedzieć prawidłowo na pytanie konkursowe:
Widok jakiego miasta ukazuje się ok. 1 min. 40 sek. w teledysku „Nie pozwól”?
b) Odpowiedź na pytanie wraz z nickiem oraz wybraną książką ("W kajdankach namiętności" lub "Nie rób mi tego"), którą chcecie zdobyć należy przesłać na adres e-mailowy:
recezjenadine@gmail.com
c) Miło mi będzie, jeżeli dodacie mojego bloga do obserwowanych, ale nie jest to warunek konieczny. Oczywiście ten zapis nie dotyczy osób anonimowych, nie prowadzących bloga, które również mogą brać udział w konkursie.
5. Nagrodą w konkursie jest wskazana przez uczestnika jedna książka  ("W kajdankach namiętności" LUB "Nie rób mi tego").autora Piotr Kołodziejczak
6.Nagrodzone zostaną 3 osoby!
7.Wyniki konkursu zostaną opublikowane na tym blogu, dnia 2.12.2013
8. Trzech laureatów konkursu wyłonię w ciągu 3 dni.
9. Zwycięzcy mają obowiązek w ciągu 3 dni roboczych od opublikowania wyników do podania swojego adresu do wysyłki, który muszą przesłać na e-mail:
recezjenadine@gmail.com
10.Jeżeli zwycięzcy nie prześlą swoich danych adresowych tracą prawo do nagrody. Zostanie ona przyznana kolejnej, losowo wybranej osobie.

Liczę na dużą aktywność ;)


Udostępnij ten wpis

18.11.2013

Recenzja: Kostka



Tytuł: Kostka
Autor: Iza Korsaj
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 9/10

Od pewnego czasu zastanawiała mnie twórczość Izy Korsaj, gdyż nie czytałam jeszcze książek o takiej tematyce. Czy przekonałam się do „Kostki”? Czy w pewien sposób mnie zaskoczyła? A może młoda autorka totalnie mnie rozczarowała?

„Kostka” to, krótko mówiąc, powieść pozwalająca wgłębić się w psychikę psychopaty. Głównym bohaterem jest chirurg transplantolog, Marvin, który Naprawia zdeformowane i niekompletne ciała. Pragnie dać ludziom nowe, lepsze życie. Marvin wie, że jest kimś wielkim, stać go na dużo więcej, więc powoli przekracza cienką granicę. Pragnie naprawiać nie tylko ciała, ale też umysły swoich pacjentów. Jerry jest jego obiektem badawczym, królikiem doświadczalnym, na którym Marvin zastosuje swoje nowe metody. Przerażona ofiara zgadza się na każdy krok doktora, bojąc się wyrazić swoje zdanie. Czy Jerry przeżyje makabryczne próby? I czym jest tajemnicza kostka?

Książka jest podzielona na trzy części: „Jerry”, „Marvin” oraz „Kostka”. Pierwsza opisuje życia Jerry’ego przed Naprawą – jego przeżycia, emocje i relacje z bliskimi. Natomiast w „Marvinie” autorka ukazuję pracę doktora.  „Kostka” jest najbardziej makabryczna, gdyż zabiegi chirurga zostały szczegółowo opisane. Wszystkie części łączą się w jedną, spójną całość, a każdy rozdział jest dokładnie przedstawiony.

W książce zaskoczyły mnie wierszyki układane przez Marvina. Autorka wplotła groteskę w „Kostkę” i muszę przyznać, że udało jej się to. Z pozoru tragiczna sytuacja zaczynała przybierać charakter komiczny za sprawą wierszy. A oto przykład twórczości doktora:

„Aniołek słodki ma włosy lniane,
Za swą urodę lanie dostanie!
Aniołek kochany ma piegi jasne,
I zaraz ktoś mu w gębę trzaśnie!
Aniołek jest słaby, do jasnej cholery!
Aniołek ten ma na imię Jerry!"

Widać, że Iza Korsaj ma głowę pełną pomysłów i jestem pewna, że wszystkich jeszcze nie zrealizowała. To było moje pierwsze spotkanie z thrillerem medycznym i nie żałuję, że to właśnie „Kostka” była tą powieścią.

