3.01.2015

#54 Recenzja: Altowiolista

#54 Recenzja: Altowiolista
Tytuł: Altowiolista
Autor: Jan Antoni Homa
Wydawnictwo: SOL
Ocena: 7/10

"Świetna książka dla tych, którzy lubią rozwikływać interesujące kryminalne zagadki. Mogą to czynić razem z Bartoszem Czarnoleskim - muzykiem, a dokładniej, altowiolistą. Ów młody człowiek przypadkiem staje się świadkiem napadu na maestro Damiana Rucacellego. Eston, sprytny pies Bartosza ( porzucony niegdyś przez łotewskich albo estońskich gangsterów) wyławia z jeziorka batutę ciśniętą do wody przez dyrygenta. Tak oto Bartosz staje się właścicielem przedmiotu, który jest niezbędny do rozsupłania zaskakującej historii, której korzenie sięgają 1939 roku i dalej."

Tak prezentuje się opis książki, który znajdziemy z tyłu okładki. Czytając te kilka zdań, ma się wrażenie, że lektura do nudnych nie będzie należała. I, co coraz rzadziej się zdarza, pozytywne wrażenie nie mija wraz z przekładaniem kolejnych kartek „Altowiolisty”. Nie spodziewałam się, że powieść tak mnie wciągnie w swoje zwoje. Pełna zwrotów akcji, błyskotliwych zagadek i nieustannego napięcia. Skrupulatnie wykreowani bohaterowie, zyskują naszą sympatię. I nie mówimy tu tylko o pierwszoplanowych postaciach. Drugoplanowe także zasługują na dużo uwagi – nie zostali pominięci, a niektórym nadano ważniejsze role.

Jan Antoni Homa, który z wykształcenia jest muzykiem i zna się na tej sztuce jak mało kto, wykorzystuje swoją wiedzę, zdobytą na przestrzeni lat, i daje w ręce polskich czytelników niezwykłą książkę, w której co rusz łączą się elementy sensacji i powieści kryminalnej. Jednak nawet z szybkim tempem, niezłą narracją oraz nieustanną akcją, twór Homy byłby „przeciętniakiem”. „Altowiolistę” wyróżnia przede wszystkim tematyka, czyli muzyka, oraz skrupulatne opisy, które przybliżają nam tę sztukę piękną. Niestety, co za dużo, to niezdrowo. Po jakimś czasie męczyło mnie ciągłe przedstawianie instrumentów muzycznych czy pojęć związanych z muzyką. Dla wielbiciela może to być prawdziwa gratka, lecz szaremu człowiekowi może to nie być potrzebne.

Autor postarał się również o to, aby czytelnik nie zasnął nad książką i nie siedział z grobową miną przez większość czasu. Humorystyczne wstawki poruszały akcję. Odbiorca musi mieć jakąś rozrywkę, a w „Altowioliście” znajdzie ją w niektórych momentach. Do narracji również nie można się przyczepić. Słowo „sztywność” nie istniej w słowniku Homy, dlatego też jego język jest niezwykle plastyczny. Jak już wspominałam, przyjemność czytania „Altowiolisty” mogą burzyć nadmierne opisy, wstawki, które nie wnoszą nic nowego do fabuły. Niemniej, całość prezentuje się niezwykle dobrze, po części dzięki niezłemu warsztatowi pisarza.

Nie mogę powiedzieć, że „Altowiolista” jest powieścią, przy której każdy będzie się przednio bawił. Na pewno fani kryminałów i sensacji znajdą w niej wiele plusów. To również książka przeznaczona dla tych, którym do życia wystarczy tylko muzyka i trochę nut. Przede wszystkim jednak jest to lektura dla osób, które cenią sobie wartką akcję i ciekawy wątek kryminalny.

