29.12.2016

1/ 2016 Konkurs

#konkurs #jakpowietrze #omgBooks #uratujmnie #ambasadorka #zapraszam
KONKURS ŚWIĄTECZNO SYLWESTROWY
Regulamin konkursu

1 . Organizatorem konkursu jest Książkowy Zakątek Nadine i blog recenzjenadine.blogspot.com

 
2. Fundatorem nagrody jest omgBooks


3. Do wygrania są książki : "Uratuj mnie" i "Jak Powietrze " (po 1 szt)


4. Skoro mamy dwie książki to i dwóch zwycięzców może być :D

 
5. Wziąć udział mogą wziąć udział praktycznie wszyscy, ale ważne, by mieszkały one na terenie Polski. 


6. Zadaniem konkursowym jest opisanie swojego pierwszego spotkania z miłością życia. Temat możecie zinterpretować dowolnie. Wygrywa najbardziej kreatywna odpowiedz! - Odpowiedzi w Komentarzu 


7. Czas trwania konkursu; od 24.12 do 5.01.2017
8. Ogłoszenie wyników nastapi 7.01.2017

                                  oto nagrody do wyboru:



Zapraszam do udziału i życzę wszystkim powodzenia!

51 komentarzy:

  1. Miłość mojego życia spotkałam w sierpniu 6 lat temu. Siedziałam z książką na łóżku i podniecona oczekiwałam gościa, którego siostra miała przyprowadzić do domu. Nigdy go wcześniej nie widziałam, ale już co nieco słyszałam o nim od innych. Wszyscy mówili o nim z takim zachwytem w głosie, że już się nie mogłam doczekać... Byłam ciekawa, czy rzeczywiście jest taki fajny jak go opisywali. Kiedy usłyszałam otwierające się do mojego pokoju drzwi, zobaczyłam w nich siostrę a za nią stał On... Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia! Miał brązowe oczy i był taki malutki, słodki i bezbronny... Mój Piesek - miłość mojego życia, którą kocham w wzajemnością! Właśnie leży u moich stóp i patrzy z taką wdzięcznością, że aż łzy wzruszenia zbierają się do oczu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze spotkanie zdawało się być niewinne, dopóki się do mnie nie odezwał. Wkurzył mnie tak naprawdę pierwszym zdaniem, więc nie mogłam zrobić nic innego tylko się odgryźć. I to zrobiłam, a on oczywiście nie pozostał mi dłużny. I tak to trwało dobre dwie godziny - przerzucanie się argumentami i docinkami, nic jednak specjalnie raniącego. Im bardziej mnie irytował, tym bardziej mi zależało, żeby ta rozmowa się nigdy nie kończyła. A jeśli musiała się kończyć, to żeby jakoś szybko nastąpiła powtórka. Przez to irytowało mnie to jeszcze bardziej i jeszcze bardziej złośliwa się robiłam. Cóż, nie mogłam się powstrzymać :) a on wcale nie miał mi tego za złe, można było odnieść wrażenie, że na to czekał. Na odchodne rzucił jeszcze, że dokończymy to jutro i już wiedziałam, że będzie jeszcze niejedno jutro, i mimo że trochę mnie to wkurzało, że tak szybko zaczęło mi zależeć, cieszyłam się z tego. Czułam nagle jakiś nieznany mi wcześniej spokój i poczucie, że wszystko powoli będzie się układało tak jak być powinno zawsze. Można by to nazwać poczuciem bycia całością ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raz na rolkach w słoneczny dzień jeździłam i wtedy jego piękną twarz zobaczyłam. Chociaż na koniu białym on nie siedział to i tak, gdy go zobaczyłam wymiękłam. Przystojny był, że aż zwariowałam i na rolkach często koło niego więc przejeżdzałam. Uśmiechy mu puszczałam a wspaniałość się odwdzięczała. Później na murku usiąść musiałam i jego w moją stronę idącego ujrzałam. Tak żeśmy długo rozmawiali i numerami się powymieniali. Po paru dniach znowu żeśmy się spotkali i miłością się obdarowali