Mimo że książkę czyta się szybko, to nie mogę powiedzieć, że przyjemnie. Czułam dreszczyk emocji, ale też miejscami obrzydzenie. Niemniej właśnie te uczucia sprawiały, że chciała więcej, i więcej! Czytałam „Kostkę” w każdej wolnej chwili, nawet w nocy. Może to i dziwne, ale polubiłam bohaterów książki, nawet Marvina, który święty nie był. To oni sprawili, że powieść nabrała charakteru i nie była mdła.
Iza Korsaj rzeczywiście mnie zaskoczyła i to pozytywnie. „Kostkę” polecam każdemu kto interesuje się medycyną i nie boi się brutalności oraz makabryczności, którą serwuje nam na srebrnej tacy doktor Marvin.

Za możliwość przeczytania dziękuję Izie Korsaj i wydawnictwu Novae Res



Udostępnij ten wpis

10.11.2013

Recenzja: W pierścieniu ognia



Tytuł: W pierścieniu ognia
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 10/10

Kiedy skończyłam czytać „Igrzyska Śmierci”, od razu sięgnęłam po kontynuację serii .Myślałam że pierwsza część postawiła za wysoką poprzeczkę, więc zawiodę się na „W pierścieniu ognia”. Jednak myliłam się, a powieść była tak samo wspaniała.

Serię pokochały miliony nastolatków na całym świecie .”W pierścieniu ognia” opowiadają dalsze losy młodej Katniss. Po Igrzyskach nastał czas spokoju, ale też wyczekiwania na Turnee Zwycięzców. Pławią się oni w bogactwie, lecz Katniss nie umie odnaleźć się w nowym domu i sytuacji. Złowrogi Kapitol szykuje coś specjalnego na 75 rocznicę Igrzysk i nikt nie ma nadziei, że będzie to miłe doświadczenie dla uczestników show. Koszmar, z którym Katniss i Peeta musieli się zmierzyć rok wcześniej, powraca i nic nie wskazuje na to, że uda im się wyjść z tego cało.

Suzanne Collins potrafi utrzymać odbiorcę w napięciu i niepewności. Czytelnik nie ma pojęcia, co przyniesie kolejna strona, więc nie mogłam oderwać się od „W pierścieniu ognia”. Przez tę książkę ucierpiała niestety moja szkoła i oceny, ale było warto, gdyż autorka naprawdę postarała się i stworzyła cudowną powieść.

Każda strona wywoływała u mnie uśmiech na twarzy, lecz czasami smutek, ponieważ niektóre rozwiązania, które zaserwowała nam Suzanne Collins były aż nazbyt przygnębiające. Czytając, czułam się, jakbym była na arenie razem z bohaterami książki. „W pierścieniu ognia” pozwalają przenieść się do innej rzeczywistości, niekoniecznie tej wymarzonej.

Niektórzy uważają, że Igrzyska są brutalne, jednak znam wiele innych książek, które są dużo bardziej krwawe. Nie przeszkadzało mi to, a wręcz dodawało smaczku, całość nie wydawała się sztuczna i naciągana.
Seria „Igrzyska Śmierci” to coś więcej niż książka - to rewolucja na młodzieżowym rynku wydawniczym.
Książkę polecam osobom, które tak samo jak ja pokochały pierwszą część trylogii. Inni natomiast mają szansę przenieść się do nowego miejsca i przeżyć niesamowite przygody razem z Katniss i jej przyjaciółmi.

Udostępnij ten wpis

09.11.2013

Stosik 2/2013



1.Łowca Demonów
Autor: Agnieszka Michalskawięcej informacjiseria/cykl wydawniczy: Kroniki Ciemności tom 1
wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
data wydania: 22 lipca 2013
(Gratis zakładka)

2.Kostka - Iza Korsaj
wydawnictwo: Novae Res


3.Pałac z lusterkami Anna Pasikowska
wydawnictwo: Walkowska Wydawnictwo


4. W kajdankach namiętności
Autor: Piotr Kołodziejczakwięcej informacjiwydawnictwo: Borgis

5. Angelus - Anna Gręda
seria/cykl wydawniczy: Requiem dla aniołów tom 1
wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza


