21.01.2014

#26 Recenzja: Matrioszka Rosja i Jastrząb


Tytuł: Matrioszka Rosja i Jastrząb
Autor: Maciej Jastrzębski
Wydawnictwo: Editio
Ocena: 7/10

Co przeciętny Polak myśli o Rosji:
- wódka. Dużo wódki i pijaństwa
- Stalin i Armia Czerwona, którzy wybili pół naszego narodu
- Putin polujący na tygrysy
- kawior, matrioszki i prawosławie
- zimno, wieczny mróz i śnieg

Jastrząb, czyli autor zbioru reportaży poświęconych rosyjskiej kulturze, historii oraz mentalności naszych wschodnich sąsiadów, zaprasza czytelnika w podróż po kraju kontrastów i sprzeczności. Wszystko rozpoczyna się w roku 1991, u schyłku istnienia ZSRR, kiedy to Maciej Jastrzębski z mikrofonem w plecaku stoi w kolejce po pierwszego w swoim życiu hamburgera z restauracji „McDonald’s”. Właśnie w Moskwie, przy prawdopodobnie pierwszym międzynarodowym Fast foodzie w bloku wschodnim, wrocławski dziennikarz rozpoczyna swoją przygodę z niesamowitą Rosją. Z krajem, który jest swoistą matrioszką – za każdym razem poznajemy nowe wnętrze tradycyjnej pamiątki, aż w końcu docieramy do najmniejszej laleczki, do tzw. „duszy matrioszki”, która, mimo że najmniejsza, to kryje najwięcej tajemnic.

Często wydaje się nam, że Rosja to po prostu kolejne państwo na wschodzie, które nie ma nam nic do zaoferowania, prócz afer korupcyjnych i mroźnych zim. Ci, którzy nigdy nie byli w tym kraju, nie wiedzą, co tracą, omijając go z daleka i dając się porwać stereotypom. Jednak Jastrzębski daje nam do zrozumienia, że Rosja w dużej mierze jest słusznie postrzegana jako kraj, który ma problem z alkoholem. Tyle że wielu z nas na tym spostrzeżeniu kończy dysputy. W „Matrioszce…” Jastrząb wgłębia się w problem i uświadamia nam, że wszędobylska wódka jest zarówno nieprzyjacielem, jak i błogosławieństwem. Kiedy złocone sale Kremla biją po oczach swoim bogactwem, autor stara się przyćmić ich blask pokazując skorumpowane władze i ważne osobistości. Z jednej strony mamy piękne, zabytkowe kamienice, a z drugiej widać tych, którzy powiedzieli o jedno słowo za dużo a propos polityki i teraz pozostały im tylko puste miejsca w porannych wagonach metra. Maciej Jastrzębski stara się pokazać Polakowi czym jest Rosja i jej mieszkańcy oraz dlaczego to państwo nazywane jest miejscem kontrastów.

To nie jest przewodnik po Moskwie. Nie uświadczymy w „Matrioszce…” porad jak się zachowywać, co zwiedzić, czy co przekąsić w wolnym czasie. Jastrzębski zaprowadza nas w rejony, gdzie turysta zazwyczaj się nie zapuszcza, nie wiedząc, że istnieje takie miejsce, czy też po prostu nie chcąc się tam znaleźć. Żaden wycieczkowicz z aparatem w ręku nie doceni porannych pasażerów linii metra, ani nie rozpozna niejakiego Wujka Borka. Oczywiście Jastrząb nie zaniechał opisać kilku zwyczajów, potraw czy też tradycji, ale nie jest tego wiele. Natomiast, jeśli już o tym pisze, to rzetelnie i z głębi serca. Skupia się bardziej na kulturze, artystach oraz na innych sztukmistrzacg, którzy w jakiś sposób wpłynęli na postrzeganie Moskwy, miasta rubinowych gwiazd

Książka jest zbiorem reportaży, więc siłą rzeczy autor musiał przedstawić historię danego wydarzenia oraz podać kilka dat. Miejscami nieco mnie to nużyło, kiedy to czytałam kolejny akapit o suchych faktach historycznych. Jednak Jastrzębski nie napisał podręcznika szkolnego. Chwała mu za to, że dodał wiele historii na pozór zwyczajnych Rosjan, których żywot był bardzo ciekawy, choć mroczny i tajemniczy. Pokazuje nam, że nasi wschodni sąsiedzi są niesamowicie interesujący w sferze mentalnej jak i historycznej.

Trzeba jednak zaznaczyć, że są to przeżycia i opisy tylko jednej osoby. „Matrioszka…” pozwala nam przenieść się do tego państwa, a stara się zachęcić potencjalnego czytelnika do odwiedzenia Moskwy i przeżycia swojej własnej przygody, którą można opisać w kolejnej książce. Sama miałam okazję przebywać jakiś czas w Rosji i wspominam ją nieco inaczej, choć pod wieloma względami zgadzam się z Maciejem Jastrzębskim. Mam takie samo zdanie jak on, myśląc o tej krainie: Rosja to kraj przeróżnych sprzeczności. Kiedy w centrum miasta widzisz odrestaurowane pomniki, to już dwadzieścia kilometrów dalej pośród iglastych drzew wyłaniają się poniszczone wioski i wiekowe ‘babuszki’ powoli zmierzające w stronę drewnianej cerkwi. Tyle że to nie jest przykry widok. To otworzenie kolejnej matrioszki, która skrywa jeszcze jedną tajemnicę.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

6 komentarzy:

  1. Chyba nie do końca to mój styl..odpuszczę tym razem ale mam nadzieję, że książka przypadnie do gustu innym! :)
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Według mnie Rosja ma wspaniała kulturę. Po ksiązkę chętnie bym sięgnęła bo nie spotkałam się jeszcze ztaką pozycją- a może być bardzo puczająca ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka zachęca do odwiedzenia Rosji oraz pokazuje kwintesencję tego kraju i ludzi. Jak najbardziej polecam :)

      Usuń
  3. Ja właśnie myślałem, że Rosja to nie ciekawe państwo, w którym szaleją zimy i tyle. Nic więcej nie myślałem. Ale chyba muszę sięgnąć po tę książkę i zobaczyć w jakim byłem błędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie naprawdę niewiele wiedzą o Rosji, a w gruncie rzeczy to niesamowity kraj, lecz nie dla każdego. Ja go pokochałam i na pewno do niego wrócę. A książka rzeczywiście pokazuje drugą stronę medalu, która dla mnie była ciekawsza niż reprezentacyjne miejsca stolicy.

      Usuń
  4. ymm wydaje mi się, że jednak to nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń

Wywiad 2/2017

Dziś mam dla Was bardzo miłą niespodziankę . Wywiad z bardzo niesamowitą i przemiłą autorką, która miałam okazję poznać osobiście z T...