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnego lata w bardzo przypadkowy sposób zlamalam sobie nogę. Przez 8tygodni miałam ją w gipsie. Początkowo wszystko było dobrze, jednak z czasem umierałam z nudów, bo ile można leżeć w łóżku. Wtedy kolega zaprosił mnie na wesele. Oczywiście od razu mu odmówiłam wiedząc, że z nogą w gipsie nie będzie miał na ze mnie żadnego pożytku. Jednak Adam bardzo mnie namawiał mówiąc, że nie lubi tańczyć, a idąc ze mną nie będzie musiał tego robić. Razem posiedzimy przy stole i spędzimy miło czas. On nie będzie szukał innej partnerki, a ja będę miała trochę rozrywki. Jak przedstawił mi swoje zamiary to nie musiał mnie długo przekonywać, bo od razu się zgodziłam.
    Nadszedł dzień ślubu...
    Do gipsu ciężko było dobrać jakikolwiek strój, ale w końcu kupiłam długa, biała, zwiewna sukienkę, w której gipsu nie było tak bardzo widać. Adam był bardzo pomocny, pomagał mi jak tylko umiał, bo przed kościołem było dość nierówne podłoże, a ja o kulach nie czułam się zbyt pewnie. Postanowiliśmy wyjść z kościoła tuż przed końcem mszy, żebym w tłumie się na kogoś nie przewróciła. Powoli zmierzalismy do samochodu i w tym momencie zadzwonił Adama telefon... Odszedł na bok, a ja chciałam być samodzielna i zaczęłam powoli zaskakiwać ze schodów. Szło mi całkiem nieźle, ale do pewnego momentu, gdy postawiłam kule na nierównej płytce chodnikowej. Wtedy mocno się zachwiałam, straciłam równowagę i zaczęłam się przewracać. Zamknęłam oczy i... wpadłam wprost w ręce policjantowi:) Pan Młody również był policjantem i pod kościołem na nowożeńców czekał orszak policyjny. Młody (o rok młodszy ode mnie) policjant życia mi nie uratował łapiąc mnie przed upadkiem, ale na pewno zaoszczedzil mi bólu. Bardzo mocno go wtedy złapałam, spojrzałam mu głęboko w oczy i z uśmiechem podziękowałam za pomoc. Damian-policjant mimo zapewnień Adama i moich, że dam już radę iść sama, zaprowadził mnie do samochodu. Po tej historii pojechaliśmy na dalszą część imprezy do restauracji i więcej Damiana nie widziałam, choć liczyłam że może pojawi się na weselu z delegacja. Jednak go nie było. Nie ukrywam, że żałowałam. Mimo tego, że było mi wstyd z powodu mojego upadku przed kościołem, to Damian bardzo mi się spodobał i chciałam jeszcze kiedyś się z nim spotkać. Nie wiedziałam o nim zupełnie nic, znałam tylko jego imię bo w drodze do samochodu się przedstawił. Mając tak szczatkowe informacje na jego temat nie byłam go w stanie odnaleźć. Jednak po około dwóch miesiącach pewnego niedzielnego ranka dostałam wiadomość na fb od nieznajomej mi osoby. Kiedy odczytałam wiadomość bardzo się ucieszyłam bo był to właśnie Damian! Napisał, że w końcu się odważył do mnie odezwać. Moje dane wziął od swojego kolegi z pracy, czyli Pana Młodego, który też się nie mało natrudzil żeby je zdobyć, bo przecież nie byłam osoba z rodziny, lecz tylko osoba towarzyszącą. Umówiliśmy się na spotkanie w najbliższy weekend, ponieważ dzielilo nas ponad 300km. Nie mogliśmy się nagadać, rozmawialiśmy cały dzień i pół nocy. A kiedy następnego dnia wstałam, czekała już na mnie wiadomość o tresci: "tak mnie oczarowalas swoimi pięknymi oczkami, że chce znów na nie popatrzeć. Zamieniłem się z kolegą w pracy i mam wolne popołudnie, znajdziesz dziś dla mnie parę minut?". Moja odpowiedź oczywiście była twierdząca i już następnego dnia się spotkaliśmy. Przyjechał do mnie, czekał z moimi ulubionymi frezjami pod moim wydziałem. Tym też zdobył moje serce! Dziś jesteśmy razem już 3lata razem, a ja wciąż jestem tak zakochana jak na początku. I uwierzyłam w przysłowie "za mundurem panny sznurem". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie książki sprawiły by mi radość, ale zgodnie z regulaminem wybieram "Jak powietrze".
      Aleksandra