6. Miasto Nieśmiertelnych
Autor: Sonia Wiśniewska wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza


7. Arlin - Adrian Atamańczuk
wydawnictwo: Self-publishing

8.Tryptyk Miłosny Magda Kaczmarczyk
- Wyśniona miłość 1 tom (e-book)
- Zakazana miłość 2 tom (e-book)
- Spełniona miłość 3 tom (e-book)
wydawnictwo: Radwan

9. Mroki Katarzyna Szewioła-Nagel(e-book)
Wydawnictwo: Gremlinz
Recenzja tu



Prezentuję wam moje pierwsze zdobycze polskich debiutantów. Recenzje w niedługim czasie pojawią się na blogu
Czytaliście którąś z tych z książek? Którą polecacie?
Udostępnij ten wpis

03.11.2013

Recenzja: Zakazana Żona





Tytuł: Zakazana Żona
Autor: Verena Wermuth
Ocena: 9/10
Wydawnictwo: Hachette

Verena, z pochodzenia Szwajcarka, nie spodziewała się, że na studiach pozna miłość swojego życia. Arab Chalid z odwzajemnia jej uczucia, a oboje przeżywają piękne, wspólne chwile. Niestety w końcu oboje muszą się rozstać, wrócić do ojczyzny. Wielka miłość powoli wygasa dopóty dopóki Chalid niespodziewanie zjawia się u progu jej domu.

Nagle powracają czarujące momenty, wspólne chwile i wspomnienia. Oboje postanawiają wyjechać do Arabii Saudyjskiej i spędzić tam resztę życia u boku ukochanej osoby. Okazało się jednak, że życie w obcym kraju nie jest tak kolorowe. Inne społeczeństwo, inna religia, a Chalid w żadnym stopniu nie jest dla niej podporą. Coś ukrywa przed Vereną, nie chcąc wyjawić prawdy…

Główna bohaterka jest typową kobietą, która dała się ponieść emocjom. Miłość, wzniosłe uczucia sprawiły, że byłaby w stanie pójść w ogień za Chalidem. Można by pomyśleć, że Verena to naiwna dziewucha, ale zadajmy sobie pytanie, czy w obliczu takiej miłości też zachowalibyśmy się racjonalnie?

Verena, wyjeżdżając do Arabii Saudyjskiej, skoczyła na głęboką wodę. Żaden przewodnik, żadna książka ani strony internetowe nie powiedzą nam całej prawdy. Trzeba przekonać się na własnej skórze, jak naprawdę wygląda życie w danym kraju.
Osoby wiedzione uczuciami, czy złudnymi marzeniami mogą wzbogacić się o nieprzyjemne doświadczenia. Główna bohaterka niestety została w ten sposób skrzywdzona.

W „Arabskiej żonie” oczywiście została opisana kultura arabska, zarówno w dobrych aspektach, jak i w tych złych. Relacja Vereny pokazuje nam głównie społeczeństwo, wpływy religii i  zachowanie mężczyzn wobec kobiet i obcokrajowców. Nie znajdziemy tu zatem opisów zabytków, nie jest to przewodnik po idealnym świecie.

Z tyłu książki autorka umieściła specjalny słownik, który pozwala odnaleźć się w trudnych, nieznanych słowach występujących w powieści. Jednak nie wolno się zrażać, gdyż „Zakazana żona” została napisana naprawdę prostym językiem i nikt nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem jej.

Przewodniki zazwyczaj wywołują uśmiech i pragnienie wyjazdu w kolejne, nieznane miejsce. Jednak „Zakazana żona”, historia zakochanej Szwajcarki, sprawiła, że znalazłam się w innym świecie, ale niekoniecznie w takim, jakim bym sobie życzyła. Przeżywałam razem z Vereną, która pogubiła się w tym pięknym, ale jakże zdradliwym miejscu.

„Zakazana żona” to pozycja, która zadowoli przede wszystkim osoby interesujące się kulturą Arabską. Ci, którzy nie mają pojęcia o tradycjach tego kraju, także mają szansę dowiedzieć się czegoś nowego, a przy tym przeżyć cudowne chwilę z powieścią.

Udostępnij ten wpis

28.10.2013

Recenzja:Mroki




Tytuł: Mroki
Autorka: Katarzyna Szewioła-Nagel
Ocena: 7/10
Wydawnictwo: Gremlinz

Odkąd dowiedziałam się o tej książce, koniecznie chciałam ją przeczytać. Zainteresowała mnie nie tylko okładka, ale przede wszystkim tematyka.

