18.01.2014

#25 Recenzja: Ogniste skrzydła


Tytuł: Ogniste skrzydła
Autor: Karolina Wojtaszek
Wydawnictwo: Poligraf
Ocena: 4/10

Viktoria wiedzie normalne życie młodej dziewczyny. Ma przyjaciół, uczęszcza na zajęcia i mieszka z kochającą rodziną. Nic jej nie brakuje, a piękne i nieco drapieżne rysy twarzy dodatkowo jeszcze jej pomagają. Niestety czasami spokój i harmonię zaburzają zderzenia czołowe na korytarzu z przystojnymi studentami…

Jednak wszystko się zmienia, kiedy to razem ze swoim przyjacielem Mateuszem idą  do ulubionego klubu. Viki spotyka tam Rogera, którego ostatnio niechcący szturchnęła. Nagle sytuacja obraca się o 180 stopni. Podłogę klubu zasnuwa dym, a dziewczyna zostaje porwana. Okazuje się, że jest ona wybranką. Jako jedyna może ocalić zagrożony świat, który nie jest jedynym, jaki istnieje. W tym zadaniu ma jej pomóc Roger, jako jej opiekun i osobisty Ognisty Smok, który od wieków chroni takie osoby jak Viktoria. Niestety nie tylko on skrywa mroczne tajemnice. Wyłącznie Viki może ocalić zagrożony świat, który nie jest jedynym, jaki istnieje.

Gdy przeczytałam wstęp do powieści, od razu zaświeciły mi się oczy. „Ogniste skrzydła” miały być wzorowane na mitologii chińskiej. Przebrnęłam przez kilka stron i rzeczywiście zauważyłam elementy wierzeń Dalekiego Wschodu. Naliczyłam kilka stworów i bestii, które nieźle współgrały z całością, ale niestety było też wiele nieścisłości. Chociażby same smoki, które zostały umieszczone w powieści. Miałam nadzieję, że skoro autorka trzymała się mitologii chińskiej, to i te legendarne stworzenia będą odgrywały należytą rolę. Jednakże nazwy i moce smoków zostały pomieszane. Nie wiem, czy było to celowe zagranie, ale biorąc pod uwagę chińskie wierzenia, to nie udało się autorce dobrze dopasować żywiołów. Poza tym wypatrzyłam jeszcze elementy legend skandynawskich (wilk Lokiego, czyli Fenrir) i bodajże indyjskie. Kiedy Indie mogę wybaczyć, to Skandynawii nie mogę zrozumieć. Wspomniano o wierzeniach Północy kilka razy, a nic z tego nie wynikało. Może miało to stworzyć swoisty tygiel kulturowy, ale wyszła z tego chińska papka, do której niepotrzebnie dodano kilka kropel innych mitologii.

Język autorki nie był zły, ale też nie wybijał się ponad innych. Po prostu zwyczajny tekst bez zbędnych ozdobników. Tyle że już na samym początku Karolina Wojtaszek zraziła mnie długością swoich zdań. Przemyślenia Viktorii były jednym wielkim monologiem z ogromną ilością przecinków. Kropki też istnieją na tym świecie, a autorka chyba zapomniała, że ich też się używa. Męczyło mnie czytanie zdania, które zajmowało 1/3 strony. Kiedy już Wojtaszek zaczęła używać większej ilości kropek, to akapity okazywały się zbyt obszerne. W jednym kawałku zawarto nawet dwie akcje, przez co nieprzyjemnie się czytało, a fabuła gubiła się gdzieś między literkami. Z deszczu pod rynnę.