      Usuń
    2. Justynka Dz31 grudnia 2016 15:51

      jeśli bierzesz udział anonimowo bez konta proszę o adres e mail bym mogła w razie co się skontaktować

      Usuń
    3. Nieznajoma.asp@wp.pl

      Usuń
  6. Miłość mojego życia spotkałam przypadkiem
    Choć w przypadki staram się nie wierzyć
    W zatłoczonym barze spojrzał na mnie ukradkiem
    Tylko po to, by rychło mi się zwierzyć
    Podszedł wolnym krokiem
    Uśmiechnął się tak, jak to tylko on potrafi
    Spytał, czy może przysiąść się bokiem
    I czy prawdziwa miłość tylko raz w życiu może się przytrafić
    Piliśmy wino, gadaliśmy na różne tematy
    Choć on cierpiał po rozstaniu
    Może ominęliśmy tylko tematykę prostaty
    Choć wspominaliśmy o toalecie i do niej bieganiu
    Urzekł mnie odwagą, inteligencją i poczuciem humoru
    Miał też w sobie to osławione "coś"
    Nadał memu istnieniu niesamowitego wigoru
    Już wtedy czułam, że to będzie dla mnie ważny ktoś
    Na tym nietypowym spotkaniu znajomość nasza się nie skończyła
    Byliśmy potem ze sobą lat kilka
    Jego osoba skutecznie moje serce poruszyła
    Choć to była tylko piękna mego życia chwilka


    A jeśli chodzi o książkę, to gdyby tak się zdarzyło, że padłoby na mnie, to chciałabym "Jak powietrze"

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje pierwsze spotkanie z miłością? Opiszę najwcześniejsze wspomnienie związane z pierwszym zauroczeniem. Otóż pewnego lata wraz z rodzicami pojechałam na pole namiotowe. Tam poznałam moją pierwszą wakacyjną miłość. Miałam jakieś 5 lat. Bawiłam się jak zwykle na brzegu jeziora, robiąc babki z piasku. Nagle podbiega do mnie chłopiec, mniej więcej w moim wieku. Pyta czy może się ze mną pobawić i proponuje, że możemy zbudować wielki zamek z piasku, a ja będę księżniczką, którą on potem uratuje. Budujemy, budujemy, następnie mój rycerz na białym koniu mnie ratuje. Chwilę później, jak to dzieci, zaczynamy się nudzić. Maciek pyta "czy całowałam się już z chłopakami?" Ja odpowiadam, że nie i mówię, że "jak moja mama całowała się z tatem, to potem urodziła mi braciszka". A Maciek na to: "eee głupia jesteś, nie znasz się, moi rodzice mówili że dzieci przynosi bocian, pokażę ci jak się całuje". A ja, jak to zawsze ciekawska dziewczynka, zgadzam się. Robię tak jak mi każe Maciek, zamykam oczy i szykuję się do mojego pierwszego w życiu pocałunku z chłopakiem! Maciek całuje mnie cały uśliniony i mokry. Ja krzyczę: "to obrzydliwe, fuj!" On na to: "nie znasz się na całowaniu, tak ma być, widziałem na filmach." Ja w takim razie mówię: "pocałowałeś mnie, to teraz musisz się ze mną ożenić". A on jak się nie wydrze i zaczyna uciekać krzycząc: "mamo, tato, Iza chce żebym się z nią ożenił!" I tak skończyła się moja krótka burzliwa pierwsza miłość. Ciekawe czy Maciek jeszcze mnie pamięta? ;)

    Wybieram "Jak powietrze"