„Mroki” to debiutancka powieść Katarzyny Szewioły-Nagel. Mimo że książka nie grzeszy objętością, to czytałam ją z zapartym tchem. A wszystko przez fabułę, która początkowo wydawała się nieco oklepana, a okazała się ciekawa i nietuzinkowa.

Mieszkańcy wioski żyją w ciągłym strachu. Watahy wilków oblegają ich wioskę, a nocami polują na bogu ducha winnych wieśniaków. Na pomoc przybywa Leto, elf, który para się skrytobójstwem. Jest do tego stworzony, więc nie powinien mieć problemu z opanowaniem sytuacji. Jednakże za tajemniczymi atakami bestii kryje się coś jeszcze, coś czego elf nie może rozgryźć.

Wszyscy znamy tolkienowskie elfy: wysokie, przystojne, mądre, silne, zwinne, ale i ponure. I taki jest Leto na początku utworu. Główny bohater oczywiście nie jest zrobiony z kamienia, więc pobyt w wiosce, według mnie, dobrze mu zrobił. Jego charakter się zmienia i nie jest bezdusznym mordercą.

Niektóre postacie nie przypadły mi do gustu. Inne – wręcz przeciwnie, bardzo polubiłam. W każdej książce jest ktoś, kto nas denerwuje, a więc i w „Mrokach” nie było wyjątków. Nie zmienia to faktu, że całość prezentuje się znakomicie, gdyż poznajemy wielu ciekawych bohaterów.

Czy debiut pani Katarzyny Szewioły-Nagel jest udany? Myślę, że tak, patrząc przez pryzmat polskich autorów. Niektóre rozwiązania zaskoczyły mnie negatywnie, lecz powieść sama w sobie jest bardzo dobra.
Jedyna rzecz, która nie dawała mi spokoju, to dość chaotyczna akcja. Rozumiem, że autorka pragnęła zamieścić na nieco ponad 200 stronach całą historię, lecz miejscami było tego po prostu za dużo.

Ciekawy pomysł, nie najgorsze wykonanie i sprawienie, że czytelnik poczuje czasami dreszczyk emocji, to przepis na świetną książkę. „Mroki” to typowe fantasy przeplatane z nietypowymi rozwiązaniami, które na pewno wyłapiecie podczas czytania. Ci, którzy pragną poznać losy Leta i jego przyjaciół, na pewno się nie zawiodą.

Za możliwość przeczytania Dziękuję Autorce książki 
Katarzynie Szewioła-Nagel






Udostępnij ten wpis

26.10.2013

Recenzja: Ciepłe Ciała




Tytuł: Ciepłe ciała/Wiecznie żywy
Autor: Isaac Marion
Ocena: 9/10
Wydawnictwo: Replika

 „Ciepłe ciała” opowiadają historię jednego z zombie, którego życie początkowo nie powala na kolana, jest nudne i jałowe. Nasz główny bohater nie pamięta przeszłości, ani nawet swojego imienia, dlatego znany jest innym umarlakom jako R. Wraz z innymi zombie mieszka on na opuszczonym lotnisku. Jednak na świecie nie są sami. W mieście znajdują się także ludzie, na których mózgi polują umarlaki. W ten sposób pozyskują wspomnienia, których pragną jak najwspanialsze narkotyki. Pewnego dnia na polowaniu poznaje młodą dziewczynę, z krwi i kości. R jednak nie połknął jej w całości, a zabrał ją do swojego zrujnowanego samolotu. Dlaczego to zrobił? I czy Julie jest dla niego tylko smakowitym kąskiem?

Nigdy nie zwracałam uwagi na tę książkę, dopóki moja ciocia mi jej nie poleciła. Sądziła, że jest warta uwagi i na pewno nie zmarnuję czasu podczas czytania. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, gdyż zombie i apokalipsa nigdy nie były tematami, które mnie interesowały. Nie myślałam, że powieść o dość nietypowej fabule tak bardzo mnie wciągnie.

