04.03.2014

#37 Recenzja: Elfy

Tytuł: Elfy
Autor: Bernhard Hennen, James Sullivan
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ocena: 6/10


Elfy na dobre zagościły w literaturze fantastycznej za sprawą mitów przeróżnych ludów i tolkienowskich opowieści o Śródziemiu. Ostrouche, piękne i gibkie stworzenia znane są z nieludzkiej zwinności, świetnego władania łukiem oraz długowieczności. Zapewne wielu czytelników nie wyobraża sobie bez nich powieści fantastycznej.

Grupa myśliwych przemierza gęsty las w poszukiwaniu tajemniczej istoty - człeknura. Polowanie kończy się tragiczne dla większości myśliwych - jedynie Mandredowi udaje się ujść z życiem. Nie oznacza to jednak, że ów człowiek bezpiecznie powróci do rodzinnego domu. Cudem dostaje się do świata elfów, który diametralnie różni się od ludzkiej Ziemi. Królowa elfów otwiera przed Mandredem nowe możliwości - jeśli odda w jej ręce jego pierworodnego syna, drużyna elfów wspomoże go w poszukiwaniu krwiożerczego człeknura. Niestety, bestia wdziera się do królestwa ostrouchych istot, siejąc zamęt i spustoszenie, a szansa na zabicie jej maleje z każdym dniem...

Zintegrowana okładka wspaniale się prezentuje, nie tylko pod względem funkcjonalności. Nie tak łatwo zagiąć rogi ani tym  bardziej przełamać grzbiet. Poza tym warto zwrócić uwagę na grafikę, która przyciąga wzrok swoim pięknem i niezłym zestawieniem kolorów. Fabryka Słów przyzwyczaiła już czytelników, że ilustracje zarówno na przedzie, jak i w środku książki, pozostają na wysokim poziomie. Jednak każdy mol książkowy zapewne zgodzi się ze mną, że nie należy oceniać powieści po okładce. Bajeczne opakowanie może kryć w sobie nieciekawe i niedopracowane wnętrze, a wtedy nawet najcudowniejszy obraz nie jest w stanie zrekompensować nam niedosytu po przeczytaniu  pozycji. Niestety  w przypadku "Elfów" to okładka jest tą mocną stroną, lecz sama treść nie porywa.

Autorem powieści jest niemiecki pisarz Bernhard Hennen. Jednakże nie do końca jest to prawda, gdyż "Elfy" są dziełem napisanym przez jeszcze jedną osobę, debiutanta Jamesa Sullivana. Jego imię nie zostało przedstawione na okładce, a jedynie umieszczone drobnym drukiem na pierwszej stronie i na ostatnich kartach powieści. Zazwyczaj odbiorca przechodzi od razu do treści, nie zadając sobie trudu, aby zerknąć na podziękowania lub na informacje wydawnicze. W ten sposób kompletnie zapomniano o Jamesie Sullivanie i wszystkie laury przypisano Hennenowi.

Typowa literatura fantasy charakteryzuje się opisowością, często wręcz nadmierną.  Wiele osób uznaje to za plus, za urok tego rodzaju książek. W "Elfach" nie brakuje przedstawiania postaci, miejsc i wydarzeń, jednakże autorzy nieco przesadzili. Trzeba pozostawić pewną dozę wolności w wyobraźni czytelnika, podając przy tym pewne informacje tak, aby nie były one zbyt szczegółowe. Jestem w stanie zrozumieć dokładny opis materiału, który został wykorzystany do wybudowania danego zamku lub wyglądu określonego elfa, ale zapewniam, że do szczęścia nie jest mi potrzebna ilość schodków prowadzących do tronu królowej. Co za dużo, to niezdrowo.

Nie postarano się także w kreowaniu postaci. Elfy do bólu przypominają istoty pokroju Legolasa z "Władcy Pierścieni" - wysokie, biegłe w łucznictwie, nieziemsko piękne i utalentowane na różnych płaszczyznach. Ich charaktery są praktycznie identyczne, a różnią się jedynie kolorem włosów czy oczu. Liczyłam na jakiś odchył w szablonie, lecz książka przedstawiała oklepany obraz tych mitycznych istot. Ta sztampowość nużyła mnie i sprawiała, że powieść w pewnych momentach była do bólu przewidywalna. Mandred jako człowiek, też nie był zjawiskowy. Typowy rębajło, który zamiast myśleć, woli szastać toporem na prawo i lewo. Żaden bohater "Elfów" nie zaskoczył mnie, a przy tym do żadnego się nie przywiązałam.

Udało mi się jednak wychwycić pewne zalety powieści. Kiedy autor zazwyczaj skupia się na humanoidalnych istotach, to w "Elfach" Hennen i Sullivan dali szansę roślinom, a dokładniej drzewom. Nie są one tylko biernymi świadkami wydarzeń, lecz odgrywają ważną rolę w zaistniałych wydarzeniach. Jak nie wyszło autorom wykreowanie elfów i ludzi, tak z zielonymi kompanami ostrouchych poradzili sobie znakomicie.

Fabuła nie obraca się tylko wokół wyprawy na człeknura. Z jednego wątku przechodzimy do kolejnych, coraz to bardziej rozbudowanych i prowadzących do różnorakich rozwiązań. To jedna z tych rzeczy, która sprawia, że odbiorca nie czyta książki z sennością wypisaną na twarzy, gdyż cały czas coś się dzieje. Ciekawym rozwiązaniem jest też wprowadzenie co kilka rozdziałów motywu podań. Autorzy postanowili spisać dotychczasowe przygody Mandreda i jego przyjaciół z punktu widzenia kronikarza.  Ukazano w ten sposób zakłamania, wynikające z nadmiernej imaginacji ludzi.


"Elfy" Bernharda Hennena i Jamesa Sullivana to powieść okraszona tradycyjnymi elementami fantasy, lecz niewnosząca nic nowego. Nie można pozbyć się wrażenia, że autorzy zapożyczyli wiele, o ile nie za dużo elementów z twórczości Tolkiena. Wielka szkoda, gdyż sama historia miała potencjał, lecz nie został on wykorzystany.

Recenzja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl
Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

5 komentarzy:

  1. Widzę, że zajęłaś się Fabryką Słów. :)
    Moim zdaniem genialne wydawnictwo. :)
    Co do okładki - muszę się z tobą zgodzić. Jest genialna!
    Po powieść jednak nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydanie książki jest świetne, raz miałam ją w ręku w księgarni i nie chciałam odkładać! Oewnie dlatego nadal mam ochotę na lekturę Elfów, bo naprawdę mnie książka intryguje, pomimo przeciętnych opinii :) A co do pięknej oprawy i kiepskiej treści książki, miałam taki przypadek z "Tam, gdzie śpiewają drzewa" - grafika cudo, w środku też cud, miód i orzeszki, ale... ale sama treść i styl pisania autorki kompletnie mnie nie przekonały :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa okładka, która po prostu przyciąga.
    Lecz to za mało, żeby i mnie przyciągnąć ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wygląda ciekawie, sama historia też mogła by być wciągająca, ale jakoś niespecjalnie jestem nią zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że dobre historie są często ubierane w słowa, które ktoś już kiedyś napisał.

    OdpowiedzUsuń

Wywiad 2/2017

Dziś mam dla Was bardzo miłą niespodziankę . Wywiad z bardzo niesamowitą i przemiłą autorką, która miałam okazję poznać osobiście z T...