    OdpowiedzUsuń
  8. Swoją pierwszą miłość spotkałam w wieku siedmiu lat. To były wakacje, przyjechał do babci. Gdy tylko go zobaczyłam wiedziałam, że to miłość mojego życia. Niestety, zostaliśmy tylko przyjaciółmi. Po dziesięciu latach nasza relacja się rozpadła. Nie dogadywaliśmy się już tak, jak wcześniej.
    Od tamtej pory nie widziałam go pięć lat. Przez ten czas zdążyłam skończyć szkołę i wyprowadzić się do Warszawy.
    Pewnego dnia przyjeżdżając do rodziny w odwiedziny spotkałam go. Okazało się, że przyjechał na pogrzeb babci. Wiem jak bardzo ją kochał i wiem jak mocno zabolała go jej strata. Zaprosiłam go do kawiarni. Zaczęliśmy rozmawiać. W tym momencie poczułam się jakbyśmy znów mieli dziesięć lat i siedzieli na osiedlu przed blokiem bawiąc się w najlepsze. Okazało się, że on również mieszka w stolicy, więc umówiliśmy się ponownie. Później było kolejne spotkanie i kolejne, aż w końcu zrozumiałam, że uczucie, którym darzyłam go mając siedem lat wcale nie wygasło. W końcu nie wytrzymałam. Wyrzuciłam z siebie wszytko to co czuję. Wielkie było moje zdziwienie, że on odwzajemnia te uczucia. Zaczęliśmy spotykać się jako para. Minął rok, a my nadal jesteśmy razem. Planujemy ślub i wspólną przyszłość. Teraz, patrząc na niego, wiem. Wiem, że ta mała siedmioletnia dzwiewczynka, spotkała w tamtym momencie miłość swojego życia.

    Wybieram książkę ,,Jak powietrze"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli bierzesz udział anonimowo bez konta proszę o adres e mail bym mogła w razie co się skontaktować

      Usuń
    2. marlenka8@onet.pl
      proszę bardzo ❤

      Usuń
  9. Miłość mojego życia ma nietypowe i złożone imię - książki.
    Jako dziecko, dość szybko nauczyłam się czytać, bo w wieku sześciu lat, głównie dzięki babci i jej zamiłowaniu do kolorowych czasopism. Nie interesowałam się informacjami w nich zawartymi, ale właśnie literkami. I w tym momencie zaczyna się moja wielka przygoda - spotkanie z miłością mojego życia. W gwiazdkowym prezencie pod choinkę otrzymałam pięknie ilustrowany zbiór baśni Andersena. Codziennie wieczorem czytałam jedną bądź dwie, a głód czytelniczy potęgowały dodatkowo kolorowe obrazki.
    Tego wyjątkowego prezentu nie zapomnę chyba do końca życia. Dzięki Andersenowi wkroczyłam w podwójne życie nakreślone na kartach lektur, powieści, romansów, dramatów i kryminałów. Dzięki niemu zaczęłam odkrywać świat beztroskich bajek, szarej codzienności i ludzkich tragedii. Dziękuję ♡


    Jeśli spodziewałyście się romantycznej historii, to przepraszam, ale dla mnie to właśnie książki są największą miłością. Pochłaniam, rozważam i delektuję się każdym słowem :)