Nie myślałam, że prawie każda postać w „Ognistych skrzydłach” będzie mnie irytować. Jedynie Mati okazał się w miarę ciekawym bohaterem, który nie podejmował idiotycznych decyzji. Mam nadzieję, że Viktoria nie była wzorowana na żadnej osobie, bo nie mam o głównej bohaterce dobrego zdania. A jakże, była idealna – dobrze się uczyła, wyglądała oszałamiająco i potrafiła dogadać się ze wszystkimi. To mogłam jeszcze przeżyć, ale kiedy drobna dziewczyna leci na pomoc innemu człowiekowi, przy tym chcąc staranować dwóch dryblasów, to aż mnie coś w środku boli. Pyskaty i naiwny obrońca uciśnionych, który w gruncie rzeczy nie zdaje sobie sprawy, że coś jest nie tak. Nawet jeśli zostaje porwana przez tajemnicze istoty. To samo z Rogerem, który został wykreowany na goryla z niewielką ilością mózgownicy. Wybitnie nieprzyjemna postać, mająca na celu odgrywać miłosnego macho.

Drugoplanowi bohaterowie są do bólu nijacy i obojętni na to, co się wokół nich dzieje. Kiedy Viktoria zadaje jakiekolwiek, nawet bardzo osobiste pytanie, to inni natychmiast odpowiadali i ślepo ufali nieznajomej. To było niedorzeczne, a bezosobowość postaci raziła i odrzucała.

Wielu z was zapewne czytało książki Pani Cassandry Clare. Chodzi mi głównie o „Miasto Kości” i kontynuacje tej serii. Normalna, nieświadoma swojej wartości nastolatka, nieznany, równoległy świat i impreza, na której wszystko obraca się do góry nogami. Znajome? Na pewno, biorąc pod uwagę początki pierwszej trylogii Darów Anioła. Całe szczęście, że reszta powieści nie była już tak mało oryginalna i autorka sprawiła, że miejscami ciekawiły mnie przygody Viktorii i jej przyjaciół.

Akcja „Ognistych skrzydeł” była wartka, ale niestety tak galopowała, że nie miałam szans wczuć się w atmosferę książki. Niektóre sytuacje były ważne, ale zostały opisane tylko w kilku, kilkunastu zdaniach. Takie ukrócenie zadziałało na niekorzyść powieści, więc z wielkim trudem przebrnęłam przez „Ogniste skrzydła”.

Liczyłam na dużo więcej. Wiem, że nawet w książce, która nie liczy wielu stron, można znaleźć wartościowe przesłanie i genialną fabułę. Jednak czarno-biała walka ze złem została zbyt infantylnie przedstawiona, przez co całość wypadła marnie. Jest sporo udanych debiutów polskich autorów, lecz „Ogniste skrzydła” się do nich nie zaliczają. Karolina Wojtaszek musi mocno popracować nad wyrażaniem uczuć, kreacją postaci oraz tempem akcji. Przykro mi, ale rozczarowałam się i wymęczyłam niemiłosiernie, czytając tę książkę. Szkoda, gdyż miała potencjał, który w ogóle nie został wykorzystany.

Za możliwość przeczytania „Ognistych skrzydeł” serdecznie dziękuję autorce, Karolinie Wojtaszek.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

6 komentarzy:

  1. Chcę jak najbardziej! :3
    Cudownie mnie zachęciłaś ;p
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... no nie wiem, czy zachęciłam, skoro wystawiłam tylko 4/10

      Usuń
  2. Zastanawiam się od pewnego czasu czy ją przeczytać i sama nie wiem.. chyba się skusze pomimo Twojej oceny, może akurat mi się spodoba!
    Super blog + zapraszam do Nas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziewczyna, która ma ocalić świat? Ten motyw pojawił się w bardzo wielu utworach, ale mimo tego myślę, że gdybym miała okazję to chętnie przeczytałabym ją

    OdpowiedzUsuń
  4. także dostalam tę książkę do recenzji i po opiniach innych trochę boję się jej czytać .. :(

    OdpowiedzUsuń

Wywiad 2/2017

Dziś mam dla Was bardzo miłą niespodziankę . Wywiad z bardzo niesamowitą i przemiłą autorką, która miałam okazję poznać osobiście z T...