„Ciepłe ciała” wciągają od pierwszej strony, choć na początku dialogów jest nie za wiele. Zombie nie są rozmowni, ale autor rekompensuje nam to ciekawymi opisami oraz niesamowitym humorem. Nie raz rozbawiały mnie dialogi między R i Julią, czy też z jego najlepszym przyjacielem- M. Przy czym wiadomo, że rozmowa nie jest między nimi zbyt rozbudowana. :)

Książkę połknęłam w dwa dni, głównie dlatego że autor posługuję się prostym i zrozumiałym językiem. „Ciepłe ciała” nie są cegłą, która waży kilogram, ilość stron jest niewielka, ale w niczym to nie przeszkadza.

Młodzi fani powieści z wątkiem postapokaliptycznym oraz wielbiciele zombie na pewno nie zawiodą się. Nawet znawcy paranormal romance znajdą coś dla siebie.

A oto cytat, który być może zachęci was do przeczytania „Ciepłych ciał”
„Mój przyjaciel, M, mówi, że ironia bycia zombie wynika z tego, że wszystko jest zabawne, ale nie możesz się uśmiechać, bo zgniły ci wargi.”

Udostępnij ten wpis

21.10.2013

Recenzja: Zwiadowcy. Królewski zwiadowca



Tytuł: Zwiadowcy. Królewski Zwiadowca
Autor: John Flanagan
Ocena: 7/10
Wydawnictwo: Jaguar

To już dwunasty (i prawdopodobnie ostatni) tom przygód Willa i jego przyjaciół.

Tym razem czytelnik przenosi się w czasie, a dokładnie 20 lat później od opisywanych wydarzeń w Zaginionych Historiach, jedenastej części cyklu. Nie tylko w królestwie Araluenu zachodzą zmiany. Na murach zamków i mieszkańcach wiosek czas odcisnął swoje piętno. Los nie oszczędził Willa, dla którego ostatnie półtora roku było piekłem na ziemi. Człowiek, który zawsze zarażał wszystkich śmiechem, od tej feralnej nocy zamknął się w sobie, stał się ponury i nieobliczalny. Aby ulżyć przyjacielowi w cierpieniu, jego dowódca korpusu Zwiadowców znajduje mu ucznia. Jednakże nie jest to byle jaki podopieczny…

Dwadzieścia lat to sporo czasu. Przyzwyczaiłam się do charakteru postaci, do ich wyglądu i zachowań. Człowiek się zmienia, a czas nikogo nie oszczędza. Tak jest i w tym przypadku. Bohaterowie, którzy już zapadli mi w pamięci, stali się inni. Czy to dobrze? Nie potrafię tego określić, ale w tym tomie Flanagan sprawił, że zobaczyłam drugą stronę osobowości postaci.

Początek jest nieziemski – od razu wskoczyłam na głęboką wodę bez żadnego przygotowania. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i przez to nie mogłam psychicznie się pozbierać. Ukłon w stronę autora za taki szok. Mało książek potrafi mnie zadziwić.

Styl i język Johna Flanagana pozostał prosty, ale nie dziecinny. Wszystko jest zrozumiałe, przez co książkę czyta się bardzo szybko. Nie zauważałam prawie pięciuset stron, które na mnie czekały.

Najsłabszym ogniwem, o dziwo, była fabuła. Chciałam wykrzyknąć „to już było!”, gdyż wiele wątków się powtarzało. Miał być powiew świeżości, a miejscami znajdowałam odgrzewane kotlety. Ostatnie sto stron trzymało mnie w napięciu i nie mogłam oderwać się od powieści. Jednak epilog, rozwiązanie akcji, był według mnie naciągany. Nie oczekiwałam takiego zakończenia i kompletnie się na nim zawiodłam.

Krótko mówiąc: Zwiadowcy to seria dla wytrwałych, ale Ci, którzy się za nią zabrali nie żałują tego. Może i „Królewski Zwiadowca” nie jest książką stulecia, ale fani Flanagana nie zawiodą się. Polecam wszystkim tym, którzy kochają przygody oraz tym, którzy zawarli już niejedną noc czytając Zwiadowców.