    (W razie czego niezastąpiona @AnaLeFay i "Uratuj mnie".)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moją miłość spotkałam w dziwnych okolicznościach - tak w psychiatryku. Stał w tle za kumplem, którego spotkałam własnie tam, odwiedzając innego znajomego. Mało romantyczne, ale zaskakujące, bo nie spodziewałam się przystojniaka o brązowych włosach i niebieskich oczach w miejscu, gdzie ludzie przerażali mnie zachowaniem, a ściany były tak obskurne, że najgorszemu wrogowi nie życzę pobytu w tych nieludzkich warunkach.
    Później mała imprezka, kilka rozmów, spotkań i tak wyszło, że jesteśmy ze sobą juź 4 lata, przeprowadzaliśmy się z 6 razy i nadal jest pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje pierwsze poważne spotkanie z miłością...
    Chyba nie będę zbyt oryginalna, jeśli napiszę, że było to w szkole. Szkole średniej, lecz zaczęło się całkiem inaczej. Nie moglibyśmy ze sobą rozmawiać. Trzymało nas brak wspólnego języka. Dosłownie. Byliśmy w klasie integracyjnej, więc on był innej narodowości, i ja również. Najpierw były krótkie spojrzenia. Zwykłe, koleżeńskie, potem te głębsze. Nie da się zapomnieć jego poważnego wzroku, który skierowany był tylko na mnie. Z początku mnie uwodził właśnie swymi piwnymi oczami, ale po czasie zaczął być strasznie irytujący i upierdliwy. Denerwował mnie jak nikt inny. Odpuściłam sobie nawiązywanie z nim kontaktu, gdyż nie mogłabym być z kimś o tak paskudnym charakterze! Wszystko zaczęło się zmieniać po kilku miesiącach wspólnej nauki. Poznaliśmy język, umieliśmy się dogadać. Pracując w warsztacie na praktykach nie potrafiłam sobie poradzić z jednym zadaniem. Byłam naprawdę wściekła. Na drewno, na nauczycielkę, na wszystkich. Wtedy to on wykazał się cierpliwością i dobrocią, i po kryjomu zrobił całe zadanie za mnie. To właśnie w tamtym momencie nasza relacja zaczęła się zmieniać. Wrogowie zaprzyjaźnili się! A potem... potem musiałabym opisać całą bajkę, bo było niesamowicie, gdy zakończyliśmy przyjaźń, a na to miejsce wstąpiło coś innego. Coś głębszego. Jak każda para mieliśmy swoje wloty i upadki, lecz ostatecznie pewna rzecz nas poróżniła, a nasza bajka dość szybko się skończyła. Mimo wszystko nie da się zapomnieć tej wielkiej, pięknej miłości. Z księciem z drewna...

    e-mail : agutkaglo@wp.pl
    Książka: Uratuj mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę anonimowo,bo nie mogę zalogować się na swoje konto Google :(

      Usuń
  12. Moja pierwsza ,,wielka'' miłość jak wtedy myślałam zaczęła się rok temu. Wtenczas moja najlepsza przyjaciółka Weronika mimo moich sprzeciwów wyciągneła mnie na coroczne dni miasata znajdującego się kilka kilometrów od mojej wsi. Chciała na nie jechać, ale wolała aby ktoś pojechał z nią. Wybór padł na mnie. Nie chciałam jej zawieść, więc zgodziłam się. Z niechęcią czekałam na spóźniającą się przyjaciółkę w umówionym miejscu, ale gdy w końcu raczyła się zjawić okazało się, iż przebiła sobie rower. Z radością myślałam już, że nie pojedziemy, jednak nie obok nas zatrzymał się samochód, a jadący w nim chłopaki zaoferowali pomoc, ponieważ znali się oni z moją przyjaciółką, jednak dla mnie byli całkowicie obcy. Jeden z nich zapakował nasze rowery do bagażnika, a my wsiadłyśmy do samochodu.Niestety zostały wolne tylko dwa miejsca z tyłu. Weronika wepchnęła mnie na środek, odrobinę za mocno przez co wylądowałam na kolanach chłopaka siedzącego pod oknem. Szybko przeprosiłam, zeszłam i spojrzałam w stronę sąsiada po lewej. Uśmiechał się do mnie swoimi cudownymi zielonymi oczami. Było otwarte okno przez co gdy jego kumpel ruszał autem jego brązowe włosy były w nieładzie. Uśmiechał się do mnie i powiedział, że nic się nie stało. Pamiętam jak przyjaciółka zauważając, iż chłopak bardzo mi się spodobał żartobliwie szturchała mnie w bok. Artur kumpel Weroniki siedzący za kierwnica przedstawił nam swoich kolegów. Koło mnie siedział Wojtek, a na przodzie obok kierowcy Bartek. Chłopaki okazali sie być bardzo sympatyczni. Dużo żartowali i nie pozwalali nam się nudzić. Gdy zajechalismy zaproponowali nam abyśmy do nich dołączyli. Chętnie się zgodziłyśmy. Pod koniec festynu była dyskoteka. Wojtek poprosił mnie do tańca i przetańczyliśmy kilka piosenek. Gdy wracaliśmy poprosił mnie o numer. Znajomość dobrze się rozwijała, ale potem okazało się, że mieszka za granicą, a do Polski przyjeżdża tylko na wakacjie. Nadal mamy kontakt na skype. Mimo to, nie żaluję tego, iż zgodziłam się wybrać z Weroniką na festyn.
    Książka-,,Uratuj mnie''
    agataannahiszpanska@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o kropce w adresie: agata.annahiszpanska@poczta.onet.pl