Recenzja napisana przez: Gumiguta B

31.08.2014

#53 Recenzja: Blask wieczności

#53 Recenzja: Blask wieczności
Tytuł: Blask wieczności
Autor: Anna A. Swoboda
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poligraf
Ocena: 4/10


„Kiratea Brand jest jednym z astylijskich Okai, wojowników walczących na chwałę krwawego bóstwa Ottana. Pewnego dnia dziewczynie ukazuje się bóg i wyjawia jej prawdę o niej samej. W parze z boskością idzie też miłość, która ma swoje miejsce nawet w bezlitosnym świecie zabójców. Jednak nie wszyscy Okai wypełniają swoje powołanie. Zbliża się bunt śmiertelników przeciw samemu bogu. Ottan wyznacza Kiratei zadanie, które zaważy na losach świata. Czy wojowniczka podejmie właściwą decyzję bez względu na konsekwencje?”

Kiedy zaczynałam przygodę z „Blaskiem wieczności” byłam zarówno ciekawa, jak i zdystansowana do tej powieści. Z jednej strony opis przedstawiał mi książkę, która wydawała się interesująca, lecz z drugiej nieco odstraszał mnie młody wiek autorki. Rzadko kiedy byłam zadowolona z dzieł bardzo młodych pisarzy. Czytając, widziałam, że mam do czynienia z osobą (jeszcze) niedoświadczoną, która nie liczy sobie dużo wiosen. Język i warsztat nie powala, lecz nie jest także odstręczający. Gdyby patrzeć na sam styl, książkę naprawdę czytałoby się lekko i przyjemnie.

Jednakże na książkę składa się nie tylko styl, ale i fabuła oraz bohaterowie. Zacznijmy właśnie od postaci, które niestety nie powalały na kolana. Główna bohaterka nie jest sierotą, co bardzo rzadko się zdarza ostatnimi czasy w literaturze, a wpływową pannicą z bogatego rodu. Jak przystało na taką damulkę, stała się rozwydrzonym, małym i nieletnim człowieczkiem. Narzeka na rozpieszczonych ludzi, którzy ją otaczają, a sama nie jest w niczym lepsza od nich. Kiratea to taka złota rączka w wydaniu fantasy – czego nie dotknie, to naprawi i jeszcze dołoży wszelkich starań, aby wszystko naokoło było „perfekt”. Naciągany, ostry charakterek, nieciekawa osobowość i denerwujące (również często niewytłumaczalne i najzwyczajniej w świecie niemądre) zachowanie nie przypadły mi do gustu, a tym samym Kiratea nie zdobyła mojego serca.

Reszta postaci również nie została należycie wykreowana. W „Blasku wieczności” pojawia się relacja uczeń-mistrz, którą uwielbiam praktycznie pod każdą postacią i rzadko kiedy na nią narzekam. Niestety w dziele Anny Swobody została ona bardzo nieudolnie przedstawiona. Agaton, owy mistrz Kiratei, popada w dziwne zmiany nastrojów, często zachowuje się, jakby jeszcze był nieposłusznym uczniakiem i w ogóle nie przypomina literackiej figury nauczyciela. Pozostałe drugoplanowe postaci zachowują się tak, jakby byli ulepieni z jednej, niskogatunkowej gliny. Nie ważne, czy bohater był mężczyzną czy kobietą, osobowość zawsze była taka sama (nudna), a poczynania przewidywalne.

Opis z tyłu okładki naprowadza czytelnika na właściwe aspekty fabuły i akcji. Jednakże, co mnie negatywnie zaskoczyło, przez dużą część powieści autorka skupiała się na pobocznych ścieżkach i ani myślała przejść na główną trasę. Kiratea wałęsa się po dworze, spotyka z amantami i przyjaciółmi (którzy swoją drogą pojawiają się zawsze wtedy, gdy ich potrzebuje) oraz popełnia różnorakie morderstwa, które nie mają wiele wspólnego z docelową akcją. Pierwszy raz doświadczyłam przeniesienia fabuły na drugi plan, a przy tym wysunięcia niepotrzebnych wątków dodatkowych.

Czy polecam „Blask wieczności”? Łatwo można wydedukować, że to nie jest mój literacki faworyt i nie mieści się nawet w kategorii przeciętnej książki. Mrocznie nie było, tajemniczo także nie, a postaci irytowały niemiłosiernie. Odstawiona w kąt fabuła także nie sprawiła, że powieść zyskała na wartości. Być może za kilka lat Anna Swoboda stworzy coś zupełnie innego, coś, co będzie zasługiwać na miano „dobrej książki”. W tej chwili jednak „Blask wieczności” na pewno na takie miano nie zasługuje.

