#45 Recenzja: Zatopione Miasta


Tytuł: Zatopione Miasta
Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ocena: 9/10

Powieści antyutopijne powoli zaczynają powtarzać sukces paranormal romance. Nawet najlepsze gatunki po pewnym czasie się nudzą i nie wprowadzają nic nowego do literatury. Coraz trudniej jest natknąć się na oryginalną fabułę i nietuzinkowe postaci. Paolo Bacigalupi jest znanym pisarzem zarówno na świecie, jak i w Polsce, a „Zatopione Miasta” to jego pierwsza powieść dla młodzieży.

Ameryka. Przysłowiowy kolos na glinianych nogach ugina kolana pod naporem wojny i cywilizacji. Stany Zjednoczone zamieniają się w podtopioną strefę walk Zjednoczonego Frontu Patriotów oraz Armii Boga, gdzie cywile są nic nieznaczącymi wyrzutkami, którymi nie należy się przejmować.

W takim świecie żyją Mahlia oraz Mouse, ścierwa wojny wioski Banyan Town. Pod opieką miejscowego lekarza, Mahfouza, próbują sprostać codzienności w miejscu, w którym nikt nikomu nie ufa, a rywalizacja o jedzenie, amunicję i leki jest na porządku dziennym. Pewnego dnia postanawiają uciec z Zatopionych Miast, lecz na bagnach natykają się na rannego półczłowieka – Toola. Hybryda człowieka i zwierzęcia, zaprogramowany morderca daje szansę Mahli i Mouse’owi. Jeśli Mahlia na czas nie przyniesie leków dla poharatanego Toola, może pożegnać się ze swoim przyjacielem. Tonący brzytwy się chwyta, a więc dziewczyna decyduje się pomóc swojemu towarzyszowi niedoli. Koszmar dopiero się zaczyna, a Mahlia nie jest nawet świadoma, że to ona rozpętała piekło…

„Zatopione Miasta” zostały podzielone na dwie części pt. „Ścierwa wojny” oraz „Zatopione Miasta”. W pierwszej z nich dominuje historia Mahli i życia w Banyan Town. W drugiej natomiast autor skupił się na przeżyciach Mouse’a. Przez cały czas Bacigalupi trzyma czytelnika w napięciu i obsypuje go pesymizmem. Pisarz pokazuje nam naszą przyszłość, która nie jest kolorowa i usłana różami. Co chwilę zadaje nam pytania dotyczące naszego człowieczeństwa, czy nie stajemy się gorsi niż zwierzęta. Często odrywałam się od lektury tylko po to, aby sobie na nie odpowiedzieć .

Postacie w „Zatopionych Miastach” są prawdziwe i nie zachowują się jak niedojrzali marzyciele. Znają realia, wiedzą, że aby przetrwać, muszą uciec się nawet do niemoralnych metod. Boją się, często martwią się tylko o siebie, jakiekolwiek pozytywne uczucia już dawno nie istnieją. Pragną tylko jednego – przeżyć. Ci, którzy chodzą z głową w chmurach, szybko opuszczają ten świat, a to wszystko na ich własne życzenie, jakby to powiedziała Mahlia.

Bacigalupi, pisząc powieść dla młodzieży, musiał dostosować język do nastolatków. Nie jestem pewna, czy mu się to udało. Książka nie jest bogata w przekleństwa, lecz słowa, których nie używa się na co dzień, pojawiają się bardzo często. Niektórych może to zrazić, ale uważam, że bez nich powieść straciłaby swój charakter i drapieżność.

Niesamowicie spodobało mi się przedstawienie Zjednoczonego Frontu Patriotów. W armii ZFP większość członków nie przekracza osiemnastki i umiera na polu walki. Przemienieni w nieczułe kreatury ludzie liczą tylko na swoich towarzyszy, zapominają o przeszłości i o swoich bliskich. Młodociani żołnierze, którzy z przymusu ściskają w rękach stare karabiny, to już problem XXI wieku, a Bacigalupi jeszcze go rozwija, tworząc makabryczną baśń, która nigdy nie powinna się spełnić.

„Zatopione Miasta” udowadniają nam to, że jesteśmy odpowiedzialni za świat, w którym żyjemy. Bacigalupi sprawnie operuje językiem i tworzy niesamowitą historię nie tylko dwójki wyrzutków, ale i całego społeczeństwa. Autor nie raz udowodnił, że w przeciągu kilku sekund może odwrócić losy bohaterów. „Zatopione Miasta” dowodzą, że na młodzieżowym rynku wydawniczym nadal trafiają się antyutopijne perełki.

Recenzja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl
Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

Komentarze

  1. Ja za to nie lubię, kiedy w książce przesadzają z wulgaryzmami. Czuję się tak, jakby autor/ka chciał/a dodać szpanu swojej książce. Z umiarem jeszcze wytrzymuje. Książka wydaje się ciekawa i chyba ją przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No to muszę jak najszybciej pożyczyć od koleżanki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja głupia po okładce oceniłam, że to książka nie dla mnie!
    A skąd! Koniecznie muszę ją przeczytać! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa recenzja. Być moze sięgnę po tą pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Radkiem. Ja też chyba przeczytam tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo czyli chyba dobrze zrobiłam, że ją kupiłam na promocji w matrasie jakiś czas temu! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozytywna recenzja, ale na razie nie mam dla tej książki czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. tej książki byłam bardzo ciekawa, biorę sie za czytanie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

#74 Recenzja: Zamek z piasku

Stosik sierpniowy

1/ 2016 Konkurs