      Usuń
  13. Było to dawno temu. W sumie, nie wiem kiedy zaczęły się nasze podchody, ale zawsze nas do siebie ciągnęło.
    Pewnego popołudnia, poczułam się samotna. Zdałam sobie wtedy sprawę, że nie mam nikogo, kto by mnie kochał, oprócz rodziny. Kiedy się tak nad sobą użalałam i przeklinałam wszelakie tworzywo, usłyszałam jakieś trzeszczenie na końcu korytarza. Pierw pomyślałam, że ktoś się nade mną lituje i przybyła moja miłość w lśniącej zbroi i na białym rumaku. A później zdałam sobie sprawę, że mieszkam w centrum miasta na trzecim piętrze i mój księciunio musiałby umieć latać. Zbita z tropu chwyciłam za widelec ze stołu i ruszyłam w kierunku, z którego dochodziło burczenie.
    Stała tam. Biała jak ściana, dość krągła i niska - ale piękna. Przypominała wampira, ale wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi. Chwyciłam ją za rączkę - była taka malutka! - ale zimna. I niestety wiedziałam, że w środku pusta. Wiedziałam, że kocham tę lodówkę, ale ona chciała tylko przechowywać moje jedzenie! Ileż to ja na nią pieniędzy przetraciłam!
    Nieszczęśliwa miłość XXI wieku :')
    Pozdrawiam i wybieram "Jak powietrze" :D

    OdpowiedzUsuń
  14. To był piękny, słoneczny, sierpniowy dzień. Kto by nie cieszył się z takiej pogody? A no ja! Wstałam cholerną lewą nogą o piątej rano i miałam już dość dnia, chociaż ledwo się zaczął. Mój śmieszek sąsiad, który niedawno się wprowadził, postanowił włączyć głośno muzykę, bo miał urodziny i chciał świętować od rana. Szkoda, że nie pomyślał, że ma sąsiadkę, która chce spać, bo idzie do pracy i obowiązuje cisza nocna. Nadęty głupek. Oczywiście poszłam do niego, żeby zwrócić mu uwagę, ale jedyne co usłyszałam, to jego sarkastyczny śmiech i głupkowata odpowiedź "wyjmij ten kij z tyłka, drewniaku".
    Miarka się wtedy przebrała. Byłam już nieźle wkurzona, a do pracy miałam iść za trzy godziny, niewyspana, bo poszłam późno spać. No ale cóż, jak to się mówi "oko za oko, ząb za ząb", więc postanowiłam wcielić w swoje życie słodki plan zemsty, taki, który sąsiad zapamięta i nigdy więcej mnie nie obudzi.
    [...]
    Wracając z pracy, w nieco lepszym nastroju (nie licząc tego, że ptak postanowił narobić mi na nowa marynarkę, a opona w samochodzie pękła i mordowałam się z jej zmianą), bo w głowie miałam niecny plan, zajechałam do piekarni, gdzie telefonicznie zamówiłam tort. Skoro sąsiad świętuje, zamierzam świętować z nim, jednak nieco inaczej.
    Dojeżdżając do domu, cieszyłam się jak nigdy. Już na parkingu słyszałam dudnienie muzyki, która najwyraźniej mu się nie znudziła. Jednak zadowolona poszłam do swojego mieszkania, gdzie ubrałam najseksowniejszą sukienkę i czerwone szpilki, któremu facetowi by nie podobały się takie szpilki? Nałożyłam delikatny makijaż i zabrałam ze sobą tort dla sąsiada.
    Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam, aż je otworzy i gdy tylko się rozchyliły, bez wahania rzuciłam tortem w twarz (jak myślałam) sąsiada.
    Byłam z siebie zadowolona, do momentu, aż nie usłyszałam "Co do cholery?!" i zobaczyłam, że sąsiad dopiero pojawił się w drzwiach. Tak, trafiłam tortem nie tę osobę, którą miałam trafić. Genialnie, prawda?
    Głupi sąsiad śmiał się ze mnie, a jego gość pobiegł to toalety zmywać z siebie ciasto. Dla zachowania godności chciałam stamtąd pójść, ale nie... mój sąsiad miał inne plany i wciągnął mnie do swojego mieszkania, żebym z nim świętowała. Totalny dziwak.
    No ale trudno, trzeba było się poświęcić i posiedzieć chociaż 20 minut...
    Kiedy chciałam już wychodzić, w wejściu do salonu zderzyłam się z nagą, umięśnioną, męską klatą. W innych okolicznościach byłoby zabawnie, ale gdy podniosłam głowę, zobaczyłam szyderczy uśmieszek. Nie, to nie był mój sąsiad. Jak się okazało, to był jego brat, o wiele przystojniejszy, i którego trafiłam tortem w twarz.
    I tak właśnie poznałam swoją miłość życia. Walnęłam ją w twarz, a później wleciałam w jej klatkę. Uroczo, prawda? Ale nie narzekam, bo dzięki głupkowi sąsiadowi, z którym teraz bez problemu się dogaduje, poznałam swoją miłość, na którą zawsze mogę liczyć i jesteśmy razem 5 lat.