Recenzja napisana przez: Gumiguta B

30.08.2014

#52 Recenzja: Kroniki ciemności. Łowca Demonów

#52 Recenzja: Kroniki ciemności. Łowca Demonów


Tytuł: Kroniki ciemności. Łowca Demonów
Autor: Agnieszka Michalska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Ocena: 9 /10

 „Kroniki ciemności. Łowca Demonów” opowiada ciekawą historia młodej łowczyni demonów, która stoi przed trudnym wyborem. Czy podjąć się zadania polowania na straszliwe stwory, czy może jednak zostanie ze swoją rodziną i przyjaciółmi? Choć Katy jest sprytną i zaradną dziewczyną, to czy zdoła pogodzić walki z demonami oraz relacje między najbliższymi? „Kroniki ciemności. Łowca Demonów” wprowadza czytelnika w fascynującą przygodę na podstawie kultowego serialu „Czarodziejki”.

Agnieszka Michalska skupiła się na ukazaniu różnic między dobrem a złem. Kontrasty między nimi są bardzo wyraźne. Obok prawości i szlachetności pojawiają się fantastyczne, lecz mroczne stwory takie jak demony i inne obleśne kreatury. Książka wciąga odbiorcę w inny świat, przez co nie mogłam choć na chwilę oderwać się od niej.

Autorka nie przedstawiła swoich bohaterów jako mroczne i niedostępne osoby. Wprawdzie zmagają się z wieloma trudami, lecz starają się być pozytywnie nastawieni do życia. Zostali ciekawie wykreowani i każda postać jest inna. Natomiast nie podobało mi się zachowanie Katy, gdyż przez pewien czas była niezwykle niestabilna i niezdecydowana. Drugoplanowe postaci i wszelkie demony także byli interesujący, choć na swój własny sposób.

Uczucia podczas czytania powieści Agnieszki Michalskiej zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz przechodziły przeze mnie ciarki, a czasem łza zakręciła się w oku ze smutku. Autorka stworzyła klimat, dzięki któremu nie podchodziłam do jej książki obojętnie. Zgrabnie ukazała emocje, które targały bohaterami.

Książka jest na swój sposób bardzo ciekawa i bardzo tajemnicza. Trzeba przenieść się w świat wykreowany przez Agnieszkę Michalską i samemu przekonać się, czy wywrze na nas pozytywne wrażenie.

Za egzemplarz dziękuję autorce książki, Agnieszce Michalskiej.

4.08.2014

Stosik sierpniowy

Stosik sierpniowy
Jak wiadomo, w wakacje książki niestety nie wyrastają jak grzyby po deszczu. Wręcz przeciwnie, często nie można trafić na ciekawe nowości i trzeba czekać na lepsze czasy lub też zaopatrzyć w starsze wydania innych powieści. Nie oznacza to jednak, że u mnie nastąpiła posucha! Udało mi się wygrzebać co nieco, a z każdej książki jestem niezmiernie zadowolona.

Zacznijmy od góry:
- "Opowieści o pilocie Pirxie" - Stanisław Lem
- Wakacje w małym miasteczku u babci wcale nie muszą być bezowocne. Babcia polonistka, babcia czytająca, to i książki ma w domu. A że fantastyki jako takiej nie czyta, to odstąpiła wnusi Lema. 
- "Prawo Caine'a" - Matthew Woodring Stover - Promocja była obłędna, zapłaciłam niecałe 8 złotych za piąty tom przygód Caine. Właśnie tej części brakowało mi do szczęścia!
- "Aposiopesis" - Andrzej W. Sawicki - Egzemplarz od literatura.juventum.pl. Ledwo co zdołałam wyrwać ją mojej ciotce, która przyssała się do niej jak glonojad do szyby akwarium. To znaczy, że książka może być naprawdę dobra, zważywszy na to ile przeczytała w tak krótkim czasie i że nie przepada za jakąkolwiek fantastyką. 
- "Ujarzmienie" - Jeff VanderMeer - Naprawdę miło jest mieć w domu drugą część serii, ale jeszcze milej by było, gdybym posiadała również i pierwszą. Lecz cóż zrobić, skoro bierze się udział w konkursach i chwyta w swe łapy co popadnie. Słyszałam jednak, że powieść jest naprawdę godna uwagi, więc nie omieszkam tego sprawdzić. :)
- "Klasyczna baśń w nowoczesnym wydaniu - antologia tekstów konkursowych" - Wrocławskie Dni Fantastyki 2013 - Do "Ujarzmienia" dołączona została ta niewielka antologia. Są to prace wybrane przez jury podczas konkursu literackiego Smoki 2013. Idealna pozycja na jeden wieczór. :)

