01.02.2014

#29 Recenzja: Szukając Alaski


Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 7/10

Młody mieszkaniec Florydy, Miles Halter, zdaje sobie sprawę, że jest życiowym nieudacznikiem. Na co mu znośne stopnie w szkole i znajomość ostatnich słów sławnych ludzi, skoro nie ma przyjaciół ani dziewczyny. Tylko rodzice nadal wierzą, że jest on szkolną gwiazdą, na którą każdy spogląda z zazdrością. Podczas przyjęcia pożegnalnego, tuż przed wyjazdem do szkoły z internatem, okazuje się jednak, że Miles raczej nie zalicza się do celebrytów. Sam fakt, że nikt ze „szkolnych przyjaciół” nie zjawił się na imprezie, mówi sam za siebie. Chłopak siedząc z rodzicami na kanapie i pałaszując chipsy w dipie karczochowym, postanawia odnaleźć „Wielkie Być Może”. Właśnie dlatego wyjeżdża do szkoły w Alabamie, aby w niej odnaleźć sens życia. W poszukiwaniu „Wielkiego Być Może” pomagają mu: piękna Alaska, zdziczały Pułkownik i kilkoro innych kumpli. Czy Miles odnajdzie siebie, a także odkryje tajemnice nowych przyjaciół? A może to wszystko okaże się kłamstwem, a „Wielkie Być Może” nic nieznaczącą dewizą w życiu chłopaka…

„Szukając Alaski” to debiut Johna Greena i to widać. Miałam nieodparte wrażenie, że czytam niedopracowaną wersję „Papierowych miast”. Humor autora nie był tak uwydatniony, a powieść nie wzbudziła we mnie żadnych skrajnych emocji. Owszem, przeczytałam ją jednym tchem, ale nie jest to książka, która zmieniła moje życie.

Nie oznacza to, że „Szukając Alaski” jest złą pozycją do czytania. Przez ponad 300 stron Green trzymał poziom i podawał czytelnikowi coraz to nowsze przygody trójki przyjaciół. Refleksje bohaterów są dobrze wkomponowane w akcję. Nie ma więc wyścigu szczurów, a tuż po tym kilku stron rozmyślań głównych postaci. Zostało to ładnie rozłożone, przez co żaden rozdział nie posiadał swoistej luki.

Bohaterowie powieści są według mnie fantastyczni. Alaska może i jest czasami zbyt idealna, ale taki już jej urok. Rzadko zdarza się, aby postać kobieca nie denerwowała mnie swoim zachowaniem. Alasce udało się przełamać złą passę. Nie tylko ona zasługuje na uwagę. Miles, mimo że początkowo wydaje się tchórzliwym i bezpłciowym nastolatkiem, ma wiele do powiedzenia. Tak samo z Pułkownikiem, w którym po prostu się zakochałam. Ujął mnie swoim stylem bycia, choć nie był księciem z bajki. Nie myślałam, że wszyscy oni zarobią na specjalne miejsce w moim książkowym sercu.

Chyba wiele osób ze mną się zgodzi, iż fabuła jest prosta i niezbyt wyszukana. Jednak John Green znowu mnie oczarował i sprawił, że sztampowość przerodziła się w coś oryginalnego. Chwała mu za to, gdyż z doświadczenia wiem, że wiele pomysłów, które już się kiedyś pojawiły, będą powtórzone bez żadnej nutki świeżości. W „Szukając Alaski” jest coś odkrywczego, coś, co buduje napięcie i nie pozwala oderwać się od książki. Nie tylko z pozoru powielona już fabuła, ale też język i delikatny humor postaci były tymi elementami, które czytelnik na pewno doceni.

Żałuję jednej rzeczy, a mianowicie tego, że autor chyba nieco zagubił się pisząc „Szukając Alaski”. Czasami miałam wrażenie, że niektóre akcje czy rozwiązania nie wnosiły do książki nic, co by miało związek z fabułą. Z drugiej strony miało to swój urok, gdyż przez to powieść nie posiadała czysto refleksyjnego aspektu.

Fani Johna Greena nie będą zawiedzeni, ale myślę, że czytelnicy, którzy pierwszy raz sięgną po literaturę tegoż autora, mogą oczekiwać nieco więcej po światowej sławy pisarzu. Jednakże trzeba mu wybaczyć nieliczne potknięcia. Jak na debiutanta, John Green spisał się znakomicie i młodzi ludzie, którzy szukają czegoś więcej w książkach niż tylko rąbanki i walki ze złem, pokochają Milesa, Pułkownika oraz Alaskę.

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta) 

13 komentarzy:

  1. Z książek pana Greena czytałam tylko GNW i byłam zachwycona, po "Szukając Alaski" za pewne prędzej czy później także sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja "GNW" już niedługo na blogu :)

      Usuń
  2. Czytałam wszystkie książki, które zostały wydane w Polsce. ''Szukając Alaski'' podobała mi się, choć nie tak bardzo jak GNW. :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro wszyscy tak chwalą Greena, to czemuż i ja nie miałbym sięgnąć po jego książki? :D
    Recenzja genialna jak zawsze ;)
    Co do nowego wyglądu - cud, miód i malina :]
    Naprawdę fajnie to wszystko wygląda, tylko padający śnieg troszeczkę tu nie pasuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam :3 Spośród tych 3 dotychczas wydanych książek Greena, proponuję Ci "Papierowe Miasta". Jednak "GNW" jest według mnie najlepsza w jego dorobku - recka niebawem :3
      Cieszę się, że podoba Ci się wygląd bloga - skutek nudy i nic nie robienia. A śnieg już skasowałam, kompletnie o nim zapomniałam XD

      Usuń
    2. Tak więc czekam z niecierpliwością na recenzje GNW :]
      Ale naprawdę wszystko ładnie wygląda i aż miło wchodzić na takiego bloga :)

      Usuń
  4. Fakt, Green umie zrobić wrażenie na czytelniku

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy zachwalają te książki, ale jakoś jeszcze nie czytałam i w sumie nawet nie mam jakiegoś parcia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam przekonana, więc pierwszą książkę Greena wypożyczyłam z biblioteki. I nie żałuję :)

      Usuń
  6. Hej
    zostałeś/ałaś nominowana do Libster Blog Award, licze że odpowiesz na pytania, wiecej wiadomości tutaj : http://zakochanawtresci.blogspot.com/2014/02/ogniste-skrzyda-liebster-blog-award-3.html : ))
    Całuje : *

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie bardzo się podobałam i uważam, że nie jest gorsza od GNW, choć rozumiem twoją opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo tego, że ta książka nie zmieniła twojego życia jak pewnie tego oczekiwałaś ja chyba po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Wywiad 2/2017

Dziś mam dla Was bardzo miłą niespodziankę . Wywiad z bardzo niesamowitą i przemiłą autorką, która miałam okazję poznać osobiście z T...