Recenzja napisana przez: Zuza B. (Gumiguta)
Udostępnij ten wpis

20.10.2013

Recenzja: Trzy Metry Nad Niebem






Tytuł: Trzy Metry Nad Niebem
Autor: Autor: Federico Moccia
Ocena: 8/10
Wydawnictwo: Muza

 Trzy Metry Nad Niebem
Babi jest grzeczną dziewczynką z dobrej rodziny. Ma wszystko, czego zapragnie i niczego jej nie brakuje. Jednakże jej ułożone życie wywraca się do góry nogami, kiedy poznaje buntowniczego Stepa. W tym przystojniaku kochają się wszystkie dziewczyny, choć jest on synonimem chuligaństwa i niebezpieczeństwa. Z pozoru dwa różne światy łączy coś więcej – miłość. Miało być pięknie, mało być cudownie, ale Step wyjawia tajemnicę, która nie powinna wyjść na światło dzienne.

Książkę postanowiłam przeczytać, po obejrzeniu filmu, gdyż bardzo mi się spodobał i byłam ciekawa, czy książka dorówna ekranizacji. I nie myliłam się. Nie spodziewałam się, że powieść będzie jeszcze lepsza.

Bohaterowi są bardzo ciekawi i od początku wiedziałam, że nie będą mi obojętni. Każda postać jest inna, niepowtarzalna. Dlatego tak bardzo zapadli mi w pamięć. Polubiłam każdego z osobna i trudno było mi rozstać się z nimi. Niestety każda historia się kończy, a bohaterowie odchodzą.

Styl autora jest wyjątkowy. Niezwykłe było to, jak opisywał miłość i inne wzniosłe uczucia. Nie pisze językiem naukowym, więc bardzo łatwo jest zrozumieć przesłanie, które autor chciał nam przekazać. Jednakże nie przekazuje suchych faktów – stara się zaciekawić odbiorcę i z każdym zdaniem dostajemy coś nowego. Opisy i dialogi są idealnie wyważone, niczego nie jest za dużo, ani za mało.

Niestety na początku nie było fajerwerków. Miałam mieszane uczucia, gdyż akcja rozwijała się powoli. Na szczęście kolejne strony sprawiły, że wciągnęłam się niemiłosiernie i z wypiekami (oraz łzami) na twarzy wyczekiwałam końca powieści.

Udostępnij ten wpis

16.10.2013

Recenzja: Igrzyska Śmierci



Tytuł: Igrzyska Śmierci
Autor: Suzanne Collins 
Ocena: 10/10
Wydawnictwo: Media Rodzina

„Igrzyska Śmierci” to pierwszy tom bestsellerowej trylogii, która zawojowała księgarnie na całym świecie.

„Igrzyska Śmierci” to opowieść o świecie, w którym rządzi okrutne Panem.  Władze postanowiły, że co roku z każdego dystryktu będą wyłaniane dzieci, które stoczą niebezpieczną walkę na oczach całego państwa.

Szesnastoletnia Katniss mieszka razem z matką i siostrą w najbiedniejszej dzielnicy miasta, 12 dystrykcie. Kiedy jej siostra, Prim, zostaje zwerbowana do udziału w Głodowych Igrzyskach, Katniss zgłasza się za nią, przez co ratuje jej życie. Jednakże dziewczyna musi wziąć udział w krwawym show.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to postawa Katniss. Ta młoda dziewczyna tak bardzo kochała swoją siostrę, że postanowiła zgłosić się dobrowolnie do udziału w Igrzyskach. Zapewne niewielu ludzi zrobiłoby to, aby ratować swoich bliskich.

Niezmiernie trudno jest oderwać się od powieści Pani Collins. „Igrzyska Śmierci” z każdą stroną są coraz ciekawsze, a przygody Katniss coraz bardziej wciągające. Wartka akcja i przystępny język sprawiają, że książkę czyta się szybko i przyjemnie

Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak potoczą się dalsze losy Katniss, serdecznie zapraszam do zapoznania się z „Igrzyskami Śmierci”.

Udostępnij ten wpis

Stosik 1/2013


Chciałabym wam przedstawić ciekawych pozycji, które po części już zostały przeze mnie zrecenzowane. Za kilka dni zamieszczę reckę Zakazanej Żony, pięknej książki, która niejednego porwała.


