#52 Recenzja: Szczęśliwa godzina w piekle

Tytuł: Szczęśliwa godzina w piekle
Autor: Tad Williams
Wydawnictwo: Rebis
Ocena: 6/10

Idź do diabła! Lepiej nie używać tej frazy, bo a nuż ktoś trafi przed próg diabelskiego pałacu. Bobby Dolar nic sobie nie robił z takich odzywek, dopóki on sam nie trafił do piekła. Anioł, który jak dotąd zamieszkiwał niebo, został rzucony przez autora na głęboką wodę. Pojawia się więc pytanie – czy adwokat poradził sobie w nowym, nieprzyjemnym miejscu? Czy może poszedł na dno i nijak nie wypłynął na powierzchnię?

Bobby Dolar, niegdyś szanowany anielski adwokat ludzkich dusz, w tej chwili siedzi po same uszy w bagnie. Cóż, kumple nie zawsze są w porządku, a właśnie jeden z nich podłożył mu pod nogi świnię, a dokładniej – złote pióro archanioła. Nie jest to dobry znak, a już tym bardziej przedmiot, z którym od tak można pałętać się po ulicach nieba. Arcyksiążę Piekła, Eligor Jeździec, pragnie za wszelką cenę odzyskać drogocenną rzecz, a przy tym skrócić Dolara o głowę. Jest jeszcze jeden problem, a mianowicie kochanka Bobby’ego, Caz, ma przymusowe wakacje u Eligora. Adwokat może jednak odzyskać ukochaną pod warunkiem, że potulnie odda skradzione pióro. Brzmi prosto, łatwo i przyjemnie. Tylko czy aby na pewno Bobby uwinie się ze wszystkim w godzinę?

Bobby Dolar nie uwinął się z tą sprawą w godzinę i raczej nie był to szczęśliwy czas. „Szczęśliwa godzina w piekle” to bezpośrednia kontynuacja „Chodząc ulicami nieba”, więc za aniołem ciągnie się rząd kłopotów, których sobie narobił w poprzedniej części. Główny bohater nadal nie bardzo wie, jak poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, która coraz bardziej się komplikuje. W książce sporo się dzieje – co chwila pojawiają się nowe problemy, które dostarczają rozrywki Bobby’emu. Akcja jest niezwykle wartka w pewnych momentach, tyle że czasami aż za bardzo galopowała. Niestety tempo też gwałtownie spadało, dzięki czemu zapanował swoisty chaos.

Takie zastoje w tempie akcji spowodowane były głównie opisami piekła. Tad Williams zagalopował się nieco w przedstawieniu kolejnych poziomów podziemia. Z początku opisy były ciekawe, a przy tym mroczne i straszliwie przygnębiające, lecz później czar prysł, a książka zaczęła mnie nużyć, a nawet męczyć. Bobby Dolar przez większość „Szczęśliwej godziny w piekle” przemierza piekło, a czytelnik przez dłuższy czas widzi tylko te makabryczne wizje. Monotonia nie jest dobrym rozwiązaniem, a tym bardziej w przypadku powieści, liczącej niemal pięćset stron.

Niestety najsłabszym elementem w całym dziele Tada Williamsa jest fabuła. Obraca się ona wokół jednego tematu – uratowania ukochanej Bobby’ego, Caz. Oklepany motyw został odratowany jedynie przez tło, czyli piekło, oraz warsztat autora, który, przez lata pracy, został świetnie oszlifowany. Tad Williams nadal pisze na wysokim poziomie – sarkastyczne uwagi Dolara wywołują niekiedy uśmiech na twarzy czytelnika, a zgrabnie uformowane zdania nie męczą odbiorcy. Szkoda tylko, że w temacie fabuły niemal się skompromitował.

Drugi tom trylogii o Bobbym Dolarze nie powtórzył sukcesu poprzedniczki. Zabrakło tej równowagi i nietuzinkowej fabuły, która trzymałaby czytelnika w napięciu przez cały czas. Niby wiele się dzieje, ale odbiorca czuje ten niedosyt i znudzenie wiecznym ganianiem za uwięzioną kochanką. Styl pisania i doświadczenie Tada Williamsa ratują tę powieść, lecz nadal nie jest to pozycja, z którą chciałoby się przeżyć najlepsze chwile swego życia.

Recenzja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#74 Recenzja: Zamek z piasku

Stosik sierpniowy

1/ 2016 Konkurs