Zuza B (Gumiguta)

20.07.2014

KC Nwokoye

KC Nwokoye
Tym razem muzycznie od portalu Juventum :)

KC Nwokoye, dla którego Polska stała się nowym domem. 
KC Nwokoye to nigeryjski wokalista, kompozytor oraz autor tekstów od kilku lat zamieszkały w Polsce. Już we wrześniu ukaże się jego debiutancki album "Shine". W 2013 r. ukazał się singiel "Caroline", który spotkał się z ciepłym przyjęciem krytyki. KC Nwokoye ma na swoim koncie także współpracę z DJ Pesho oraz wytwórnią My Music, czego efektem było nagranie kilku piosenek wraz z teledyskami. Utwory takie jak "Stay tonight" stały się niezwykle popularne wśród radiosłuchaczy oraz internautów. Piosenki emitowały liczne polskie stacje radiowe jak i telewizyjne. Wśród nich tacy potentaci jak Radio Eska. Szerszej widowni KC Nwokoye znany jest z programu "X-Factor", a także sceny "Dzień Dobry TVN". Jego twórczość można było też podziwiać polskiej edycji BalconyTV . Jego głos pojawił się na ścieżce dźwiękowej do polskiego filmu „Yuma” (cover „Ice Ice Baby”). To jednak nie wszystko! KC Nwokoye regularnie uczestniczy w najlepszych jam sessions w Old Timers Garage w Katowicach. Ponadto znalazł się w czołówce artystów biorących udział w Festiwalu Afrykańskim w 2011 roku w Zabrzu. Wielokrotnie również koncertował z orkiestrą symfoniczną w Żorach. Muzyk tworzy muzykę klimatyczną i wyrafinowaną z wykorzystaniem ciekawej instrumentacji oraz niepowtarzalnych aranżacji. Jego twórczość utrzymana jest w klimacie soulu i R&B z licznymi wpływami etnicznymi.

16.07.2014

Relacja ze spotkania autorskiego z Andrzejem Sapkowskim

Relacja ze spotkania autorskiego z Andrzejem Sapkowskim

Dni Fantastyki to już kultowa impreza, zrzeszająca fanów wszelkiej fantastyki. Nieprzerwanie od 2004 roku wrocławskie Centrum Kultury „Zamek” gromadzi przez kilka dni pokaźne grono wielbicieli niezwykłości i osobliwości. Dni Fantastyki ściągnęły w tym roku fanów „Gry o Tron” oraz „Pieśni Lodu i Ognia”, zwolenników steampunku i cyberpunku, lecz niewątpliwie największą gwiazdą tegorocznej, już X edycji imprezy, był Andrzej Sapkowski, autor m.in. „Wiedźmina” i „Trylogii husyckiej”.

Dni fantastyki rozpoczęły się 27 czerwca, lecz dopiero kolejnego dnia Zamek w Leśnicy został wręcz zalany przez entuzjastów fantastyki, horroru i historii. Nie było wątpliwości, kto zgromadził w jednym miejscu tylu ludzi. Tym, który przyciągnął taką rzeszę fanów, był Andrzej Sapkowski. Spotkanie autorskie z jego udziałem miało się odbyć w sobotnie popołudnie na pokaźnej rozmiarów auli, jednakże organizatorzy imprezy nie przewidzieli, że to wydarzenie zgromadzi ponad pół tysiąca osób! To absolutny rekord w historii Dni Fantastyki. Aby pomieścić wszystkich chętnych spotkanie przeniesiono do amfiteatru.
Spotkanie z Andrzejem Sapkowskim zgromadziło ok. 500 osób! (źródło)
Wrocław jest dla Andrzeja Sapkowskiego miejscem szczególnym. Krótko wspomniał o pierwszym pobycie w tym mieście, kiedy to jeszcze było „kupą gruzu” i niczym więcej. Wyznał także, że żałuje, iż nie mieszka na stałe w stolicy Dolnego Śląska. Pisarz, znany ze swojego rubasznego humoru i niebywałej szczerości (czasami aż do bólu), nie omieszkał skrytykować niektórych miast, które niespecjalnie przypadły mu do gustu.