Ocal mnie od złego-Alloma Gilbert
Trzy metry nad niebem-Federico Moccia
Zakazana Żona-Verena Wermuth
Igrzyska Śmierci-Suzanne Collins
W pierścieniu ognia-Suzanne Collins
Drżenie-Maggie Stiefvate

Czytaliście, którąś z nich? Polecacie?
Udostępnij ten wpis

11.10.2013

Recenzja: Ocal Mnie od złego



Tytuł: Ocal mnie od zlego
Autor: Alloma Gilbert
Ocena: 9/10
Wydawnictwo: Znak

,,Kiedy byłam mała dziewczynka, wierzyłam w to, co ciągle mi powtarzano: że jestem zła, że zasługuję na tortury, bo jestem dzieckiem szatana.,,

Prawdziwa, wstrząsająca historia Allony, dziewczynki, która nie zasłużyła na swój los. Książka opisuje cierpienia i uczucia Allony, towarzyszące jej emocje i wieczny strach.

Dziewczynka wiodła spokojne życie u boku swoich rodziców, niczego jej nie brakowało. Jednak choroba matki zakłóciła powszechną równowagę. Eunicka, jej nowa opiekunka wprowadziła w jej życiu chaos i niepewność. Razem z dwójką innych dzieci, Charlotte'ą i Robertem, trafiła pod skrzydła pozornie miłej kobiety. Z początku nic nie zapowiadało koszmaru, który miał ciągnąć się przez lata. Zaczęło się niewinnie, a przerodziło się w istny horror.

Podczas gdy czytałam "Ocal mnie od złego" łzy same cisnęły mi się do oczu. Zszokowało mnie zachowanie opiekunki, które stosowała okrutne kary wobec dzieci - fizyczne znęcanie się nad nimi było na porządku dziennym. Nie spodziewałam się, że ludzka istota może być tak bezwzględna. Autorka nie stroni od brutalności, więc polecam tę powieść ludziom o mocnych nerwach. Aż nie chce się wierzyć, że cały ten koszmar wydarzył się na prawdę.

Książka wzruszyła mnie, a przy tym otworzyła oczy na zło, które może być tuż obok nas. "Ocal mnie od złego" pochłonęłam w dwa dni, gdyż język i styl, a przede wszystkim szokujące życie Allony, sprawiły, że nie mogłam oderwać się od powieści. Polecam każdemu "Ocal mnie od złego", gdyż według mnie każdy doceni prawdziwość tej historii.

Co tak naprawdę przeżyła Allona i reszta dzieci? Czy uda im się pokonać strach i własne demony? Przekonajcie się sami.

Udostępnij ten wpis

Recenzja: Drżenie



Tytuł: Drżenie
Autor: Maggi Stefvater
Ocena: 10/10
Wydawnictwo:Wilga

"Drżenie" jest pierwszą częścią trylogii, którą pokochały miliony czytelników na całym świecie. Główną bohaterką utworu jest Grace, która jako mała dziewczynka została porwana przez gromadę wilków. Ku zdziwieniu rodziny, powróciła z lasu tylko z kilkoma zadrapaniami i siniakami - nikt nie wie, co działo się z nią przez ten czas. Tylko ona, Grace, zna prawdę.  Została uratowana przez żółtookiego wilka. Lata mijają, a dziewczyna nie potrafi zapomnieć o złotych ślepiach bestii.

Główna akcja rozpoczyna się, gdy jeden z kolegów Grace zostaje zagryziony przez watahę wilków. Mieszkańcy miasteczka mają już dość krwiożerczych bestii i organizują polowanie. Młoda dziewczyna próbuje powstrzymać żądnych zemsty mieszkańców, bojąc się, że żółtooki wilk zostanie zabity. Kiedy następnego dnia znajduje przed swoim domem rannego mężczyznę, nie spodziewa się, że to wydarzenie może zmienić jej dotychczasowe życie...

Książka wciąga już od pierwszych stron, akcja toczy się wartko, przez co nie można się od niej oderwać. Napisana jest prostym, lecz bardzo plastycznym językiem, dzięki czemu bardzo dokładnie studiujemy każde zdanie znajdujące się w powieści.

Chcesz wiedzieć dlaczego wilki zagryzły kolegę Grace? Kim jest tajemniczy żółtooki mężczyzna? Przeczytaj koniecznie tę książkę!
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.