    Wybieram "Uratuj mnie".
    Pozdrawiam,
    Natalia Zaczkiewicz

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy to było? Hmm z 17 lat do tyłu? Tak… Miałam wtedy z 6 lat ;) Mama zabrała mnie i siostrę na spacer po osiedlu. Był zimowy wieczór, zaspy śniegu sukcesywnie się powiększały a ja radośnie lepiłam kulki i rzucałam je w młodszą siostrę. W pewnym momencie stanęłyśmy we trójkę przed ogromnym szyldem z napisem: LODY. Dziwne, że w takim sezonie takowy wisiał. Mama dziarsko zawołała: „Monisiu a co tutaj jest napisane?”. Mając 6 lat, spróbowałam skleić literki w całość, bo je znałam, gorzej z całokształtem. Namęczyłam się, ale ostatecznie wydukałam: „Loooooody”. Cóż, sprawiało mi trudność czytanie płynne, pomimo usilnych starań mojej mamy. Minęło trochę czasu a szkoła sprawiła, że irytujący problem znikł, nie mniej jednak Mama weszła mi na ambicje tak, że potajemnie brałam książkę z bajkami Braci Grimm i próbowałam łączyć w całość te małe zygzaczki i robaczki. Czas mijał, ja rosłam jak na drożdżach i … zakochałam się! W czytaniu! To było moje pierwsze spotkanie z miłością życia – szyld LODY rozbudził we mnie drzemiące uczucie do książek, które nadal trwa ;) Nikt nie powiedział, że miłość życia musi być jedna. Ja mam ich nawet kilka ;) A jedna - płci przeciwnej prezentuje mi książki, które pokazuję ukradkiem w księgarniach, że takie chcę :P
    Wybieram, Uratuj mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. OSTATNI DZWONEK NA ZGŁOSZENIA TO DZIŚ I JUTRO!O 23.59 !

    OdpowiedzUsuń
  17. kiedy będą wyniki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuje na dziś według regulaminu ale wybór nie jest łatwy na takie mistrzowskie odpowiedzi jak wasze . jak by było opóźnienie dam znać i przypominam nagrodę wysyła wydawnictwo nie ja

      Usuń
  18. I co z tymi wynikami? :)

    OdpowiedzUsuń

Wywiad 2/2017

Dziś mam dla Was bardzo miłą niespodziankę . Wywiad z bardzo niesamowitą i przemiłą autorką, która miałam okazję poznać osobiście z T...