Opowiadał także o początkach swojej twórczości oraz o debiucie w piśmie „Fantastyka”, kiedy to w latach 80 sięgnął po jeden z należących do jego syna egzemplarzy. Wtedy to wysłał swoją pierwszą pracę na konkurs. Zajął w nim III miejsce. Oczywiście pisarz wyraził swoje niezadowolenie – humorystycznie twierdząc, że zasługiwał na pierwszą nagrodę.

Kiedy przyszedł czas na pytania od fanów, w górę podniosły się dziesiątki rąk. Jedna z wielbicielek zapytała autora o ulubionego polskiego pisarza fantastyki, pomijając jego samego. W tej sytuacji pisarz stwierdził, że era dobrej, polskiej fantastyki zakończyła się na Zajdlu oraz Lemie (i oczywiście na nim samym).

Pojawiły się też pytania na temat sidequelu pt. „Sezon Burz”. Andrzej Sapkowski wyjaśnił wątpliwości i kontrowersje dotyczące jego obietnicy o definitywnym zakończeniu przygód Geralta z Rivii. Uznał, że „Sezon Burz” nie jest kontynuacją, a odrębną historią.
Fani twórczości Andrzeja Sapkowskiego zadawali pisarzowi mnóstwo pytań
(źródło)
Z racji tego, że w ramach Dni Fantastyki odbywał się ogólnopolski zlot fanów „Gry o Tron”, Andrzej Sapkowski wyjawił, że zna osobiście George’a R. R. Martina. Mówił, że ceni sobie znajomość z nim, lecz nie jest zadowolony z jego „nieoszczędnej gospodarki” wobec większości bohaterów „Pieśni Lodu i Ognia”. Przyznał też, że gdyby zaproponowano mu stworzenie serialu na miarę „Gry o Tron” na podstawie Sagi o Wiedźminie, z chęcią by się na to zgodził, a w roli Geralta z Rivii widziałby Madsa Mikkelsena.

Nie zabrakło pytań o gry komputerowe oparte na twórczości Sapkowskiego, a także o owiany złą sławą serial na podstawie „Wiedźmina”. Pisarz wyjawił, że producenci powołali się na komiks, który czyta się szybciej niż całą sagę. Zdradził też, dlaczego w roli Jaskra obsadzono Zbigniewa Zamachowskiego. Otóż autor komiksu nieprzypadkowo przedstawił tego bohatera z twarzą podobną do jednego z polskich pisarzy – był to zabieg celowy. A że aparycja tegoż autora zbliżona była do Zamachowskiego, reżyser postanowił zagwarantować mu rolę w serialu „Wiedźmin”.


Na koniec odbyła się obowiązkowa sesja autografów. Ogromna kolejka po podpis autora „Wiedźmina” zdawała się nie mieć końca, i nawet po godzinie prawie się nie zmniejszyła. Spotkanie autorskie z Andrzejem Sapkowskim okraszone było salwami śmiechu i oklaskami publiczności. Humor i luz, z jakim autor podchodził do pytań fanów sprawiły, że było to zapewne najlepsze spotkanie z pisarzem na tegorocznej edycji Dni Fantastyki.


Relacja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl
Relacja napisana przez Zuza B (Gumiguta)

14.07.2014

#51 Recenzja: Kostka

#51 Recenzja: Kostka
Tytuł: Kostka
Autor: Iza Korsaj
Wydawnictwo: Novae Res

Ocena: 7/10

Nos, usta, uszy, biust – to właśnie na tych fragmentach ciała najczęściej wykonuje się operacje plastyczne. Nie można także zapomnieć o liposukcji czy botoksie. Jednakże nauka cały czas idzie do przodu i wielu nie wystarcza już tylko modelowanie ciała pacjenta. Może warto zajrzeć wgłąb, do mózgu i naszej psychiki? Lecz czy jest na świecie taki człowiek, który odważyłby się naprawić umysł obcego człowieka? 

Doktor Marvin Cross nie jest zwykłym chirurgiem, który wykonuje swoją pracę, aby zarobić na życie. Nie jest także psychopatą, który dla własnego widzimisię zabija niewinne osoby. Marvin uważa się za inżyniera Naprawy, zabiegu, który pozwoli zacząć życie na nowo. Poszukuje potencjalnych ofiar, aby je uszczęśliwić i sprawić, że ich ciało zupełnie się zmieni. Tym razem Marvin Cross chce posunąć się o krok dalej. Pragnie naprawić też mózg, organ tak ważny dla funkcjonowania całego organizmu. Poszukuje pacjenta, który podda się tej makabrycznej operacji. Musi być to człowiek słaby, choć z pozoru silny, a do tego przygnieciony przeszłością. I taki jest właśnie Jerry. Pytanie tylko, czy aby na pewno jest on idealnym obiektem badań i czy przetrwa wyniszczającą Naprawę doktora Marvina Crossa?

Książką interesowałam się już od dawna, więc, kiedy chwyciłam ją w swoje ręce, czym prędzej rozpoczęłam przygodę z Marvinem Crossem. W myślach wykreowałam sobie wizję tej powieści, lecz autorka zaskoczyła mnie, tworząc nieco inne wyobrażenie. Spodziewałam się, że „Kostka” to thriller, którego akcja nigdy nie zwalnia, a czytelnik cały czas będzie trzymany przez autora w napięciu. Zamiast pościgów i wybuchów, odbiorcy serwuje się dość powolne, lecz interesujące przygotowania do właściwej Naprawy. Miało to swoje minusy. „Kostkę” czyta się przyjemnie, lecz na pewno nie szybko. Nie ma wiele dialogów, a dominują refleksje poszczególnych bohaterów.

Iza Korsaj jednak skupiła się na psychologii postaci, a w szczególności na umyśle doktora. Muszę przyznać, że autorka bardzo dobrze przedstawiła tego bohatera, choć nie mogę powiedzieć, że go polubiłam. Jest niezwykle interesujący, ale wątpię, aby ktokolwiek zapałał miłością do inżyniera Naprawy. Inne postaci, choć słabiej wyeksponowane, także są niezmiernie ciekawe.

Podobało mi się wykorzystanie pierwszoosobowej narracji, która dominowała w „Kostce”. Marvin jako narrator pozwala nam jeszcze bardziej wgłębić się w całą sytuację, a do tego pokazuje inny obraz siebie. W końcu czytelnik zaczyna zastanawiać się, czy ten zagadkowy chirurg to aby na pewno postać stricte negatywna. Nie wszystkie jego czyny są złe i niemoralne, co powoduje, że nie możemy przypisać go konkretnego typu postaci.

Autorka nie uznaje tematów tabu. Nie boi się przedstawiać ludzi jako prymitywne kreatury, które dążą do zaspokojenia własnych potrzeb. W pewnych momentach powieść ukazuje swoją wulgarną stronę, a wręcz brutalną. Choć te momenty były dobrze napisane, to jednak krzywiłam się, czytając je. Na pewno nie jest to książka dla osób o słabych nerwach, ani też pozycja, która idealnie pasuje do niedzielnych obiadków.

Koniec powieści także zasługuje na uwagę. Byłam zaskoczona ostatnimi stronami, co nieczęsto mi się zdarza. Dlatego też wyczekuję z niecierpliwością na kolejną książkę Izy Korsaj. „Kostka” to pozycja nie dla każdego, ale czytelnicy, którzy zdecydują się na wyprawę razem z Marvinem Crossem, na pewno się nie zawiodą.

Recenzja napisana na potrzeby portalu literatura.juventum.pl

Recenzja napisana przez: Zuza B (Gumiguta)
Copyright © 2016 Recenzje Nadine , Blogger